logo

5/27/2015

Rozdział XXVII "Nowy Rok"


Powrót smoka! A, jednak nie, to tylko ja :D Matury się skończyły, tak samo moja wena... Czyż to nie ironiczne, że było jej sporo, kiedy musiałam się uczyć, a uciekła ode mnie, jak tylko miałam czas pisać? Dlatego tak długo się męczyłam z tym rozdziałem i dlatego wstawiam go tak późno, za co ogromnie przepraszam. Właściwie to jego zakończenie miało być całkiem inne, ale stwierdziłam, że nie będę na siłę wciskać czegoś, co tak marnie napisałam. Inaczej byście czekali do lipca...
Nie ma co przedłużać, mam nadzieję, że ten rozdział was usatysfakcjonuje. Teraz mam wakacje i mogę się, za przeproszeniem, opierdzielać, więc następny rozdział powinien się pojawić do dwóch tygodni :)
Enjoy!


(jednak się nie powstrzymam przed dodawaniem uroczych gifów)




***


Droga do klubu trwała nieznośnie długo. Jedynymi w pełni trzeźwymi osobami byli Rose i Simon. Michael szedł pod ramię z Danielem, slalomem wymijając każdą przeszkodę na drodze. Natomiast Pixie i Natalie maszerowały pochylone ku sobie, zaśmiewając się z czegoś.
- Zawsze tak jest, rok w rok – westchnął Simon, który tego wieczoru niewiele się odzywał. – Mówię to, żebyś nie pomyślała, że jesteśmy jakąś bandą pijaków.
- Nigdy tak nie pomyślałam – zaprotestowała Rose, zerkając w bok na chłopaka. – Zawsze mówisz prawdę, tak? 
Chłopak wywrócił oczami, przeczesując blond włosy palcami.
- To lekka przesada. – Skrzywił się. – Po prostu nie lubię kłamać. 
- Wiesz, wydaję mi się, że brakuje trochę takich właśnie osób. – Odwróciła wzrok. – Które byłyby szczere ze sobą i z innymi. 
Pierwszy raz usłyszała, żeby Simon szczerze się zaśmiał.
- W większości przypadków miałem kłopoty za tę moją przesadną szczerość – oznajmił. – Ale nie zawsze prawda jest dobra. Może wyrządzić więcej szkód, niż mogłabyś się spodziewać. – Nagle spochmurniał. – Ale dość gadania o tym. Chciałem cię o coś zapytać.
- Tak? – rzuciła zaciekawiona.
- Coś jest między Pixie a Danielem? Pokłócili się? 
Więc nie ona jedna to widziała.
- Na pewno coś niezbyt…
Simon przerwał jej uniesieniem ręki.
- Żeby było jasne, wiem, że Pixie szaleje za Danielem – powiedział.
- Wiesz?! – Rose była zaskoczona.
- To widać. – Wzruszył ramionami. – Nigdy o tym nie wspominałem, bo nie chciałem komplikować sprawy.
- Szkoda, że Daniel tego nie widzi – wymamrotała z frustracją. – Ale jeśli wiesz, to wiele ułatwia. Pixie dowiedziała się, że Danielowi wcale nie podoba się Natalie, więc ma jakiś szalony plan, żeby wyciągnąć od niego, do kogo coś czuje.
- Daniel i ruda? – Chłopak zaśmiał się. – Nie wiem, skąd ona bierze takie pomysły. Od razu widać, że są jak rodzeństwo. Zawsze byli.
- Przetłumacz to Pixie. Mam nadzieję, że nie zrobi nic, czego potem mogłaby bardzo żałować. – Dziewczyna przygryzła wargę, niepokojąc się o brunetkę.
- Jak na razie postarajmy się, żeby doszli do klubu w jednym kawałku.
Simon pospieszył do chłopaków, którzy niebezpiecznie zbliżali się do jezdni. A Rose wciąż miała nadzieję, że Daviesa nie będzie w klubie, że zamiast zabawiać publikę, bawi się na jakiejś wypasionej imprezie.

Na miejscu wielki tłum od razu ich rozdzielił. Wszyscy tańczyli, pili, śmiali się, nawet na zewnątrz klubu, bo w środku brakowało już powietrza. Rose nawet zobaczyła w kącie parę, która robiła coś naprawdę nieprzyzwoitego. Odwróciła wzrok zszokowana.
Jak miała kogoś znaleźć w tym tłoku? W dodatku wszyscy, oprócz Simona, pewnie nie przejmowali się tym, gdzie byli i że powinni poszukać zagubionej Rose.
Przepchała się do baru, który okupowali imprezowicze, domagający się alkoholu. Odetchnąwszy z ulgą, złapała trochę świeższego powietrza. I co teraz?
Jej słuch przykuły piski wielu dziewczyn, kilka kroków dalej. O nie. Prosiła w myślach, żeby to nie było to, o czym myślała.
- Tylko się o mnie nie bijcie. – Usłyszała znajomy, rozbawiony głos.
Ktoś tam na górze bardzo jej nie lubił.
Rose skuliła się, nie chcąc zostać zauważoną, z zamiarem czmychnięcia na drugi koniec sali.
- A kogo my tu mamy? – Nie było wątpliwości, do kogo skierowane były te słowa.
Zamarła w bardzo dziwacznej pozycji, aby po chwili wyprostować się, wymusić uśmiech na twarzy i zwrócić się w stronę Daviesa.
- Co za niespodzianka. – Uśmiechnął się. – Nie wiedziałem, że jesteś typem imprezowicza.
Miała niezwykłą ochotę skrzywić się, widząc pięć dziewczyn, które mierzyły ją wzrokiem czystej nienawiści. 
- Niewiele o mnie wiesz – odparła spokojnie, od razu zdając sobie sprawę, jak wiele nieprawdy było w tym zdaniu. 
- Chyba oboje wiemy, że to nie całkiem prawda, co, mała skrzypaczko?
Co za idiota.
Spojrzała z niepokojem na nieznajome, które spijały z ich rozmowy każde słowo. Cholerne pijawki.
- Miłe panie, zostawicie nas na moment? – Davies uśmiechnął się czarująco, słysząc sprzeciw swoich fanek. – Obiecuję, że wam to wynagrodzę.
Rose obserwowała, jak dziewczyny odchodzą niechętnie, po czym zwróciła wzrok na Williama.
- Nie musiałeś ich tak wyganiać – powiedziała chłodno. – I tak już sobie idę.
- Znalazłaś sposób? – rzucił nagle.
- W ciągu kilku dniu? – Wybuchła śmiechem. – Nie jestem aż taka dobra. I wiesz co? – Zmrużyła oczy. – Wcale nie musiałeś mówić przy tych jędzach „mała skrzypaczko” – dodała z irytacją. – Co to w ogóle za przezwisko?
- Jest urocze, prawda? – zapytał podekscytowany. – Chociaż wcale do ciebie nie pasuje.
Rose miała wrażenie, jakby nie rozmawiała z Daviesem, tylko kimś zupełnie obcym.
- Piłeś, prawda? – Od razu zrobiła mały krok w tył, pilnując dystansu. Ostatnim razem, kiedy był pijany, wydarzyło się coś, czego wolałaby nie pamiętać.
- Jest sylwester, Parker. – Uniósł brwi z kpiną. – Oczywiście, że piję. A czemu ty nie? 
- Nie przepadam za alkoholem – odparowała. – Nie wszyscy muszą pić na potęgę. 
Źle się czuła, będąc mierzona badawczym wzrokiem. Przestąpiła z nogi na nogę, odchrząkując.
- Czemu się tak gapisz? – mruknęła ze złością.
- Tak myślałem. – Chłopak odstawił szklankę z drinkiem, którą trzymał w dłoni, na blat i podszedł do niej. Stanowczo za blisko. – Wyglądasz gorzej niż wtedy, kiedy rozmawialiśmy. – Pochylił się nad nią, a Rose poczuła mocny zapach alkoholu.
- Śmierdzisz – stwierdziła, odsuwając się. – I co cię to obchodzi? Myślałam, że wszystko sobie wtedy wyjaśniliśmy.
- Nie śpisz, prawda? – Zignorował jej słowa.
- Raczej niespecjalnie. – Czemu musiał jej o tym przypominać? – Daj mi już spokój, Davies.
- Powinnaś z tym skończyć, takie jest moje skromne zdanie. – Zamyślił się, marszcząc czoło i nie zwracając uwagi na to, jak niekomfortowo czuła się Rose. – Mam wrażenie, jakbyśmy już kiedyś byli w podobnej sytuacji.
Rose uciekła wzrokiem, śmiejąc się nerwowo. O nie, nie przypomnisz sobie tego. Nie teraz.
- Zdaję ci się – wymamrotała pospiesznie. – Nie chcesz przywitać nowego roku ze znajomymi? Gdzie masz swoich kumpli?
- Gdzieś się tu kręcą. – Wzruszył ramionami. – Stary rok… Nowy rok… Co za różnica. – Chwycił szklankę z blatu i wypił całą jej zawartość jednym haustem.
- To ma być motywacja do zmian – stwierdziła Rose, krzywiąc się na to pijaństwo. 
- Są rzeczy, których nie można zmienić. – Davies spojrzał na nią z uśmiechem. – A jeśli teraz jest dobrze, to po co coś zmieniać?
- No co ty, zawsze może być lepiej.
Na przykład William mógłby nie być tak przystojny. I tak łasy na dziewczyny. 
- W takim razie ty chcesz witać ten twój „nowy rok” sama? – Rzucił jej znaczące spojrzenie. – Chyba że wolisz ze mną.
- Nigdy więcej tego nie rób – wzdrygnęła się pod jego wzrokiem. – Moi znajomi na tyle stracili poczucie rzeczywistości, że pewnie nawet nie pamiętają o moim istnieniu. Poza tym akurat w moim przypadku, zbyt dużo rzeczy się wali, żeby mogło być choć odrobinę lepiej.
- Czyli co? – William machnął ręką do barmana, który jedynie skinął głową ze zmęczeniem i po chwili podsunął mu pełną szklankę. – Jesteśmy skazani na siebie?
- Chyba tak. Dlatego… - Rose uprzedziła jego rękę i zgarnęła naczynie z blatu. – Będę tego potrzebować. – Od razu opróżniła szklankę i skrzywiła się.
- A mówiłaś, że nie lubisz alkoholu – Davies uśmiechnął się zadziornie, opierając o bar. 
- Czasami po prostu nie ma innego wyjścia – odparowała, jej ciało zaczęło ogarniać przyjemne ciepło.
Cała ta sytuacja kłóciła się z rozmową z tatą na temat odpowiedzialności. Gdyby ją teraz zobaczył, prawdopodobnie nie wyszłaby z domu do emerytury.

Po kilkunastu minutach, w trakcie których głównie przekomarzali się między sobą, Rose zapragnęła się czegoś dowiedzieć
- Davies, powiesz mi coś? – zaczęła. – Czy ty naprawdę byłeś tak okrutny dla tej dziewczyny, kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy? 
Chłopak westchnął, odchylając głowę do tyłu.
- To skomplikowane, Parker – wyjaśnił. – I w sumie moja sprawa.
Chociaż Rose rozumiała, że wcale nie musiał jej o niczym mówić, to poczuła się lekko oszukana. W końcu ona zwierzyła mu się z największych sekretów.
- Jasne, rozumiem.
William znowu na nią spojrzał.
- Po prostu… Ona nie była taka niewinna, na jaką wyglądała.
Mimo że niewiele jej to rozjaśniło, była wdzięczna, że cokolwiek powiedział. Przynajmniej teraz wiedziała, że nie był takim draniem, za jakiego go wtedy wzięła.
- Myślałam wtedy, że wszyscy w tym mieście to takie dupki jak ty – zaśmiała się.
- Nie myliłaś się za bardzo, większość jest jeszcze gorsza ode mnie.
Uniosła brwi znacząco.
- Da się?
- A mam ci przypomnieć, jak zniszczyłaś mi tę świetną koszulę? – Uśmiechnął się słodko. – To było gdzieś… - Rozejrzał się i wskazał palcem miejsce kilka metrów dalej. – Tam.
- Trzeba było uważać, a nie skupiać się na wdziękach swoich fanek. – fuknęła, zaplatając ręce na piersi. – Poza tym oddałam ci pieniądze za pralnie!
Davies wywrócił oczami.
- Ale chyba brudzenie moich ubrań stało się twoim hobby – zauważył. – Zakrwawiłaś mi koszulkę, kiedy, jak ostatnia niezdara, oberwałaś piłką.
- A ty, wielki bohater, mnie uratowałeś – odparła sarkastycznie. – Nie udawaj, że nie zrobiłeś tego dla popularności. 
- Nie, zrobiłem to, bo każdy z tamtych idiotów po prostu stał i się gapił. – Spojrzał na nią z niechęcią. – Parker, nawet ja mam jakieś uczucia. Pozwoliłem ci myśleć, że to był tylko popis, bo mnie zdenerwowałaś. 
- Ja zdenerwowałam ciebie? – zapytała Rose z niedowierzaniem. – Jak to możliwe?
- Traktowałaś mnie, jakbym zrobił ci nie wiadomo co. Nie bardzo cię wtedy rozumiałem.
Dziewczyna prychnęła.
- Więc teraz niby mnie rozumiesz?
- Cóż, wiem o tobie więcej niż wtedy. – Wzruszenie ramion. – Nie wiem. Jesteś dziwna. 
- Dziwna?! – wykrzyknęła oburzona.
Jak mógł uważać ją za jakąś dziwaczkę, kiedy sam nie był o wiele lepszy? Rose po prostu nie wiedziała jak na to zareagować. Jak mogła cokolwiek czuć do tego dupka?
- Lepiej wyjdźmy na zewnątrz, chyba powinnaś ochłonąć – oznajmił William.
Tutaj akurat miał rację.
Dała mu się poprowadzić do tylnego wyjścia i dopiero, kiedy poczuła zimne powietrze, zorientowała się, jak bardzo potrzebowała uwolnić się od zaduchu i niezbyt przyjemnego zapachu.
- To jednak lepsze od tamtego sztucznego dymu – stwierdził Davies, oddychając głęboko.
- Dlaczego jestem dziwna? – Rose nie miała zamiaru się poddawać.
Chłopak wzniósł oczy ku niebu, mamrocząc coś pod nosem. 
- Nie potrafię cię rozgryźć, o to chodzi. Do tej pory wszystkie kobiety, które znałem, były dość proste. Z nimi umiałem się obchodzić. A z tobą… - Wzruszył ramionami.
- A twoja mama? Na pewno nie jest taką prostą kobietą – zaoponowała Rose, nie wiedząc, skąd wziął jej się ten temat.
 - Moi rodzice są rozwiedzeni. Mama z nami nie mieszka – odparł William beznamiętnie. – A ojciec… Wielu rzeczy nie chce zrozumieć.
Zrobiło jej się głupio. Naprawdę, powinna nauczyć się trzymać język za zębami.
- Nie musisz przepraszać, ani nic takiego – dodał pospiesznie, widząc jej minę. – Miałem wtedy trzynaście lat, zdążyłem się przyzwyczaić.
Rose wątpiła, czy do czegoś takiego dało się przyzwyczaić, ale wolała nie drążyć tematu.
- Rozumiem, nie musisz mi się tłumaczyć – wymamrotała. – Na pewno nie chcesz się spotkać ze swoimi ziomkami?
- Nie martw się tak o mnie, Parker. – Chłopak wywrócił oczami. – Powinnaś raczej martwić się o sobie. Nawet makijaż nie zakrywa tych sińców pod oczami.
- Parę nieprzespanych nocy, wielkie halo.
- Tak to się zazwyczaj zaczyna. – Spojrzał na nią z powątpiewaniem. – Nie powinnaś… Nie wiem… Pójść do lekarza?
- Davies, przestań się mądrzyć. – Prychnęła. – Jakby zwykły lekarz mógł pomóc, to już dawno bym do niego pobiegła.
Zapadła cisza, którą rozpraszała jedynie dudniąca muzyka.
Rose oparła się o ścianę budynku, otulając się swoim okryciem, którego nie zdjęła nawet w klubie. Z ulgą wdychała zimne powietrze, które lekko ostudziło jej zapał do picia. Nie miała zamiaru skończyć jak ostatnio. Na samą myśl jej bicie serca przyspieszyło dwukrotnie.
William odchrząknął.
- Co?! – wykrzyknęła Rose ze zdenerwowaniem, myśląc, że odkrył powód jej rumieńców.
Chłopak aż cofnął się o krok, widząc jej gwałtowną reakcje.
A potem wybuchnął śmiechem.
Dla Rose było to gorsze niż jakakolwiek inna reakcja. Twarz dziewczyny przybrała malowniczy odcień czerwieni, gdy uświadomiła sobie całą sytuacje. 
- Nie śmiej się – warknęła, dając sobie mentalnego kopniaka w tyłek.
Weź się w garść!
Davies przestał się śmiać, lecz w jego oczach wciąż widziała rozbawienie. Spojrzał na nią i zaplótł ręce na piersi.
- Chciałem tylko o coś zapytać, ale nie wiedziałam, że jesteś taka strachliwa. – Uniósł brwi znacząco. 
Rose westchnęła, wiedząc, że przesadziła. Jednak ciężko było jej trzeźwo myśleć, kiedy ciało reagowało w tak specyficzny sposób.
- Pytaj – mruknęła jedynie.
- Ta pomoc, której ode mnie chciałaś – zaczął. – Na czym miała ona polegać?
To nie było pytanie, którego się spodziewała. Dziewczyna była przekonana, że ten temat został już zakończony i William nie będzie chciał do niego wracać bardziej niż ona.
Przez dłuższą chwile zastanawiała się, co odpowiedzieć.
- Przypuszczam, że mógłbyś po prostu grać i śpiewać co tylko chcesz. – Wzruszyła ramionami, odwracając wzrok. – A ja próbowałabym coś zdziałać ze skrzypcami.
Chciała dodać coś, co rozluźniłoby atmosferę, ale z klubu doleciały okrzyki głośniejsze niż wcześniej.
- Odliczają – stwierdził Davies, uśmiechając się pogardliwie. 
Rose wytężyła słuch i rzeczywiście usłyszała głośne „Dziewięć!”.
Czuła się dziwnie.
Razem z Williamem oczekiwała w ciszy na nowy rok. Jeszcze miesiąc temu pomyślałaby o tym jak o kiepskim żarcie. Ale był z nią tutaj, w dodatku nawet się nie kłócili. 
Kiedy pierwszy raz się tu pojawiła, myślała, że czeka ją normalne życie przeciętnej nastolatki w wielkim mieście. Chciała uciec od przeszłości, od małego, ciasnego miasteczka, gdzie czuła na sobie spojrzenia wszystkich. Tam nie mogła pozostać anonimowa.
A teraz sama wracała do tych niechcianych wspomnień. Z własnej woli uciekała od bezpiecznego życia z przyjaciółmi.
Przyjechała tutaj dopiero w październiku, ale w ciągu minionych trzech miesięcy wydarzyło się więcej, niż przez całe jej życie. Poznała wspaniałych ludzi, dowiedziała się o mamie więcej niż kiedykolwiek, nawet się zakochała.
- Myślisz o zeszłym roku, co? – rzucił William.
- Skąd…?
Nie dokończyła pytania, ponieważ rozległ się okropny hałas. Rose poznała jego źródło, gdy na niebie rozbłysły dziesiątki, setki fajerwerków, rozświetlając noc. Całe miasto nad ich głowami pokrył deszcz różnobarwnych świateł, rozpryskujących się na granatowym niebie.
Dziewczyna wbiła wzrok w górę i uśmiechnęła się. Był to naprawdę piękny widok, którego nie mogła przegapić.
I odciągnął ją od niego Davies.
- Więc nowy rok – westchnął.
Spojrzała na chłopaka, ale on też obserwował fajerwerki z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Wszystkiego najlepszego? – rzuciła niepewnie, wystawiając rękę.
Zamrugał i zwrócił wzrok na nią.
- Mówisz, bo tak wypada, czy naprawdę masz to na myśli? – Podszedł bliżej i chwycił jej dłoń w swoją.
- Nie wiem – przyznała szczerze, czując coraz większe zakłopotanie. – Wiesz, ja wcale cię nie nienawidzę. Nigdy nienawidziłam. - Czuła jakąś potrzebę wypowiedzenia tego na głos.
Davies wybuchł śmiechem, ręka Rose zadrżała w jego uścisku.
- Parker, Parker, co ty wiesz o nienawiści – powiedział z rozbawieniem. – W  każdym razie dziękuje. Chyba. 
Dziewczyna spojrzała na ich dłonie i poczuła przyjemne ciepło. Wcale by jej nie przeszkadzało, gdyby - na przykład - ją przytulił. Wcale.
- Powinnam poszukać znajomych. – Rose pragnęła jak najszybciej zmienić temat, aby powstrzymać to kiełkujące uczucie.
Chcąc zabrać rękę, pociągnęła lekko, ale William trzymał ją mocno.
- Pomogę ci – powiedział nagle, wbijając w nią wzrok.
Spojrzała na niego w zaskoczeniu.
- Co…?




Natalie spacerowała po klubie, zataczając się i wpadając na innych. Chociaż spacerowaniem raczej nie powinno się tego nazywać.
Kręciło jej się w głowie, a obraz przed oczami wydawał się dziwnie rozmazany.
Zachichotała, rozglądając się po zatłoczonym klubie.
- Ciekawe gdzie się podziała Pixie – wymamrotała pod nosem, chichocząc.
Czuła, że to jej limit, więc ruszyła w stronę, jak jej się wydawało, łazienek. 
Potrącana przez tańczących, jakimś cudownym sposobem dotarła do celu i wtoczyła się przez drzwi do środka.
Rozejrzała się nieprzytomnie, coś było nie tak. Nie przypominała sobie, żeby ktoś robił remont łazienki.
Powód tego zdezorientowania poznała, gdy zobaczyła znajomą postać.
James stał przy pisuarze, a kiedy usłyszał trzask drzwi, spojrzał w ich kierunku. 
Natalie prawdopodobnie nigdy nie zapomni jego wyrazu twarzy, gdy ją zobaczył.
- N-Natalie?
Zaskoczony, po prostu wbijał w nią wzrok.
Rudowłosa od razu dostrzegła komiczność tej sytuacji, więc wybuchła śmiechem. Zatoczyła się na ścianę i śmiała do łez.
- Jak…Jak mogłam pomylić łazienki? – pisnęła, uderzając pięścią w czarne kafelki na ścianie.
James szybko doprowadził się do porządku i - wciąż czując dyskomfort i zażenowanie - podszedł do dziewczyny.
- Jeśli już wiesz, że to męska, to może pójdziesz do damskiej? – zaproponował.
Natalie opanowała się z trudem, po czym spojrzała na chłopaka.
- No wiesz, a miałam taki ciekawy… 
Urwała, gdy nagle wszystko co wypiła do tej pory zaczęło wirować w jej żołądku, torując sobie drogę na zewnątrz.
Przemknęła obok chłopaka i wpadła do kabiny.
James skrzywił się, doskonale wiedząc, co to oznacza, ale podążył za nią. 
- Jak to jest, że ostatnio wymiotujesz w mojej obecności? – rzucił, odruchowo łapiąc jej włosy i zgarniając je w kucyka. – Aż tak działam ci na nerwy?
Natalie czuła jedynie wstyd. Zbyt często upokarzała się przed Jamesem, żeby potraktować to jako normalne. 
Nie kłopocząc się wstawaniem z klęczek, machnęła ręką na chłopaka, chcąc go odpędzić.
- Nie zostawię cię w takim stanie – oznajmił kpiąco. – Jeszcze mi podziękujesz.

Kiedy była już pewna, że w jej żołądku nie zostało nic, co można było zwrócić, odetchnęła i klapnęła tyłkiem na podłogę. James puścił jej włosy i gdzieś zniknął.
Paradoksalnie poczuła się lepiej. Zawroty głowy minęły, a upojenie alkoholem znacząco zelżało. Za to teraz musiała znieść ten obezwładniający ją wstyd.
- Trzymaj.
Podniosła wzrok. 
James stał nad nią i podawał jej ręcznik papierowy, zwilżony wodą.
Z wahaniem przyjęła go i otarła usta.
- Dziękuję – wymamrotała, nie będąc w stanie na niego spojrzeć.
- Jakim cudem znowu doprowadziłaś się do takiego stanu, co? – Z westchnieniem usiadł obok niej. – Gdzie masz swojego rycerza, Daniela?
- Wcale nie jest moim rycerzem – mruknęła, krzywiąc się.
- Nie powinien pilnować swojej dziewczyny? – rzucił z przekąsem.
Dziewczyna czuła na sobie jego wzrok, ale nie odważyła się spojrzeć.
- Daniel nie jest moim chłopakiem – sprostowała spokojnie.
Podniosła się z podłogi, otrzepała spodnie i bez słowa ruszyła w stronę wyjścia. Jednak nie mogła się zmusić do rozmawiania o ich przeszłości, a najwyraźniej James do tego dążył.
- Więc tak dla zabawy się z nim całowałaś? – Usłyszała za sobą. – A może też ci się znudził?
Zatrzymała się wbrew sobie, niepewna własnych reakcji.
- Kim jesteś, żeby mnie o to pytać? – parsknęła, zaciskając pięści. – Straszny z ciebie hipokryta, wiesz? – rzuciła na odchodne.
Już trzymała rękę na klamce, kiedy poczuła mocny uchwyt na ramieniu. James odwrócił ją przodem do siebie, zaciskając mocniej palce.
- A co to miało niby znaczyć? – warknął, spoglądając na nią spojrzeniem, które wywarło na Natalie takie wrażenie tuż po jego powrocie.
- Och, daruj sobie – syknęła, tym razem nie uciekając wzrokiem. – Doskonale wiesz, co to znaczy.
Chłopak zacieśnił uchwyt, sprawiając jej jeszcze większy ból. 
Skrzywiła się.
- To boli – oznajmiła stanowczo, próbując wyrwać rękę.
W momencie, gdy zobaczyła ten znajomy uśmiech, poczuła nieprzyjemne ukłucie, nie zwiastujące niczego dobrego.
- Jeśli to tak niewiele dla ciebie znaczy…
Nie puszczając jej ręki, drugą złapał za kark i przyciągnął do siebie gwałtownym ruchem.
- Co ty…
Zmiażdżył jej usta w pocałunku, siłą rozwierając wargi i penetrując wnętrze językiem. 
Zaczęła się opierać, chcąc jak najszybciej oderwać od chłopaka, jednak skutecznie uniemożliwiał jej wykręcenie głowy. Ściskał jej ramię jak w imadle, sprawiając ból.
Natalie poczuła jak coś w niej pęka. Coś, co już od dawna było kruche.
Znieruchomiała, zaciskając mocno powieki, aby nie widzieć tej twarzy, którą tak kochała, a której właściciel właśnie bezwzględnie ją ranił. Poddała się.
I prawdopodobnie ten bezruch i bierność wywołały w Jamesie jakąś reakcje.
Natychmiast oderwał się od dziewczyny i cofnął o kilka kroków.
- Zadowolony? Poużywałeś sobie? - rzuciła drwiąco, czując ogarniające ją drżenie. 
James patrzył na nią z przerażeniem.
- Natalie... Ja... 
Ale już go nie słuchała. Odwróciła się na pięcie i wyszła, nie oglądając się za siebie. Miejsca, w którym ją dotykał paliły żywym ogniem. Opuszkami palców przesunęła po ustach, nabrzmiałych i zaczerwionych. Cóż za cudowne rozpoczęcie nowego roku.
Jeszcze nigdy tak bardzo nie pragnęła zniknąć.

10 komentarzy:

  1. Świetny rozdział! Skoro skończyły się już matury ma nadzieję, że rozdziały będą pojawiać się częściej :)
    A ta sytuacja z Jamesem... po prostu boska :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Podbijam zachwyty nad sceną z Jamesem! Świetnie napisana. Brakuje mi jedynie wyrzucenia Jamesowi jednoznacznie, prosto w twarz oskarżenia o całowanie się z inną dziewczyną. Ogromnie się cieszę, że nareszcie dodałaś nowy rozdział! Nie mogę doczekać się kolejnego. Czekam z niecierpliwością na rozwój relacji Rose-William. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja reakcja na koniec rozdziału:
    'Coo? A gdzie ciąg dalszy?'
    :D
    To mówi samo za siebie. :D
    Tak w ogóle, to chciałam pierwsza skomentować, ale mnie uprzedzono. ;c
    Jak ja się cieszę, że dodałaś rozdział! Jest przefantastyczny, to mogę Ci zapewnić! ^_^ Uwielbiam Twój styl pisania, uwielbiam klimat tego opowiadania, tylko Ty potrafisz stworzyć coś tak cudownego. ^_^
    Wiedziałam, że Rose spotka Willa. Nie mogłoby być inaczej. :D A kiedy przeczytałam o tym, jak Rose 'podkradła' drinka Willowi, to od razu się uśmiechnęłam i pomyślałam (a tak naprawdę to powiedziałam na głos, ale musiałam się ograniczać z moimi uwagami, bo czytałam w nocy ten rozdział i większość domowników już spała :D): 'Znowu się schleją i znowu będą się całować'. :D Nie pogardziłabym, gdyby tak było. I w ogóle, to takie urocze - razem powitali Nowy Rok! :D A ta scena z trzymaniem za rękę, no po prostu muszę tu powiedzieć 'AAAAA'. :D
    Oraz Natalie i James... To moja prawie ulubiona para tego opowiadania, są na drugim miejscu (pierwsze oczywiście zajmują Rose i Will, nie mogłoby być inaczej ;p). O JAAAA! Co się między nimi zdarzyło?! Niech James pójdzie za nią i niech Natalie mu wygarnie to całowanie z inną, co zapewne okaże się pomyłką. Albo mnie zaskoczysz i wcale nie będzie to żadna pomyłka. :P Z każdej opcji będę zadowolona. :D
    Chyba powiedziałam już wszystko, co miałam w zanadrzu. Tak mi się wydaje. Ale kto to tam wie. :D
    Pamiętaj, że uwielbiam! xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział cudowny <3 z niecierpliwością czekam nn :*
    /A

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy nowy rozdział? *__* Wybacz, już nie mogłam się powstrzymać przed zapytaniem. ;D
    (p.s. zmieniłam profilowe! ^_^)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie się pisze, powinien być do piątku ;)
      Merida, hm, nigdy tego nie widziałam (wstyd!) :D

      Usuń
    2. uuuugggghhhhhh
      Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz i rozdział wstawisz dziś. ;D Wchodzę tu co kilka minut i już nie mogę się doczekać... ;D

      Usuń
    3. Ech, trochę się opóźni, bo nieoczekiwane przygody się wydarzyły :( Na pewno będzie w niedziele/poniedziałek.

      Usuń
    4. gdzie rozdział? :(
      wybacz, ale już naprawdę nie mogę się doczekać :(
      nie musisz na to odpowiadać :(
      ale i tak nie mogę się doczekać :(
      gdzie rozdział?

      gdzie rozdział? :'(

      Usuń