logo

11/27/2013

Rozdział III "Koncert"

I kolejny rozdział. Bohaterowie dodani, zapraszam do odpowiedniej zakładki :)
Ten rozdział dedykuje kochanej Karolinie ;* Za komentarze, wytknięcie błędów, zrobienie pięknego szablonu i ogarnianie wszystkich moich opowiadań, jakie publikowałam. Dziękuje!

Enjoy!




     Rose była kilka kroków za grupką uczniów, idąc do wspomnianego przez Pixie klubu. Ci, z którymi tam szła to Daniel, Natalie, Michael i jego siostra. Dziewczyna patrzyła na ich plecy i uśmiechnęła się mimowolnie. Pixie i jej brat szli pochyleni ku sobie, kłócąc się o coś zawzięcie. Obok nich Daniel i Natalie namiętnie o czymś dyskutowali. Simon powiedział, że nie może pójść, ponieważ ma coś do załatwienia, po czym szybko znikł. Rose polubiła ich wszystkich i była im wdzięczna za tak ciepłe przyjęcie.
- Hej, nowa, nie śpij!
Podskoczyła zaskoczona i spojrzała w stronę, z której dochodził głos. Znała go, Daniel przecież go przedstawił. Tylko jak się nazywał? Jej alter-ego skakało z wielkim bilbordem, gdzie czerwonym markerem napisane było: Tony. Rose odetchnęła z ulgą.
- Cześć. Tony, prawda? 
- Punkt dla ciebie - odparł, uśmiechając się. - Zgaduje, że idziecie do Fantasy.
- A ty nie?
- Chciałbym, ale nie dzisiaj. Po prostu tą drogą wracam do domu.
- Rozumiem. Skąd wzięła się ta tradycja chodzenia do klubu?
Zaśmiał się. 

- W sumie, nie mam pojęcia. Musiałabyś zapytać się Pixie, ale znając jej roztrzepanie i tak niczego się nie dowiesz.
- Wasza klasa jest dość zgrana, dobrze się znacie? - zapytała Rose z ciekawością.

- Jest nas mało i jakimś cudem potrafimy się dogadać. Wiadomo, są sprzeczki, ale kiedy przyjdzie co do czego, zazwyczaj podejmujemy wspólne decyzje. Niewiele jest takich klas w naszej szkole. W dodatku ostatnio sporo uczniów przeniosło się do innych szkół. Tak to już bywa w dużych miastach.
- Czyli miałam szczęście, że trafiłam do was?
- Szczerze? Absolutnie. Nie zrozum mnie źle, ale wiele jest klas, gdzie wytykaliby cię palcami za bycie przyjezdną.
- W takim razie, cieszę się - stwierdziła, uśmiechając się do siebie w myślach.
- Dalej musisz iść sama, muszę tutaj skręcić - machnął ręką w bok. - Do zobaczenia.
    Tony był naprawdę miły. Rose nie wierzyła, że spotkało ją takie szczęście i trafiła  na tak wspaniałych ludzi. Musiała dzisiaj zadzwonić do Jen i wszystko jej opowiedzieć. Pewnie będzie zazdrosna, że poznała nowych chłopaków.

- Nowa, pośpiesz się, bo zostajesz w tyle - zawołał Daniel, machając jej ręką. 
- Moglibyście przestać mnie tak nazywać - mruknęła, podbiegając bliżej.
- Dlaczego? - Natalie wychyliła się przed Daniela i spojrzał na Rose. - Lepsze takie przezwisko niż nazywać się tak jak ja - westchnęła.
- Co jest złego w tym imieniu? - Daniel wywrócił oczami. - Jest w porządku. Cały czas na to narzekasz.
- Bo nikt go nie skraca i przez to jest takie poważne. Zupełnie do mnie nie pasuje.
- Pixie jest o wiele gorsze, zaufaj mi - wtrącił się Michael, przez co zarobił kopniaka od swojej siostry. - Au! No co?!
Pixie zignorowała brata i zwróciła się do Natalie.
- Masz ładne imię, głupia - mruknęła. - Jak nie przestaniesz ględzić, to osobiście ci przywalę- wyszczerzyła zęby w upiornym uśmiechu.

Rose nie mówiła nic, ale trzęsła się ze śmiechu.
- Z czego się śmiejesz, nowa? - odezwała się Natalie. - To nie jest śmieszne, to poważna sytuacja - zebrała swoje rude włosy i związała je w niechlujny kucyk. 
- Rose, Rose, Rose! - Pixie doskoczyła do niej podekscytowana. - Popatrz! Witamy w Fantasy! - zawołała, wskazując ręką przed siebie. I rzeczywiście, Rose zobaczyła ciemnofioletowy budynek. Nad drzwiami wejściowymi wisiał biały neon z nazwą klubu. Na zewnątrz stało sporo ludzi w mundurkach szkolnych, więc Rose stwierdziła, że to typowy klub dla młodzieży. Nagle rozbrzmiała muzyka, a ona usłyszała westchnienie Natalie.

- To pewnie nasz kochany zespół zaraz zacznie - mruknęła z sarkazmem. - Idziemy?
   
     Wewnątrz panowała ciemność, którą rozpraszały nieliczne białe i fioletowe światła. Większość miejsca zajmowały stoliki, ale był też niewielki parkiet. Jednak najbardziej wyróżniała się scena, na której teraz znajdował się wspomniany już kilka razy zespół, który prawdopodobnie przygotowywał się do występu. Rose nie widziała zbyt wiele, poza tym była skupiona na lawirowaniu pomiędzy stolikami i nie zgubieniu reszty. Udało im się dostać bliżej sceny, Pixie pierwsza opadła na wolne krzesło, w jej ślady poszła cała reszta. 
- Nowa, siadaj - Michael podsunął jej stołek, poklepując go.
- Skoro jestem nowa - wywróciła oczami. - i to mój pierwszy dzień, stawiam wam. Ale - pogroziła im palcem. - Jeden jedyny raz.
- Wiesz, jak wkupić się w nasze łaski - westchnęła Natalie.
Ruszyła w stronę barku, gdzie oparła się o blat, szukając wzrokiem barmana, kiedy została odepchnięta na bok. Zaskoczona, ledwo utrzymała się na nogach, po czym spojrzała na skąpo ubraną dziewczyna, która nawet nie zwróciła na nią uwagi. Prychnęła ze złością, ale postanowiła to zignorować. W dodatku, owa dziewczyna stała w otoczeniu wianuszka innych, zawzięcie gestykulując.
     Zamówiła napoje i wskazała stolik, przy którym wszyscy siedzieli. Poprosiła o szklankę soku porzeczkowego i sącząc go, zatopiła się w myślach. Powinna powiedzieć tacie, że przyjdzie później, ale całkiem wypadło jej to z głowy. Miała tylko nadzieję, że nie zdenerwuje się za bardzo. Ważniejsze było to, że czuła lekkie wyrzuty sumienia. Obiecała Jen, że będzie często dzwonić i pisać. Była tak zaabsorbowana nowym otoczeniem i ludźmi, że całkiem o tym zapomniała i miała wrażenie, jakby zdradziła przyjaciółkę. Była świadoma, że nie powinna tego tak odbierać, ale nie mogła nic na to poradzić. Jennifer była z nią cały czas, bez względu na sytuacje, a ona... Ach, nie myśl o tym. Nie teraz. 
     Odetchnęła głęboko, zgarnęła szklankę z blatu i ruszyła do stolika. Przed sobą zobaczyła tę samą grupkę dziewczyn, tym razem kogoś otaczały. Słyszała ich podekscytowane głosy i lekkie przepychanki. Do kogo tak bardzo chciały się dostać? Była tuż obok nich, kiedy kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie. Spomiędzy dziewczyn wyłonił się jakiś chłopak, a ona poczuła pchnięcie z tyłu. Jak w zwolnionym tempie, poleciała do przodu. W ostatnim momencie udało jej się odzyskać równowagę, wyprostowała się z ulgą i zobaczyła przed sobą różową plamę. Wniosek był tylko jeden i, kiedy spostrzegła pustą szklankę w swoich dłoniach, dotarło to do niej.

- Przepraszam, to nie naumyślnie - mówiła gorączkowo, podniosła wzrok i jak oniemiała wpatrywała się w osobę stojącą przed nią. To... To był on! Zmrużył oczy, kiedy ją rozpoznał.
- Ty! - zawołała jednocześnie z nim. - Co tu robisz?! - I znowu.
- Przestań mówić to, co ja - warknęła i zerknęła na mokrą plamę. - I jednak nie jest mi przykro - prychnęła i wyminęła go, aby odejść. Złapał ją za ramię i szarpnął w swoją stronę.
- Chcesz umrzeć? - zapytała słodko.
- Zrób coś z tym - rozkazał, wskazując na swoją białą koszule.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić - Posłała mu spojrzenie mogące zabić. - Zasłużyłeś sobie na o wiele więcej.
- Gdzie się wybierasz? - syknął, coraz mocniej ją ściskając.
- Jesteś masochistą, czy jak? - Czuła na sobie wzrok naprawdę wielu ludzi i zorientowała się, ze urządzili niezłą scenę. - Puść mnie, to boli - dodała spokojniej. 
W końcu uwolnił ją. Rose wyprostowała zagniecenie na swojej koszuli.

- Chcesz to tak zostawić?
- Czemu nie? Twoje piszczące fanki będą zadowolone - parsknęła i odeszła.
Dobrnęła do stolika, dysząc ze złości. Czuła, że jej twarz jest cała czerwona, a włosy przylepiły się do wilgotnego czoła.
- Rose, co się stało? - Pixie podniosła się z krzesła zaniepokojona.
Machnęła ręką.

- To nic, wszystko w porządku - odparła i bezładnie opadła na siedzenie. Jej alter-ego wyglądało jak po przebiegnięciu maratonu i wskoczyło właśnie do zimnego basenu. Trochę otrzeźwiała, a złość zaczynała odpływać.
- Jesteś pewna? Nie wyglądasz za dobrze - Natalie spoglądała na nią uważnie.
- Nic mi nie jest, naprawdę. Co przegapiłam? - Zacisnęła ręce w pięści na wspomnienie tego aroganckiego dupka. Tak bardzo cieszyła się, że akurat na niego wylała sok. A tak właściwie, to co on tu robił? Nie miał na sobie mundurka, więc pewnie nie był z jej szkoły. Odetchnęła z ulgą.
- Zaraz zespół zacznie grać - Daniel patrzył na scenę z nieodgadnionym wyrazem twarzy. - Zobacz, właśnie wchodzi lider. Wokalista i gitarzysta w jednym.
    Rose wytężyła wzrok, aby coś dostrzec. I rzeczywiście, ktoś wchodził po bocznych schodach. Na chwilę oślepiło ją białe światło, a później mogła wyraźnie dostrzec, kto stoi przed mikrofonem z gitarą przewieszoną przez ramię. Po raz drugi tego dnia doświadczyła uczucia kompletnego szoku. 
- Nie. - szepnęła. - Nie, nie, nie. Niemożliwe - Pochyliła głowę i kilka razy uderzyła nią o stolik.
- Nowa, co ty właściwie robisz? - zaciekawił się Michael. - Dobrze się czujesz?
- Kim jest ten wokalista? - zapytała słabym głosem.
- Ach, jest kolejną oślepioną przez jego blask i wdzięk - zawołała Pixie, łapiąc się za serce. - To już koniec. Przepadłaś, kochanie.
- To William Davies. Chodzi do trzeciej klasy w naszej szkole. On i jego zespół są znani w całym mieście - oznajmił Daniel beznamiętnie, zerkając na Natalie, która nagle zmarkotniała.
- William Davies? Trzecia klasa? Zespół? - powtórzyła głucho. Czy to znaczyło, że będą w tej samej szkole? Jeśli jest sławny, to pewnie wszyscy już wiedzą o dziewczynie, która mu się naprzykrzała. Czy to koniec jej dobrej passy?
- Rose, nie wyglądasz za dobrze - zwróciła się do niej Pixie kładąc dłoń na jej ramieniu. - Może wyjdziemy na zewnątrz?
Ostatnie czego teraz potrzebowała to zwrócenie na siebie uwagi. Znowu.
- To dobry pomysł - stwierdziła i podniosła się z krzesła, jednak powstrzymała przed tym Pixie. - Nie będę wam psuć występu. Dam sobie rade sama - posłała im uspokajający uśmiech.
    Lawirując pomiędzy stolikami i zasłaniając twarz rękoma, udało jej się wydostać na zewnątrz. Nawet nie zauważyła, że zrobiło się ciemno. Odetchnęła chłodnym powietrzem, osłaniając się marynarką. To było to, czego potrzebowała. Świeże, rześkie powietrze. Odeszła od drzwi i zawędrowała na tyły klubu.
    Dlaczego tak bardzo przejmuje się tym chłopakiem? Naprawdę ją wkurzał, jak nikt w jej życiu, chociaż spotkała go dopiero dwa razy. Ten sposób w jaki na nią patrzył, jednocześnie ją wściekał i zawstydzał. Istny kalejdoskop emocji. Przynajmniej nie są na tym samym roku i będą się rzadko spotykać? Cholera, nawet w jej głowie zabrzmiało to jak pytanie. Jedno było jasne. Sodówka uderzyła mu do głowy, dlatego tak potraktował tę dziewczynę.
    Rose usłyszała jak burczy jej w brzuchu. Oparła się o ścianę budynku i westchnęła. Miała dość wrażeń jak na jeden dzień, chciała po prostu wrócić do domu.
    Robiło się coraz chłodniej, Rose chuchała na swoje dłonie, żeby je odrobinę ogrzać. Nie miała ochoty wracać do dusznego, ciemnego klubu, gdzie mogła się natknąć na pewną osobę. Wolała przeczekać ich występ, a później odnaleźć znajomych.

    Rose straciła rachubę czasu. Owinęła się szczelnie marynarką, żałując, że nie wzięła czegoś ciepłego z domu. Pogwizdując cicho, opierała się o blaszane drzwi, które nagle otworzyły się popychając ją do przodu. Na szczęście, nie wylądowała na ziemi, co ostatnio zdarzało jej się zbyt często.
- Wszystko w porządku? - Odwróciła się i zobaczyła chłopaka jej wzrostu, który wyciągał w jej stronę rękę w uspokajającym geście. Skrzywiła się i pomasowała tył głowy. 

- Nic mi nie jest, pójdę już.
    

    Szybkim krokiem oddaliła się od niego, chociaż widziała, że chciał coś powiedzieć. Powód był prosty - na jego plecach dostrzegła pokrowiec na gitarę, a to oznaczało, że ten cały William był niedaleko, a to był jeden z członków zespołu. Rose dostała się pod drzwi do klubu, z którego wychodziło teraz mnóstwo osób. Wyciągała szyję, aby dostrzec kogoś z jej grupki, ale na próżno. Zaczęła nawet podskakiwać, lecz to również nic nie dało.
  - Kogo tak szukasz? - Ktoś powiedział jej prosto do ucha, owiał ją ciepły oddech. Wydała z siebie zduszony okrzyk, a całe jej ciało przeszedł dreszcz. Alter-ego zemdlało i osunęło się na ziemię, a jego dusza uleciała wysoko.
Rose odwróciła się gwałtownie i napotkała kpiące spojrzenie i złośliwy uśmiech.
- Czego ode mnie chcesz? Myślałam, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy - powiedziała spokojnie, nie dając się sprowokować. Potarła ramiona, żeby pozbyć się gęsiej skórki, której nabawiła się przez tego idiotę.
- Daj mi swój numer - odparł, wyjmując z kieszeni swój telefon. Rose spojrzała na niego uważnie, ukrywając swoje zdumienie. Zlustrowała go wzrokiem i zauważyła, że zamiast poplamionej koszuli ma na sobie jakiś zwykły t-shirt. Ale nie to było najważniejsze.
- Chyba żartujesz.
- Czy wyglądam jakbym żartował? - Nie wyglądał. - Prześlę ci rachunek za pralnie.
    Odetchnęła z ulgą. Swoją drogą, kto w tych czasach korzysta z pralni? Jednakże była mu coś winna, więc jeśli zapłaci powinni być kwita.

- Will! Will!
    Rose nigdy w życiu nie słyszała bardziej nieznośnego, piskliwego głosu. Skrzywiła się i zauważyła, że chłopak zrobił to samo. Zirytowała się. 
- Wkurzające - mruknęła i wyrwała mu komórkę z ręki. Gdzieś za sobą usłyszała zaskoczone westchnienia.
- Rose? Co tu robisz? - Obróciła głowę i zobaczyła Pixie, Natalie, Michael'a i Daniela. Wszyscy byli zaskoczeni.

- Cześć, Natalie.
    Zobaczyła, jak dziewczyna zbladła, a Daniel stanął bliżej niej i zacisnął usta ze złością. Obróciła się przodem do Williama i wtedy zauważyła, o co chodzi. Za nim stało trzech chłopaków - członków zespołu - jak domyślała się Rose. Jeden z nich, o ciemnych włosach, patrzył na Natalie, więc to pewnie on się odezwał.

     Atmosfera stała się niezręczna. Rose nie miała pojęcia, o co chodzi. Ona i William stali naprzeciwko siebie, wciąż trzymała jego telefon w ręce. 
- Słuchaj, nie będę owijać w bawełnę - zaczęła stanowczo. - Wkurzasz mnie. I to porządnie. Ale jestem ci winna za tamtą sytuacje - Zapisała swój numer i wyciągnęła komórkę w jego kierunku. - Zapłacę ci za tę cholerną pralnie.
- Świetnie. - oznajmił i zlustrował ją wzrokiem. - Widzimy się w szkole. 
     Razem ze swoją grupą odszedł w przeciwnym kierunku, a Rose stanęła naprzeciwko swoich nowo poznanych znajomych.


- Co to miało znaczyć, Rose? Już się z nim umawiasz? - zapytała zrozpaczona Pixie. - Nie sądziłam, że to zajmie tak mało czasu.
- Głucha jesteś? - odezwał się Michael. - Przecież powiedziała, że zapłaci mu za pralnie. Powiedz nam, o co chodzi, nowa.
    Opowiedziała im, co się dzisiaj wydarzyło, ale nie wdawała się w szczegóły. Nie miała ochoty znowu się zezłościć.
- Zawsze wiedziałam, że to dupek - Pixie pokiwała głową z przekonaniem.
- Słuchajcie, Natalie nie czuje się najlepiej. Pójdę ją odprowadzić do domu - Głos Daniela był podszyty sporą dawką niepokoju. - Do zobaczenia jutro.

3 komentarze:

  1. Mało, mało, ciągle mi kurde mało! Wciągnęłam się jak nie wiem <3 Jakiś szablon chyba muszę Ci strzelić, bo ten mi nie pasuje. Zgadamy się na gadu i wtedy wdam się w szczegóły ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze kończysz w apogeum rozdziału, to powinno być karane! xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahahahahaha xD
    Alter ego rządzi, odzywki Rose do Willa rządzą, a Will to dupek, ale lubię dupków, więc chyba będzie spoko xd
    Już pokochałam to opowiadanie :D

    OdpowiedzUsuń