logo

7/28/2017

Rozdział XXXVIII "Wszystkiego najlepszego"

W końcu jest! Wiem, że miał być o wiele wcześniej, ale czasu i weny brak. Może pocieszy was fakt, że następny rozdział jest już prawie gotowy, więc w przyszłym tygodniu powinien się pojawić. Dziękuję wszystkim za komentarze i liczę, że pod tym rozdziałem będzie ich równie dużo!
Przypominam, że jeśli ktoś chce być informowany o nowych rozdziałach drogą mailową, to można pisać na 
rozawpotrzasku@gmail.com.
Miłej lektury :)

***

Kiedy poczuła, że wypłakała już z siebie wszystkie łzy, Jennifer odsunęła ją od siebie na odległość ramion i przyjrzała się jej twarzy ze zmartwieniem.
 Nie chcę słyszeć, że nic się nie stało  powiedziała, gdy Rose już otwierała usta.  Idź wziąć gorący prysznic, a potem opowiesz mi, co się dzieje.
Nie mając siły na kłótnie, skinęła głową. Wyciągnęła piżamę z szafy i ruszyła do łazienki. Spojrzała w lustro, na swoją czerwoną twarz i opuchnięte oczy, po czym odwróciła wzrok ze wstrętem. Weszła pod prysznic i odkręciła wodę, a kiedy oblał ją gorący strumień poczuła, jak wszystkie spięte mięśnie stopniowo się rozluźniają, a zdrętwiałe od zimna palce zaczynają mrowić.
Usilnie starała się o niczym nie myśleć, ale słowa Willa nieustanie odbijały się echem w jej głowie.
Jak mogła być tak głupia, żeby myśleć, że łączyło ich coś zbliżonego do przyjaźni? Dla Williama wciąż była natrętną dziewczyną, której towarzystwo wspaniałomyślnie znosił. Nie powinna była w ogóle prosić go o pomoc. Mało brakowało, a zrobiłaby z siebie dzisiaj prawdziwą idiotkę. Może to i lepiej, że nie doszło do żadnego dramatycznego wyznania uczuć z jej strony.
Kiedy, pogodzona z losem, ale wciąż podłamana, wróciła do pokoju, Jennifer już na nią czekała.
 Herbata z cytryną i sokiem malinowym  odezwała się, podając jej kubek, znad którego unosiła się para.
Rose bez słowa przyjęła kubek i usiadła na łóżku, obok przyjaciółki. Objęła naczynie palcami i wbiła wzrok w kolana.
Jennifer nie naciskała, po prostu cierpliwie czekała, aż w końcu Rose otworzyła usta i cichym głosem opowiedziała, co się stało.
 Naprawdę jestem beznadziejna  podsumowała całą relację.  Narobiłam sobie nie wiadomo jakich nadziei, chociaż wiedziałam jak się to skończy.
 A może to jakieś nieporozumienie?  zasugerowała cicho przyjaciółka, obejmując ją ramieniem.  Może to wcale nie tak, jak myślisz.
 Nie tak jak myślę?  Rose parsknęła.  To jest dokładnie tak, jak myślę. To po prostu nie mogłoby się udać, nie wiem, co ja sobie myślałam.
 Dobrze myślałaś, Rosie  zaczęła Jenn  i podziwiam cię, że zdobyłaś się na odwagę, żeby zrobić coś takiego, chociaż nie wyszło tak, jak oczekiwałaś. Niewiele osób zdecydowałoby wyznać komuś swoje uczucia, a już na pewno nie spodziewałabym się tego po tobie.
 Dzięki  mruknęła ponuro Rose.  Ty to wiesz, jak pocieszyć człowieka.
Jennifer potrząsnęła głową.
 Jesteś silniejsza, Rose  powiedziała, zerkając na nią.  Może zauważyłam to dlatego, że nie widujemy się na co dzień, ale dawna Rose nawet nie pomyślałaby o czymś takim. Zmieniłaś się i podejrzewam, że Davies mógł mieć z tym coś wspólnego.
Rose wzruszyła ramionami.
  To prawda, że od czasu twojego wyjazdu spotykaliśmy się częściej, ale to już skończone.
Na pewno nie miała zamiaru wspominać przyjaciółce o ich małych sesjach. Wtedy bez wątpienia skończyłoby się na kłótni.
 Nie rozmawiajmy o tym, bo znowu się rozryczę  skrzywiła się, upijając łyk ciepłej, słodkiej herbaty.  Przez tego gnojka nawet nie ucieszyłam się należycie z twojej niespodzianki.
 Mało ważne.  Jenn skwitowała to machnięciem ręki.  Najważniejsze, że tu jestem, a ty kończysz jutro osiemnaście lat!
Rose skrzywiła się po raz drugi.
 Jakoś nie jestem w nastroju na świętowanie.
 Nie ukrywam, że wyobrażałam to sobie trochę inaczej  westchnęła Jennifer  ale już ja załatwię, żebyś szybko zapomniała o sama wiesz kim i dobrze się bawiła!
  Dziękuję. Naprawdę, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.  Uśmiechnęła się blado.  A gdzie tak właściwie jest mój tata? Powinien już dawno wrócić  pracy.
 Wysłałam go na zakupy  poinformowała ją zadowolona z siebie Jenn.  Urządzasz jutro imprezę urodzinową.
Zamrugała kilkukrotnie, myśląc, że chyba się przesłyszała.
 Że co urządzam?  zapytała z niedowierzaniem.  Jenn!  jęknęła, kiedy przyjaciółka przybrała skruszony wyraz twarzy.  Naprawdę myślisz, że mam teraz ochotę na jakieś imprezy?
 Myślę, że lepsze to niż wypłakiwanie oczu w poduszkę, co pewnie planowałaś jutro robić  skwitowała blondynka.  Poza tym wszystko już ustalone. Nie pozwolę, żeby jakiś dupek zepsuł ci urodziny.
Rose zmartwiała.
 Jak to, wszystko ustalone? Od kiedy?
Miała ochotę zatłuc przyjaciółkę za jej wzruszenie ramion.
 Kiedy ostatnio u ciebie byłam, wymieniłam się numerami z Pixie. Wyobraź sobie moje zdziwienie, gdy zadzwoniłam do niej i dowiedziałam się, że nie miała nawet pojęcia o twoich urodzinach.
Odwróciła głowę widząc pełne wyrzutu spojrzenie.
 Wiesz, że nie lubię robić wokół siebie zamieszania.
 To żadne zamieszanie, a myślę, że twoi znajomi chętnie świętowaliby twoje urodziny. Dlatego ustaliłam wszystko z Pixie i będą tutaj jutro wieczorem. Twój tata bardzo ucieszył się z tego pomysłu i chętnie zgodził się kupić wszystko, co potrzebne.
Nie chcąc powiedzieć czegoś, czego mogłaby później żałować, Rose wypiła duszkiem resztę letniej herbaty i opadła na łóżko z westchnieniem.
 Liczę na jakiś porządny prezent, jeśli chcesz, żebym wybaczyła ci to knucie za moimi plecami  mruknęła.
 Nie martw się  zapewniła ją Jennifer.  Zobaczysz, nie będzie tak źle.
 To najgorsze walentynki w moim życiu  podsumowała Rose, gapiąc się w sufit.
 Gorsze niż wtedy, kiedy w ósmej klasie zrzygałaś się na chłopaka, który chciał dać ci walentynkę?  Rzuciła blondynce poirytowane spojrzenie.  Nie patrz tak na mnie. Przez tydzień bał się do ciebie podejść, bo myślał, że znowu zwrócisz na niego drugie śniadanie. A przez kolejny miesiąc cała szkoła imitowała odruch wymiotny, jak tylko pojawiłaś się na horyzoncie.
 Nie przypominaj mi  jęknęła Rose, przyciskając sobie poduszkę do twarzy.  Ale proszę bardzo, rób ranking moich najgorszych walentynek, na pewno jeszcze coś sobie przypomnisz  wymamrotała przytłumionym głosem.
Poczuła, jak materac obok niej ugina się pod ciężarem Jennifer. Odsunęła poduszkę z twarzy i obie wpatrywały się w sufit, nie mówiąc ani słowa.
 Chcesz utopić smutki?  zapytała blondynka po chwili.
Rose odwróciła głowę w jej stronę z niemym pytaniem w oczach.
 Udało mi się przemycić butelkę taniego, czerwonego wina. Dobrze, że twój tata zawsze myślał, że jestem dla ciebie dobrym przykładem i nawet nic nie podejrzewał.
Zapadła długa cisza, aż w końcu Rose wybuchnęła śmiechem.
 Jesteś niemożliwa, Jenn.

 *

Następnego dnia obudziła się zaskakująco wypoczęta, chociaż zasnęły z Jennifer w koszmarnie niewygodnych pozycjach, tuż po opróżnieniu butelki wina.
Z cichym jękiem zwlekła się z łóżka i spojrzała na przyjaciółkę, która, wciąż w ubraniu, przytulała się do pustej butelki.
Pokręciła głową z rezygnacją, wzięła czyste ubrania i udała się na poranną toaletę. Przechodząc korytarzem usłyszała z kuchni wesołe pogwizdywanie taty. Dobrze, że były w tym domu chociaż dwie osoby, które cieszyły się z jej urodzin.
W łazience ochlapała twarz wodą, zmywając z niej resztki senności, dokładnie wyszorowała zęby, nałożyła makijaż i starannie rozczesała włosy, splątane w trakcie snu.
Spojrzała w lustro i odetchnęła głęboko.
Miała osiemnaście lat. Kilka lat temu myślała, że będzie to wyjątkowy dzień, w którym zmieni się całe jej życie. Nie licząc złamanego serca, nie czuła, żeby cokolwiek się od wczoraj zmieniło. Nie opuszczało jej wrażenie, że wręcz przeciwnie, cofnęła się o dwa kroki.
Ale życie trwa dalej. Nie mogła ciągle załamywać nad sobą rąk. Skoro już nie będzie spotykać się z Daviesem, jakoś poradzi sobie sama. Nie była już naiwną czternastolatką.
Przytaknęła samej sobie, rzuciła ostatnie spojrzenie na swoje odbicie i wymaszerowała z łazienki, wracając do pokoju.
Jennifer już nie spała, starała się ukryć dowody, wciskając butelkę po winie pod łóżko. Kiedy usłyszała, że ktoś wchodzi do środka, podskoczyła z piskiem, usiłując zasłonić dowód własnym ciałem.
 To tylko ja  uspokoiła ją Rose, z rozbawieniem obserwując, jak przerażenie na twarzy przyjaciółki zmienia się w irytację.
 Nie strasz mnie tak  mruknęła, po czym jej twarz rozjaśnił uśmiech.  Wszystkiego najlepszego, Rosie!  wykrzyknęła, wkopując butelkę pod łóżko i wstając, żeby objąć ją ramionami.  Prezent dostaniesz, jak tylko wezmę prysznic.
 Zdecydowanie ci się przyda  skomentowała Rose, marszcząc nos.  Dzięki, Jenn. Za wszystko.
Blondynka odsunęła się od niej i pokazała gest uniesionych kciuków, uśmiechając się szeroko.
 Do usług  skwitowała jej podziękowania, przerzucając sobie ubrania przez ramię.  Zaraz wracam, a ty tu czekaj.
Kiedy Jenn brała prysznic, Rose otworzyła lekko okno, wpuszczając do dusznego pokoju trochę lutowego powietrza, zasłała łóżko i schowała piętrzące się na krześle ubrania.
Przyjaciółka wróciła, gdy akurat zamykała okno. Ujarzmiła gęste blond włosy, spinając je w wysokiego kucyka, i ubrała się w luźne spodnie dresowe i czarną koszulkę.
  Dlaczego nawet w dresach wyglądasz tak ładnie?  rzuciła z wyrzutem Rose, patrząc na swoje rozciągnięte już legginsy i szary sweter o dwa rozmiary za duży.  Czuję się jak bezdomna.
Jenn spojrzała na nią z politowaniem, wznosząc oczy ku niebu. Niedbale wcisnęła wczorajsze ubrania do  stojącej obok szafy  torby, z której wyjęła podłużne, czarne pudełeczko.
Podeszła do Rose i niepewnie wręczyła jej podarunek.
 Nie wiem, czy to był dobry pomysł, ale mam nadzieję, że ci się spodoba  powiedziała nieśmiało, wykręcając sobie palce.
Rose spojrzała na puzderko w swoich dłoniach i niepewnie uchyliła wieko. Zamrugała z zaskoczeniem, wyciągając cienki, srebrny łańcuszek i unosząc go na wysokość oczu, żeby móc się lepiej przyjrzeć.
Wbiła wzrok w kołyszącą się srebrną literę “J”, wysadzaną cyrkoniami, obok której mieniły się delikatnie małe, srebrne skrzypce.
 Myślałam, że byłaś przeciwko mojemu graniu na skrzypcach  powiedziała cicho Rose, nie odrywając wzroku od wisiorka.
 Na początku rzeczywiście tak było  odparła Jenn.  Ale długo nad tym myślałam i uświadomiłam sobie, że skrzypce to część ciebie. W dodatku okazało się, że twoja mama też na nich grała, więc pomyślałam, że teraz to dla ciebie jeszcze ważniejsze  wyjaśniła, rumieniąc się.  A pierwsza litera mojego imienia to po to, żebyś nie zapomniała o mnie w tym wielkim mieście, kiedy widzimy się tak rzadko. I żebyś wiedziała, że zawsze jestem po twojej stronie.  Odchyliła kołnierzyk bluzki i pokazała jej łańcuszek z wisiorkiem w kształcie litery “R”.  Jesteśmy siostrami, Rose. Może nie krwi, ale jednak siostrami.
Rose nie wiedziała, co powiedzieć, więc po prostu wyciągnęła prezent w stronę przyjaciółki.
 Zapniesz?
Twarz Jenn rozjaśnił promienny uśmiech. Przytaknęła, a Rose odwróciła się, pozwalając blondynce odgarnąć sobie włosy i wprawnym ruchem zapiąć łańcuszek. Odwróciła się z powrotem, kładąc rękę na wisiorku i czując zimne srebro pod palcami.
 Dziękuję. To cudowny prezent  powiedziała z uśmiechem.  Chociaż nie ma mowy, żebym kiedykolwiek o tobie zapomniała, Jenn. Znamy się praktycznie całe życie i nie ma dnia, żebym nie zastanawiała się, co porabiasz.
Jenn rozłożyła ramionami i zamknęła Rose w mocnym uścisku.
 Wszystkiego najlepszego!  zawołała jej prosto do ucha, śmiejąc się.
 Lepiej, żeby się spełniło  odpowiedziała Rose, chichocząc we włosy przyjaciółki.
 Wiesz, myślę, że lepiej byłoby, gdyby twój tata nie zobaczył prezentu ode mnie  zauważyła Jenn, kiedy wychodziły z pokoju.  O ile wisiorek z literą mojego imienia raczej by go nie wzburzył, to skrzypce już tak.
Rose przytaknęła i, spoglądając niepewnie na blondynkę, schowała łańcuszek pod bluzkę.
 Nie przejmuj się. Wystarczy mi świadomość, że go nosisz  uspokoiła ją.

*

Już wchodząc do kuchni poczuły zapach naleśników ze słynną konfiturą babci Rose, z którą wróciła ze świątecznej wizyty. Tata krzątał się po kuchni, pogwizdując pod nosem, a kiedy je zobaczył, uśmiechnął się szeroko.
 Dzień dobry  przywitała się Jenn, nawet nie niego nie patrząc, tylko wbijając wzrok w górę naleśników na stole.  Poczęstuję się, dobrze?
Zachęcił ją machnięciem ręki, po czym podszedł do Rose.
 Kiedy te osiemnaście lat zleciało?  westchnął.  Wszystkiego najlepszego, kochanie.  Zmierzwił jej włosy i cmoknął w czoło.
 Dzięki, tato.  Automatycznie wytarła czoło wierzchem dłoni, na co tata skrzywił się teatralnie.
 Siadaj i bierz przykład z Jennifer.
Rose zajęła miejsce obok przyjaciółki, która z radością rozsmarowywała wiśniową konfiturę po kupce naleśników na swoim talerzu.
 Wyspałyście się, czy znowu nawijałyście do rana?  zapytał tata, stawiając przed nimi kubki z kawą.  Dla Rose słaba, z dużą ilością mleka, dla Jenn mocna, czarna.
 Jest pan najlepszy!  Jenn wystawiła kciuk w górę, napychając policzki naleśnikami.  Jak ja tęskniłam za konfiturą twojej babci i pańskimi naleśnikami!
 W sumie zasnęłyśmy całkiem szybko.  Rose wzruszyła ramionami, smarując naleśnika konfiturą.  Słyszałam, że z chęcią zgodziłeś się na moją imprezę urodzinową, o której nie miałam pojęcia?
 Wiesz, każdy na twoim miejscu cieszyłby się, że rodzic pozwala urządzać imprezę  odparł tata urażonym tonem.
 Ja się cieszę!  zapewniła gorąco Jenn.  Wszystkim się tu zajmę. Wie pan, że można na mnie liczyć.
Rose wywróciła oczami, ale nic nie powiedziała.

Po śniadaniu tata wyszedł z kuchni, a po chwili wrócił z zawiniątkiem w rękach.
 Twój prezent  wyjaśnił, widząc pytający wzrok Rose.
 Dziękuję  wymamrotała, nie odrywając wzroku od płaskiej rzeczy, owiniętej w ozdobny papier.
Delikatnie rozerwała papier, a jej oczom ukazał się album z eleganckiej, ciemnej skóry. Niepewnie go otworzyła. Z pierwszej strony uśmiechała się do niej mama, o wiele młodsza niż ta z jej wspomnień, ale niewątpliwie była to ona. Stała tyłem do aparatu, z założonymi na plecach rękami, ale odwracała się z szerokim uśmiechem do kogoś, kto robił zdjęcie. Mrużyła lekko oczy, pewnie od słońca, a pojedyncze kosmyki kasztanowych włosów zakrywały jej twarz. Taka młoda. Musiała być niewiele starsza od Rose.
 Nie wiedziałem, co zrobić ze wszystkimi zdjęciami mamy  wyjaśnił tata  więc wpadłem na pomysł, żeby zrobić z nich album. Uznałem, że to będzie idealny prezent dla ciebie. Starałem się zachować chronologię, ale pamięć już mnie zawodzi. Nie chciałem chować ich w jakimś pudełku, do którego bałbym się potem zaglądać.  Nachylił się, spoglądając na to samo zdjęcie, co Rose.  To z czasów, kiedy się poznaliśmy. Mama miała tutaj dwadzieścia lat.
Rose przesunęła palcami po fotografii, mrugając intensywnie, żeby odgonić łzy.
 Jest piękny.  Pochyliła się i pocałowała tatę w policzek.  Dziękuję.
Mężczyzna zarumienił się, uciekając wzrokiem
 P-proszę bardzo  odchrząknął.  Wybaczcie, muszę skorzystać z toalety.  Szybkim krokiem wyszedł z kuchni, znikając na schodach.
 Twój tata jest taki uczuciowy  zauważyła Jenn, uśmiechając się delikatnie.  To idealny prezent  dodała, patrząc na zdjęcie kobiety.  Jesteś taka podobna do mamy.
Rose nie potrafiła oderwać wzroku od Cornelii. Dopiero kiedy na własne oczy widziała, jak szczęśliwa była jej mama, rozumiała, ile straciła. Miała tylko sześć lat i niewiele pamiętała z tamtego okresu, ale nawet jako dziecko musiała wiedzieć, że czegoś jej brakuje, nie rozumiała tylko, czego.
 Tak mi jej czasami brakuje  westchnęła, zamykając album.  Myślisz, że byłoby inaczej, gdyby tu była?
Jenn potrząsnęła głową.
 Nie wiem, Rose. Nie mam pojęcia.

5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiiitam serdecznie :D Oczekiwanie na nowy wpis na Twoim blogu jest jak czekanie na nowy odcinek, tfu! sezon ulubionego serialu. Kiedy odpisałaś mi na poprzedni komentarz, że dodasz rozdział następnego dnia, to nie ukrywam bardzo się ucieszyłam.
    Ogólnie jak zawsze jest wysoki poziom, uwielbiam Twój styl pisania, więc czytam z przyjemnoscią. Mam wrażenie, że gdybyś opisywała ze szczegółami np. poranną pielęgnację Rozy to też bym czytała :D I liczę, że w następnym rozdziale będzie jakieś starcie z Willem :P
    Papapa i mocno trzymam kciuki za wenę, bo kurna już się nie mogę doczekać,
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, tyle miłych słów, a ja czasami mam wątpliwości, czy to się komuś podoba! Pięknie dziękuję!
      Następny rozdział pojawi się w przyszłym tygodniu, muszę go dokończyć i poprawić :)
      Pozdrawiam,
      Viv

      Usuń
  3. Podpisuję się pod komentarzem wyżej!!! To ten sam rodzaj czekania jak na nowy sezon ulubionego serialu, serio!!!
    Ogólnie prawie codziennie sprawdzam Twojego bloga, a jak mam czas to nawet kilka razy dziennie (czy to już jest nienormalne? xDDDD mogłabym Cię poprosić o informowanie, ale jakoś większą frajdę mi sprawia, jak sama sprawdzam, czy już coś dodałaś :P) iiii tak się ucieszyłam, że dodałaś nowy rozdział!!! I tak się cieszę, że następny rozdział też masz prawie gotowy!!! Sprawiasz, że cała uradowana jestem xD <3 Czytałam ten rozdział jak najbardziej powoli, delektując się każdym słowem i chcąc, żeby czytanie trwało jak najdłużej, a jednocześnie byłam tak ciekawa, co się stanie, że chciałam przeczytać wszystko jak najszybciej xD
    Liczę na Willa w następnym rozdziale!! Naprawdę liczę na to, że się pojawi!! I na jakieś stracie z Rose :D Ta sytuacja między nimi musi być nieporozumieniem... już Ci to mówiłam, ale ja nie przeżyję, jeśli oni nie będą razem!!!! :o :o
    A Jennifer to taka kochana i świetna przyjaciółka! ^_^
    Dobraaa, świetny rozdział oczywiście, uwielbiam Cię i to jak piszesz i czekam na następny rozdział z WIELKĄ niecierpliwością! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I znowu tyle miłych słów, chyba się zarumienię!
      Zdradzę tylko tyle, że tak, w następnym rozdziale Will się pojawi!
      Szczerze powiedziawszy, uwielbiam pisać o Jennifer, cieszę się, że zrobiłam ją taką, a nie inną. Naprawdę przyjemnie mi się o niej pisze.
      Jak pisałam wyżej, rozdział w następnym tygodniu, a potem może być mały przestój, ale postaram się, żeby nie przedłużył się jak poprzedni...
      Dziękuję za komentarz,
      Viv

      Usuń