logo

2/27/2015

Rozdział XXIII "W klatce"

Witajcie, kochani! Na samym początku bije się po głowie i przepraszam za tak długą nieobecność. Matura się, niestety, zbliża. I to wielkimi krokami... Dlatego też wena się traci oraz jakakolwiek ochota na pisanie. Ale w końcu udało mi się znaleźć chwilę na przybliżenie wam historii Pixie, bo to o niej będzie ten rozdział. Mam nadzieję, że wam się spodoba i nie nastawicie się do niego negatywnie.
A jeszcze, muszę się pochwalić, ale prawko zdane i od miesiąca w portfelu schowane :)

I jak zwykle, coś dla fanów japońskich animacji.
I w ogóle liczę na jakąś odezwę, czy wciąż tu jesteście i czytacie tę "sztukę" ;)





***




Pixie leżała na brzuchu na swoim łóżku w kusej bluzeczce i jasnych szortach, zajęta przeglądaniem katalogu z kosmetykami. Tata dzisiaj przesadził dokładając do pieca, więc w domu można było się ugotować. Nawet zapominało się, że za oknem panował mróz, a śnieg pokrywał drzewa w ogrodzie.
Święta zbliżały się wielkimi krokami. Już jutro wigilia, z tego powodu trwały gorączkowe przygotowania. Dziewczyna chciała pomóc mamie, ale została szybko wygoniona z kuchni, kiedy stłukła pierwszy talerz i rozsypała mąkę na podłogę. Jej tata za to pojechał do centrum po ostatnie zakupy, co chwila odbierając telefony od mamy, która co rusz przypominała sobie o czymś, co było jej aktualnie niezbędne.
Ale przecież tak było co roku. Jej rodzice zostawiali wszystko na ostatnią chwilę, a Michael siedział zamknięty w swoim pokoju. No, może za wyjątkiem tego, że tym razem gdzieś zniknął. Pixie próbowała wyciągnąć z niego, gdzie się tak spieszył, na różne sposoby, ale brat był nieugięty. Chociaż była prawie stuprocentowo pewna, że chodziło o dziewczynę.
Więc nawet jej gburowaty brat sobie kogoś znalazł. Westchnęła, krzyżując nogi w kostkach i zamykając katalog, który odrzuciła gdzieś na stertę ubrań.
Zgodnie z rozkazem matki, posprzątała pokój przed świętami, ale wystarczył jeden dzień, aby wszystko wróciło do normy. Naprawdę wolała żyć w nieporządku.
Miała ochotę spotkać się z Danielem. Ale jaki mogłaby mieć powód, żeby wyciągać go z domu? Pewnie i tak spędzał ten czas z Natalie.
- Pixie, masz gościa! – Dobiegło ją wołanie mamy.
- Idę!
Zsunęła się z łóżka, ubrała kapcie leżące gdzieś pod drzwiami i zeszła na dół.
O wilku mowa.
W holu stał Daniel, wytrzepując śnieg z włosów. Mama uśmiechnęła się uprzejmie i zniknęła w kuchni. W końcu już nie raz spotykała chłopaka, a teraz nie miała czasu na pogadanki o pogodzie.
- Cześć – przywitał się, spoglądając na nią uważnie.
- Cześć?
Naprawdę nie chciała, żeby to zabrzmiało jak pytanie. Ale co właściwie Daniel robił w jej domu? Jeśli kiedykolwiek tu był, to tylko z resztą przyjaciół, nigdy sam.
- Nie przeszkadzam? – zapytał, uporawszy się wreszcie z białymi płatkami na czuprynie.
- Chodźmy do mnie – zaproponowała, nie odpowiadając na jego pytanie.
Ruszyła przodem, wspięła się po schodach, modląc się, aby Michael nie wrócił wcześnie. Jej zwykła beztroska gdzieś uleciała.
- Wiesz, jeśli ci przeszkadzam, to po prostu powiedz – mruknął Daniel zza jej pleców.
- Nie przeszkadzasz – westchnęła, docierając do drzwi pokoju.
Po raz pierwszy zawstydziła się na myśl o bałaganie w nim panującym. Dobra, może Daniel był tu wiele razy i wiedział, jak wygląda jej sypialnia, ale teraz miała być z nim sam na sam. Nigdy wcześniej się to nie zdarzało.
Zamknęła drzwi za chłopakiem, który ściągnął kurtkę i rzucił ją na krzesło, służące jej zazwyczaj za półkę na podręczniki, bo nie lubiła na nim siedzieć.
- Muszę z tobą pogadać – oznajmił Daniel bez żadnych wstępów. – Chodzi o Natalie.
Oczywiście, że chodziło o Natalie. Zawsze chodziło o Natalie.
- Co jest? – Pixie uśmiechnęła się, sadowiąc z powrotem na łóżku.
- Ostatnio dziwnie się zachowuje. Chodzi cała przygnębiona i nie chce mi powiedzieć, czy coś się stało – wyjaśnił, zajmując miejsce na bujanym krześle, które jakimś cudem nie było zagracone. – Myślałem, że może ty coś wiesz. Chodzi o Jamesa?
Brunetka oparła się głową o ścianę za sobą. Co miała mu powiedzieć? Jeśli Natalie skrywała coś przed Danielem, to Pixie tym bardziej nie mogła nic wypaplać. Była lojalną przyjaciółką.
- Czego ode mnie oczekujesz, Daniel? Nawet jeśli bym coś wiedziała, to nie więcej niż ty – przemówiła w końcu, przechylając głowę, aby móc spojrzeć na chłopaka. Pochylał się na krześle, ręce opierając na kolanach. – Poza tym, czułabym się, jakbym obmawiała przyjaciółkę za plecami. A chyba oboje tego nie chcemy.
- Po prostu się o nią martwię.
- Mogę ci powiedzieć, że Natalie rusza do przodu. Powoli, ale jednak – powiedziała po namyśle. Chociaż tyle mogła mu wyznać.
- Najchętniej dałbym temu dupkowi nauczkę. – Chłopak zacisnął dłonie w pięści, a Pixie zastanawiała się, czy też by tak reagował, gdyby to ona była na miejscu Natalie.
- Lubisz ją, co? – mruknęła, krzyżując nogi i podciągając je pod brodę.
Spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Jasne, że tak. Przecież to…
- Nie o takie lubienie mi chodziło. – Nie miała pojęcia, dlaczego drążyła temat, ale chyba po prostu chciała w końcu wiedzieć na czym stoi.
I chociaż doskonale znała odpowiedź, wolała ją usłyszeć od niego.
- Dziwnie się dzisiaj zachowujesz, Pixie – westchnął, jakby to wcale nie była jego wina. – Powinnaś dawno wiedzieć, że nie czuję nic takiego do Natalie. Jest moją przyjaciółką i traktuję ją jak siostrę. Dla mnie zachowuje się trochę jak zagubione dziecko, którego trzeba pilnować, żeby nie zrobiło sobie krzywdy.
Nie mogła się nie zgodzić z tą opinią, ale ważniejsze dla niej były inne słowa. Czy Daniel właśnie powiedział, że nie lubi Natalie w taki sposób? A może jednak się przesłyszała?
- Jak to nie? – rzuciła. – Przecież to była kwestia czasu, zanim się zejdziecie.
- Dla kogo? – prychnął z wyższością. – Pixie, co znowu sobie ubzdurałaś w tej swojej łepetynie?
- To było widać! Właściwie czasami już zachowywaliście się jak para! – pisnęła cienkim głosem.
Dlaczego traktował ją tak protekcjonalnie?
- Pixie, pomieszałaś sobie coś. Nie zakochałem się w Natalie, ani ona we mnie, jasne? – Chłopak powoli tracił cierpliwość. – Poza tym, mam już kogoś, kogo lubię – dodał, odwracając wzrok.
Dziewczyna jakby dostała obuchem w głowę. Potrząsnęła głową, aby wyrwać się z otępienia i spojrzała na Daniela.
- Masz kogoś, kogo lubisz? – powtórzyła bezwiednie, siadając wyprostowana jak struna.
- Co się z tobą dzisiaj dzieje? – Chłopak usiadł obok niej na łóżku. – Coś się stało?
- To nic, nic – wymamrotała i rzuciła na niego spojrzeniem.
- No to co się dzieje?
Klęknęła i pochyliła się w jego stronę, opierając dłonie na łóżku. Wyglądała, jakby naśladowała jakiegoś dzikiego kota.
- Kogo lubisz? – zapytała, obserwując go uważnie i przybierając groźną minę. Zabiję sukę!
- Naprawdę myślisz, że ci powiem? – Uniósł jedną brew, najwyraźniej się jej nie bojąc. – Może kiedyś się dowiesz – dodał po chwili, uśmiechając się.
Oklapła i cofnęła się, opadając na łóżko.
- Jesteś niemiły – mruknęła obrażona.
- A ty dziecinna – odparował natychmiast.
- Nie jestem dziecinna! – zaprotestowała.
- Chcesz się założyć?
- I jak niby chcesz to udowodnić? – Zaplotła ręce na piersi.
- Mam swoje sposoby. – Palcem połaskotał jej bosą stopę.
Pisnęła i odsunęła się, zwijając w kłębek.
- Widzisz? Tylko dzieci mają łaskotki. – Uśmiechnął się tryumfalnie.
Spojrzała na niego z pogardą. A to niby skąd wziął?
- No chyba żartujesz, dorośli też mają łaskotki.
- Dawaj, zobaczysz. – Rozłożył ramiona.
Nie namyślała się długo. Miała szansę dotknąć Daniela i nie mogła pozwolić, aby przeszła jej ona obok nosa!
Przystąpiła do ataku, ale jak długo by go nie łaskotała, siedział jak kamienna skała, nie okazując żadnych oznak rozbawienia. Drżały mu jednak kąciki ust, ale to na pewno nie była reakcja na jej ataki.
- Dobrze wiesz, że to nieprawda – mruknęła, poddawszy się w końcu.
- Jasne, że wiem. – Roześmiał się. – Tak łatwo cię podpuścić. – Pociągnął za jej kitkę, rozluźniając ją.
- Popsułeś – westchnęła Pixie i kompletnie rozpuściła krótkie włosy.
- Poprawiłaś mi humor – stwierdził Daniel. – Chyba naprawdę nie powinien aż tak zadręczać się Natalie.
- Szybko się zorientowałeś. – Dziewczyna wywróciła oczami. – Będziesz u niej na sylwestrze, prawda?
- Jasne, inaczej i tak siedziałbym w domu. – Wzruszył ramionami, po czym zlustrował ją wzrokiem. – A co ty taka porozbierana jesteś? – rzucił. – Jest środek zimy.
- Nie czujesz, jak jest gorąco? – zapytała, nagle czując skrępowanie swoim strojem. Nie myślała o tym, zanim nie poruszył tematu. – Tata tak nas kocha, że chce ugotować żywcem – wyjaśniła.
- Twoja rodzina jest równie szalona jak ty – oznajmił z rozbawieniem. – No nic, będę się zbierał. Obiecałem jeszcze pojechać na zakupy.
Z ust Pixie prawie wyrwała się prośba, żeby został dłużej, ale w porę ugryzła się w język. Już i tak poruszyła dzisiaj za dużo swoich czułych punktów.
Daniel zabrał kurtkę z krzesła, ubrał ją, po czym znienacka rzucił w nią niebieską, rozpinaną bluzą, którą znalazł na wieszaku za drzwiami.
- Ubierz się – prychnął i machnął ręką na pożegnanie. – Sam się odprowadzę.
Kiedy zamknęły się za nim drzwi, spojrzała na bluzę leżącą na jej kolanach, po czym ją ubrała, choć już po chwili oblał ją pot.
Miłość zdecydowanie nie kierowała się prawami logiki.

Pixie naprawdę nie miała w swoim życiu wielu trosk. Jednak była taka jedna, która starczyłaby na dziesięć innych. A nazywała się „Daniel”.
Od wczoraj zastanawiała się, kim mogłaby być potencjalna wybranka chłopaka. Wygrzebała nawet stary notes, pokryty śmiesznymi naklejkami, w którym sporządziła listę dziewczyn, z którymi Daniel kiedykolwiek utrzymywał bliższe stosunki.
Kiedy to nie przyniosło żadnych ciekawych rezultatów, zdecydowała się na telefon do Natalie. W końcu kto jak kto, ale ona musiała coś wiedzieć.
Dziewczyna odebrała po kilku sygnałach, wprawiając Pixie w zniecierpliwienie.
- No w końcu – mruknęła, kiedy po drugiej stronie usłyszała zaspany głos.
- Pixie? Wiesz, która jest godzina?
Zerknęła na zegarek z przymocowaną na górze małpką. Siódma dziesięć. Jednak brunetka nie miała teraz czasu na sen, a tym bardziej jej przyjaciółka.
- To teraz nieważne. – Machnęła ręką, chociaż rudowłosa nie mogła tego zobaczyć. – Musisz mi coś powiedzieć.
- Mów szybko i daj mi spać – wymamrotała.
- Kogo mógłby lubić Daniel? Jako dziewczynę? – wyrzuciła z siebie, stukając długopisem w okładkę notesu, w oczekiwaniu na odpowiedź.
Po drugiej stronie telefonu zapadła cisza.
- Przysięgam, że jeśli zasnęłaś, to cię…
- Po co ci to wiedzieć? – zapytała Natalie. – I w ogóle jak wpadłaś na taki pomysł?
Pixie zająknęła się, myśląc szybko.
- Bo znalazłam taki test w internecie i potrzebuję wiedzieć, żeby sprawdzić, jakim typem jest jeden z moich przyjaciół! – wykrzyknęła z entuzjazmem.
Za tą improwizację należała jej się jakaś nagroda.
- Pixie, oszalałaś – mruknęła przyjaciółka. – Nie wiem, kogo Daniel może lubić. Nigdy mi o tym nie mówił. Raczej rzadko mi się z takich spraw zwierza i wcale nie powinnaś się dziwić – powiedziała. – A teraz daj mi spać. – Rozłączyła się.
Dobra, rozczarowała się na Natalie. Była przekonana, że dziewczyna wiedziała trochę więcej. Ale jeśli Daniel nie zwierzał się jej, to komu?
Skończyło się na tym, że Pixie zadzwoniła jeszcze do Simona i chociaż on akurat nie spał, to nakrzyczał na nią, że przeszkadza mu w Wigilię. W ten sposób raczej niczego się nie dowie, a swojego brata nawet nie zamierzała pytać. Mogła jeszcze zadzwonić do Rose, ale nie widziała powodu, dla którego Daniel to jej miałby coś mówić.
Westchnęła z frustracją. Chyba będzie musiała wyciągnąć to z niego. Na razie nie wiedziała jak tego dokona, ale już jej głowa w tym, żeby chłopak wszystko jej wyśpiewał.
I tak zaczęła wydzwaniać do Daniela, zasypując go błahymi pytaniami i próbując podstępem wyciągnąć informacje. Na nic się to jednak zdało.
- Pixie, nawet jeśli spróbujesz najbardziej brudnych sztuczek, nie powiem ci. – Tak powiedział chłopak do telefonu, kiedy zadzwoniła do niego po raz kolejny. – Żałuję, że cokolwiek ci wspominałem – westchnął.
- Proszę, Daniel – jęknęła. – Chcę wiedzieć, co to za dziewczyna dostąpi zaszczytu oglądania twego boskiego oblicza.
- Komplementy też nie podziałają – przypomniał jej uprzejmie.
Nie, żebym mówiła nieprawdę.
- No to powiedz mi chociaż, jaka ona jest – mruknęła zrezygnowana. – To musisz wiedzieć.
Przez chwilę panowała cisza.
- Wiesz, to najzabawniejsza dziewczyna, jaką kiedykolwiek poznałem – powiedział z pewnego rodzaju czułością.
I chociaż Pixie ścisnęło się serce, słysząc taki ton głosu, kontynuowała.
- Tylko tyle jesteś w stanie powiedzieć o wybrance swojego serca? – zapytała z niedowierzaniem.
- Gdybym powiedział coś więcej, mogłabyś się zorientować, o kogo chodzi – zaśmiał się.
- Co ci szkodzi mi powiedzieć? – marudziła dalej, bo naprawdę nie rozumiała jego oporu.
- Bo zaraz wszystkim opowiesz – wyjaśnił. – Nawet do Natalie dzwoniłaś.
- Powiedziała ci? – zirytowała się. Rudowłosą czekała porządną połajanka.
- Jak wspominałem, łatwo cię podpuścić – parsknął śmiechem.
Przepraszam, Natalie, pokajała się w myślach.
- Jesteś okropny – stwierdziła. – Na razie daje ci spokój. Cześć.
Rzuciła telefon na łóżko, gdzie odbił się i spadł na podłogę. Skrzywiła się.
Wyciągnie to z niego na sylwestrze. Upije go i wtedy wszystko jej powie. Plan był bezwzględny, ale miał duże szanse powodzenia.
Daniel był jej pierwszą miłością. Poznała go oczywiście przez Natalie. Nie była to żadna miłość od pierwszego wejrzenia, w którą, notabene, Pixie wcale nie wierzyła. Przy ich pierwszym spotkaniu pomyślała po prostu, że był strasznie przystojny i zastanawiała się, dlaczego Natalie jeszcze go nie poderwała. I wciąż się temu dziwiła, gdy przyjaciółka wyjaśniła jej, że znała się z Danielem od dzieciństwa. Mieć takiego faceta praktycznie na co dzień przez parę lat i nie poczuć do niego mięty?
Swoje uczucia odkryła niewiele później, lecz nigdy nie zdobyła się na odwagę, aby je wyznać. Na początku myślała, że to po prostu nie wypali, że między nimi i tak do niczego nie dojdzie. A potem miała już pewność, że Daniel czuje coś do Natalie. Co, jak widać, postawiło jej zdolności obserwacji i dedukcji pod znakiem zapytania, biorąc pod uwagę wczorajszy dzień.
Daniel to pierwsza osoba, która tak podziałała na Pixie. Mimo swojej poważnej i zrównoważonej postawy, potrafił być zabawny i rozluźniony. Uwielbiała jego opiekuńcze i zatroskane spojrzenia, nawet jeśli najczęściej rzucał je Natalie. Potrafił bronić swojego zdania, dlatego wszyscy w klasie zdecydowali wybrać go na przewodniczącego. Pixie czuła się wtedy taka dumna, szkoda, że mogła pogratulować mu jedynie przez uścisk ręki.
A on i tak zawsze traktował ją jak natrętne dziecko. Posyłał protekcjonalne uśmiechy, jednak przestał to robić, kiedy skończyli pierwszą klasę liceum. Chyba stwierdził, że odrobinę dojrzała. Może była trochę głośna i energiczna, ale to nie oznaczało, że mógł patrzeć na nią z góry. To dlatego od samego początku wiedziała, że to nie wyjdzie, że nigdy nie poczuje do niej tego samego.

Zapiszczała z irytacją, targając włosy. Już sama nie wiedziała, co ma robić. Była sfrustrowana niewiedzą, kto tak owinął sobie Daniela wokół palca. Chciała ocenić, czy dziewczyna była go warta. Co prawda, na początku miała ochotę po prostu ją zatłuc, ale już jej przeszło.
Nie miała zamiaru go powstrzymywać. Jeśli z kimś innym może być szczęśliwy, to mogła jedynie życzyć mu powodzenia. Była wyrozumiała. Dlaczego miałaby wpychać się ze swoimi uczuciami, kiedy wiedziała, że Daniel kogoś lubił? Zraniłoby to tylko ich oboje. Pewnie nie potrafiliby już normalnie ze sobą rozmawiać, wprowadzając do ich paczki niepotrzebną niezręczność.
Pixie pokręciła głową z przestrachem. Do tego nie mogła dopuścić.

Po spokojniej kolacji wigilijnej, spędzonej w rodzinnym gronie, Pixie szykowała się na pokaz świateł w centrum miasta. Bywała tam co roku, wciąż nie mogąc przestać zachwycać się niesamowitym widowiskiem. Dwa lata temu udało jej się wyciągnąć resztę, ale już ostatnim razem nikt nie chciał z nią iść. Michael obiecał podrzucić ją na miejsce, bo sam wybierał się gdzieś na wieczór. I nie chciał powiedzieć Pixie gdzie, co okropnie ją frustrowało.
- Pospiesz się trochę! – krzyknął chłopak w górę schodów.
Odpowiedział mu jedynie dziwny trzask.
- Cholercia! – wykrzyknęła Pixie, spoglądając ze złością na kosmetyki rozsypane po podłodze. Przez nieuwagę strąciła kosmetyczkę z parapetu podczas ubierania kurtki, a teraz wpatrywała się w rozsypany na podłodze puder.
Westchnęła ciężko z zamiarem posprzątania bałaganu, gdy zadzwonił jej telefon. Wydobyła go z kieszeni.
- Natalie? – mruknęła do słuchawki.
- Cześć. Idziesz na pokaz, prawda? – zapytała rudowłosa.
- Jasne.
- To super, bo Daniel też chciał iść, więc pomyślałam, że i ja się zabiorę – oznajmiła Natalie. – Spotkamy się na miejscu?
- Tak, tak – odparła dziewczyna nieprzytomnie, wycierając rozsypany puder z dywanu.
- To do zobaczenia. – Rudowłosa rozłączyła się.
Pixie wstała, spoglądając z niechęcią na niewielką brązową plamę, gdzie resztki pudru wcisnęły się w dywan.
- W sumie, kolejna do kolekcji – mruknęła, lustrując wzrokiem pozostałości po soku malinowym i sosie sojowym.
Wzruszając ramionami, ruszyła w stronę drzwi, lecz zatrzymała się w pół kroku.
Chwila, co powiedziała Natalie? Daniel też tam będzie?
Brunetka zamrugała oczami, a jej ciało zalało przyjemnie ciepło. To znaczyło, że spędzi wigilijny wieczór z Danielem. Wyrzuciła ręce w górę w geście zwycięstwa. Taka okazja mogła być ostatnią, skoro chłopak miał kogoś na oku, więc Pixie nie miała zamiaru z niej rezygnować.
Cała w skowronkach zbiegła na dół, gdzie czekał zirytowany Michael.
- Ileż można czekać? – burknął ze złością.
- Chodźmy – wyśpiewała Pixie, nucąc pod nosem.
- Nie wierzę, że jesteśmy spokrewnieni – westchnął chłopak, ruszając za dziewczyną.

Z powodu świątecznego czasu w centrum panował ruch mniejszy niż zwykle. Ludzie spacerowali po ulicach, a po drogach w przeważającej ilości jeździły charakterystyczne żółte taksówki.
Pixie naprawdę lubiła święta, potrafiła wczuć się w specyficzną atmosferę i czerpać z niej siłę na kolejny rok. Jak nikt potrafiła dostrzec pozytywną stronę świątecznego szału, który ogarniał Nowy Jork już w listopadzie. Kiedy inni narzekali na zatłoczone ulice, ona przechadzała się nimi, jakby niezauważona, przystając przy ciekawszych wystawach.
Dziewczyna dotarła na miejsce, kiedy pokazy już się zaczęły. Było to widowisko urządzane co roku od wielu lat na terenie Hyde Parku. Za każdym razem w innej odsłonie, dlatego stało się ulubionym zajęciem Pixie w ten wyjątkowy wieczór.
Rozejrzała się wokół tłumów, najwięcej ludzi zgromadziło się przed nią, będzie musiała jakoś przepchnąć się na przód, aby zobaczyć cokolwiek.
Odetchnęła zimnym powietrzem, wypuszczając je ustami w postaci białej chmurki. Uwielbiała tu być, wśród tylu ludzi, móc razem przeżywać występy. Taka już po prostu była.
- Uważaj, bo cię okradną.
Spojrzała za siebie, gdzie dostrzegła Natalie i Daniela. Rudowłosa, chowając twarz w grubym, kremowym szaliku, spogląda na nią śmiejącymi się oczyma.
Pixie prychnęła w odpowiedzi na słowa chłopaka, który uśmiechał się złośliwie, chowając ręce do kieszeni kurtki.
- Nie ma czasu na gadanie – powiedziała, zerkając na tłum za nią. – Już się zaczęło, chodźcie.
Brunetka zrobiła im wąską ścieżkę między ludźmi, aby mogli podążyć za jej drobną postawą, aż dotarła do samego przodu.
Wtedy zaniemówiła.
Przed nią spora grupa nieznajomych tańczyła w prawie kompletnej ciemności. Nawet latarnie w tym miejscu zostały wyłączone. Ale to nie to tak zaskoczyło Pixie.
Tancerze ubrani byli w cienkie kombinezony, wszystkie świeciły różnymi kolorami. Róż zmieniał się na niebieski, biel na czerń, odcienie migotały, raz szybciej, a raz wolniej – wszystko w rytm muzyki, która płynęła nie wiadomo skąd.
Kiedy dziewczyna przyjrzała się uważniej, mogła dostrzec, że stroje pokrywały niewielkie diody, których razem musiały być setki. Nie miała pojęcia, kto tym sterował i w jaki sposób, ale był to niesamowity widok.
Pixie wbiła wzrok przed siebie, otwierając lekko usta w zaskoczeniu. Do tej pory pokaz świateł aż tak na nią nie podziałał.
- W tym roku naprawdę się postarali – zauważył Daniel, stojąc obok niej. Natalie rozmawiała przez telefon przyciszonym głosem.
- To jest cudowne – uśmiechnęła się brunetka, zerkając na chłopaka. – Mogłeś zabrać tutaj tę swoją ukochaną – dodała, wracając do występu.
- Mogłem – zaśmiał się Daniel.
- Czy kiedyś się dowiem, kto to?
- Czemu tak zależy ci na tym, aby wiedzieć? – zapytał, spoglądając na nią z zaciekawieniem.
Dziewczyna tylko rzuciła mu znaczące spojrzenie.
- Jesteś moim przyjacielem, to oczywiste, że chcę wiedzieć.
Ciężkie westchnięcie było jedyną odpowiedzią, więc z powrotem skupiła się na tancerzach, chociaż w jej głowie brzęczały nieprzyjemne myśli.

Nim się obejrzała, pokaz dobiegał końca, a ona nie mogła cieszyć się nim w pełni przez Daniela. Dlaczego był taki tajemniczy i nie chciał jej niczego wyznać? Bał się, że wypapla wszystko reszcie? Naprawdę myślał o niej tak źle?
- Tata po mnie przyjechał – oznajmiła nagle Natalie, kiedy tłum zaczynał rzednąć. – Dacie sobie radę?
- Jasne. – Daniel objął ją lekko, po czym odsunął się. – Do zobaczenia.
- Świetnie się bawiłam. – Rudowłosa pocałowała Pixie w policzek na pożegnanie, po czym odwróciła się i potruchtała w stronę ulicy.
Brunetka przygryzła paznokieć, zerkając z frustracją na Daniela. W dodatku zostali sami, to naprawdę mogło się źle skończyć. Chciała wyciągnąć z niego wszystko, ale powoli traciła nadzieję, że chłopak powie jej cokolwiek.
- To ja chyba pójdę. – Najlepszym wyjściem było ulotnienie się.
- Odprowadzę cię.
- Nie musisz – zaprotestowała.
- Ale chcę.
Pixie walczyła z dwoma pragnieniami. Jedno chciało protestować dalej i w końcu uwolnić się od Daniela, a drugie najchętniej spędziłoby z nim całą noc, włócząc się po mieście.
- Niech ci będzie – westchnęła, odwracając wzrok.
Była wobec niego naprawdę bezsilna.
Beznadziejny ze mnie przypadek.
Ramię w ramię ruszyli w odpowiednim kierunku. Pixie wpatrywała się w swoje buty, milcząc uparcie. Cisza powoli stawała się niezręczna.
- Czemu nic nie mówisz? To do ciebie niepodobne – rzucił Daniel.
Zacisnęła ręce w pięści.
- Tak? Więc co jest do mnie podobne? – zapytała z irytacją.
Czy zawsze musiała być tą wesołą, wygadaną dziewczyną?
-  Spokojnie, Pixie. Nie musisz się tak unosić – wytknął jej chłopak, mierzwiąc włosy, które brunetka tak długo układała.
Spojrzała w bok i zaśmiała się gorzko.
- Dlatego mówiłam, że nie musisz mnie odprowadzać. Nie chcę się kłócić.
Daniel zatrzymał się, więc Pixie zrobiła to samo. Chwycił ją za ramiona i odwrócił przodem do siebie.
- Co się dzieje? – zapytał po prostu, patrząc prosto w jej oczy.
Na początku zelektryzował ją jego dotyk, sprawiając, że całe ciało ogarnęło przyjemne ciepło. Później dotarły do niej słowa, na które nie potrafiła jednoznacznie odpowiedzieć.   
- Idę do domu – oznajmiła w końcu, wyswobadzając się z uścisku, jakkolwiek kuszący by nie był. – Dziękuję za dzisiaj, dobrze się bawiłam – dodała w poczuciu obowiązku.
- Jesteś pewna? – Daniel rzucił jej zaniepokojone spojrzenie.                 
Pokiwała głową, odwróciła się i nieśpiesznym krokiem ruszyła w stronę przystanku autobusowego.
Po chwili namysłu, obejrzała się za siebie i uśmiechnęła smutno do Daniela, wciąż stojącego w tym samym miejscu.
- Nie jestem już dzieckiem, wiesz?                                                                           

8 komentarzy:

  1. Tak długo Cię nie było i co? I Rose nie ma. I Davies'a nie ma. I nie ma żadnych pikantnych szczegółów między Pixie i Danielem... Jak to? :( Mam nadzieję, że szybciuchno to nadrobisz, bo nie mogłam się doczekać na rozdział, a tu taki dziwnie przejściowy, wiem, że ważny, ale jednak. A odnośnie samego tekstu: dlaczego mam dziwne wrażenie, że wybranką Daniela jest właśnie Pixie? :D Czekamczekamczekam i weny życzę! :*
    Wendka
    PS. To żaden przytyk, po prostu liczyłam na Willa pod choinką Rosę, albo cóś xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prosty zabieg: teraz zrobiłam przerwę od Rose i Willa (chociaż nie pojawi się on również w kolejnym rozdziale - biedaczek już cierpi z tego powodu), żebyście jeszcze bardziej czekali, a wtedy ja łaskawie rzucę wam super rozdział :D Wiem, wiem, jestem okropna!
      Może pocieszy cię, że kolejny rozdział planuję dodać za ok 2 tygodnie, bo jest już napisany. Tam nie będziecie narzekać na brak rewelacji :)
      Dziękuje za komentarz <3

      Usuń
  2. Hym, hym, hym...
    Ale tam znów nie będzie Willa - no jak możesz? :( Dobra, czekam na te pikantne rewelacje, chociaż one mnie pocieszają.
    Wendka

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, znalazłam Twoje opowiadanie na SF i się w nim zakochałam. Przeczytałam najpierw całe na wspomnianej stronce, po czym chcąc ciągle więcej i więcej wpadłam tutaj.
    Dzięki przemyślanej fabule i świetnie wyważonemu tempie akcji czyta mi się je bardzo lekko i przyjemnie. Przyznam szczerze, że niezmiernie mnie martwił zastój w Twojej twórczości, gdyż nie wiedziałam czy po prostu brak Ci czasu, czy też postanowiłaś ją zakończyć. Dlatego niesamowicie się cieszę, że jednak nie zapomniałaś o Róży :P.
    Jeśli chodzi o rozdział to przyznam, że uwielbiam Pixie oraz jej energie, dlatego też należy on do jednych z moich ulubionych. Z tego powodu nie przeszkadza mi również za bardzo brak Willa i Rose ( chociaż ich również kocham xD).
    Na dzisiaj kończę, ale wiedz że czekam niecierpliwie, wiec życzę dużo weny, czasu i pozdrawiam cieplutko :).
    lillykiss95

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło, że trafiają tu osoby z SF :o
      Róży nigdy nie porzucę, bo świetnie mi się ją pisze, a fabuła jest w miarę obmyślona do końca :) Po maturze częstotliwość dodawania rozdziałów z pewnością się zwiększy.
      Na Rose poczekasz jeszcze jakieś tydzień, a na Willa troszkę dłużej, wybacz :c
      Dziękuję za komentarz <3
      Viv

      Usuń
  4. Och, ach, jestem! Pewnie już się zastanawiałaś, co się ze mną stało, czyż nie? xD Nie no, tak sobie "żarcikuję". W sumie to nie wiem, czemu mam taki dobry humor. :D
    W końcu się doczekałam!!! Co prawda, kiedy usłyszałam (przeczytałam?), że w tym rozdziale nie będzie Willa (jak ja go uwielbiam!), to trochę mnie to zasmuciło. :( Ale historia Pixie jest równie ciekawa. :)
    A tak w ogóle, to nie komentuję pierwsza. :( *chlip, chlip* :(
    Ech, Pixie... Oby ta "dziewczyna" Daniela miała na imię Pixie! Jak dobrze, że okazało się, że Daniel wcale nie lubi w ten sposób Natalie. :) Życzę Danielowi i Pixie jak najlepiej, bo, moim zdaniem, pasują do siebie. :)
    Czekam na Willa i Rose. Ich relacja jest moją ulubioną :D Will ma coś takiego w sobie... Nie dziwię się Rose, że się w nim zakochała (i dobrze, że w końcu zaczęła to sobie uświadamiać!) :D
    Mam nadzieję, że następny rozdział dodasz szybciej. :( Jeeej, już nawet straciłam nadzieję, że coś dodasz, a tu nagle patrzę: rozdział!! :) Im szybciej dodasz nowy rozdział, tym szybciej poczytam o Willu (matko, czy to się tak odmienia? ;o), miej to na uwadze. :D Nie no, będę dla Ciebie wyrozumiała, bo piszesz maturę w tym roku. :D Tak w ogóle, to powodzenia, dużo się ucz, hahaha! :D Pewnie już to kilka razy słyszałaś. :D
    Rozdział wspaniały, a ja uzbrajam się z cierpliwość i wyczekuję szanownego Williama Daviesa. :)
    Pozdrawiam xoxo
    Mam nadzieję, że rozumiesz ten chaotyczny komentarz. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze, to się zastanawiałam, czy jeszcze czytasz, bo ciebie najbardziej kojarzę z komentowania! :D
      Zastój miałam masakryczny, ale po maturze częstotliwość dodawania rozdziałów na pewno się zwiększy, obiecuję!
      A na kolejny rozdział poczekasz jakieś tydzień, może parę dni więcej :)
      Dziękuje za komentarz, jakkolwiek chaotyczny by nie był <3
      Viv

      Usuń
  5. Hey, hey! Skarbie, kolejna twoja fanka się ujawnia! Jestem bardzo zadowolona z tego rozdziału, chociaż czekałam na niego multum czasu. Ale nie mam ci tego za złe, w końcu taki prezencik się pojawił. :) Ogólnie twoje opowiadanie nie jest niepowtarzalne, lecz jako dziewczyna, która lubi poczytać miłe, dziewczęce opowiadanka uważam, że jest ono jednym z lepszych umieszczanych w internecie. Podoba mi się twój styl pisania, w ciągu tej historii widać jak bardzo się on polepszył. Dzięki wykreowanym przez Ciebie postaciom dostajesz ode mnie kolejnego plusa. U każdego można zauważyć jego odmienny charakter, czasami podobieństwa dzięki czemu jest on bliski drugiej postaci. Główna bohaterka nie jest dla mnie irytująca, tak jak większość bohaterek w romansach. Z powodu tego, że jest osobą, która zna swoją wartość, potrafi zawalczyć o swoje i ma co do niektórych cięty język, przypomina mi mnie. Co do Williama, po prostu jedyne co mogę robić to wzdychać. Czego wśród moich znajomych nie ma takiego faceta? Aż chce mi się zanucić piosenkę Danuty Rinn "Gdzie ci mężczyźni", bo w dzisiejszych czasach, o pewnego siebie chłopaka ciężko, a łatwiej o tego, co bardziej przypomina kobietę i z wyglądu i z zachowania. :D No, ale kontynuując. Opowiadanie to uważam za udane, ma w sobie dużo plusów, błędów nie zauważyłam, może kilka przecinków z czym ja również mam problem, bo wstawiam je wszędzie. Długość rozdziałów jest moim zdaniem prawidłowa, chociaż nie pogardziłabym dłuższymi, ale wiem co to znaczy pisać jednocześnie zwracając uwagę na błędy ortograficzne, językowe. Mam nadzieje, że zanim dojdziemy do końca będzie jeszcze dużo ciekawych, romantycznych rozdziałów. Oczywiście liczę na happy-end! Nie zawiedź mnie kochana! :D
    Pozdrawiam Cię serdecznie, życzę jak najwięcej weny, powodzenia na zbliżającej się szybkimi krokami maturze, wiele pomysłów na to opowiadanie, jak również na inne i oczywiście dużo, dużo więcej czytelniczek! Polecam to opowiadanie wszystkim osobom, spragnionym ciekawej, romantycznej historii! <3
    Twoja wierna czytelniczka,
    Ola

    OdpowiedzUsuń