logo

9/28/2016

Rozdział XXXIV "Natalie i James"


Kochani, oto jest, kolejny rozdział! Po poprawkach i codziennym jeżdżeniu na uczelnie, żeby załatwić wpisy do indeksu, w końcu udało mi się go dokończyć. A tymczasem na blogu stuknęło już prawie 43,000 wyświetleń, jest to dla mnie niewyobrażalna liczba i bardzo się z niej cieszę! 
Ten rozdział był sprawdzany trochę w pośpiechu, więc będę wdzięczna za wszelkie wytknięcie błędów, żebym mogła je poprawić. Za każdy inny komentarz też będę wdzięczna, to dzięki nim w ogóle mam ochotę na pisanie.
Wakacje się kończą, więc ten przydługi wstęp również. 

Przyjemnego czytania :)


***



James,

Wiem, że powinnam powiedzieć Ci to wszystko osobiście, ale nie potrafię. Chciałabym móc być tak odważna i pewna siebie jak Ty. Mam nadzieję, że wybaczysz mi ten okropny list.
Na początku chcę Cię przeprosić. Za to, że nigdy nie byłam z Tobą tak do końca szczera. Że wolałam oceniać po pozorach, niż szczerze porozmawiać. Że byłam taką okropną hipokrytką. Że myślałam tylko o sobie. Że nie dałam Ci szansy. Przepraszam za wszystko. Nie jestem nawet w stanie wyrazić, jak bardzo mi przykro.
Opowiadałam Ci o swojej przeszłości, racja? Powiedziałam, że to już minęło i teraz jest w porządku, racja? Prawda jest taka, że wcale nie jest w porządku. Prawdopodobnie sama chciałam to sobie wtedy wmówić. To, co wydarzyło się tak dawno, wciąż siedzi gdzieś we mnie.
Nie mogę znieść facetów. Nie, może to nie do końca tak. Ja się boję facetów. Kiedy mam przebywać w ich towarzystwie dłużej niż pięć minut, zaczyna oblewać mnie zimny pot, nie potrafię normalnie rozmawiać. Po prostu nie jestem sobą. Na pewno się dziwisz, bo w końcu mam kilku znajomych chłopaków. Ale z Danielem byłam od dziecka, wiedziałam, że nie ma wobec mnie złych zamiarów. Przyjaźń z nim była naturalnym stanem rzeczy. Simona i Michaela poznałam przez Pixie, ale długo trwało, zanim byłam w stanie się przed nimi otworzyć. Innych wciąż nie znosiłam. A wszystko przez bandę kilku smarkaczy, którzy upodobali sobie dziewczynę do nękania. Dla nich były to pewnie niewinne żarty. A ja nie chciałam chodzić do szkoły, nie chciałam widzieć tych kpiących spojrzeń i słyszeć okrutnych docinków. Zaczęłam nienawidzić samej siebie, zastanawiałam się, co jest ze mną nie tak.  Po roku znienawidziłam wszystkich wokół. Zaczęłam odpłacać się tym samym, żadnej obraźliwej uwagi nie zbywałam milczeniem. W chwilach bezsilności potrafiłam uderzyć. Nic mnie już nie obchodziło, nie miałam nic do stracenia. Nawet po skończeniu szkoły nie odetchnęłam. Bałam się, co czeka mnie dalej. Czy koszmar będzie się ciągnął w następnej szkole? Okazało się, że nie. Tam nikt nie traktował mnie  jak śmiecia. Ale ja już nie potrafiłam wrócić do starej siebie. Na początku nie byłam tego świadoma, ale z czasem zauważyłam, że do kogokolwiek się zbliżyłam, prędzej czy później ten ktoś mnie zostawiał. Nie miałam pojęcia, co robię źle. Dopiero po pewnym czasie dotarło do mnie, że już nie ma tamtej Natalie. Że zamiast niej pojawiła się oschła, niedostępna i zamknięta w sobie dziewczyna, który wszystkich traktuje z dystansem. Z przerażaniem zdałam sobie sprawę, że choćbym nie wiem jak się starała, nie zmienię tego. Dlatego postanowiłam zostać sama, nie polegać na nikim, bo każdy i tak mnie w końcu zostawi. Miałam tylko Daniela, ale on chodził do szkoły po drugiej stronie miasta, więc nie widzieliśmy się zbyt często. Dopiero, kiedy poznałam Pixie coś się zmieniło. Ona nie była taka jak inni. Przeciwieństwo mnie. Uśmiechnięta, spontaniczna, przyjazna. Chodziłyśmy do innych klas, ale wybierałyśmy się do tego samego liceum, więc postanowiłam zaryzykować i zaufać jej. Wiesz, co było dalej. Kiedy poznałam resztę naszej obecnej paczki wszystko zaczęło się układać. Swoje strachy i demony trzymałam krótko, ciesząc się faktem, że mam ludzi, na których mogę polegać. Nie potrzebowałam nikogo więcej.
I nagle pojawiłeś się Ty. Chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego, co zrobiłeś, wskakując niespodziewanie w moje życie. Naprawdę Cię nie lubiłam. Skradłeś mi pierwszy pocałunek i byłeś typem faceta, którego nie znosiłam najbardziej. A potem okazało się, że chodzimy do tej samej szkoły, a Ty nie chciałeś dać mi spokoju. Bałam się, że historia się powtórzy i znowu będę tą wytykaną palcami dziwaczką. Byłeś popularny, więc z łatwością mogłeś mnie publicznie poniżyć. Ale potem odkryłam tę stronę Ciebie, której nie pokazywałeś na co dzień. Wiesz, kiedy uświadomiłam sobie, co do Ciebie czuję? Tego samego wieczora, kiedy pocałowałeś mnie przed klubem. Wtedy też zdałam sobie sprawę, że od początku czułam się przy Tobie tak, jak przy żadnym innym chłopaku. Że nie bałam się Ciebie, że nie ściskało mnie w żołądku z nerwów, kiedy z Tobą rozmawiałam. Dopiero Twój wyjazd sprawił, że przejrzałam na oczy.
Zawsze myślałam, że jestem tak beznadziejna, że jedyny romans przeżyję z bohaterami książek, które tak namiętnie czytam. Byłam naprawdę szczęśliwa, wiesz? Ale co z tego, jeśli z tyłu głowy tłukła się myśl, że wstydzisz się mnie i dlatego chcesz utrzymać wszystko w sekrecie? Że nie zasługuję na kogoś takiego, jak ty? Że może wszyscy w podstawówce mieli rację, mówiąc, że jestem brzydką grubaską? Uwierz, nie chciałam tak myśleć, ale to było silniejsze ode mnie. Dlatego, kiedy zobaczyłam Cię tamtego dnia z Chloe, wszystko stało się jasne. Miałam rację. Nie powinnam była zbliżać się do kogokolwiek, bo zawsze prędzej czy później zostanę sama. Po raz kolejny dostałam nauczkę. Czy teraz wiesz, dlaczego zdecydowałam się na tak okropny plan z Danielem? Chciałam sobie wmówić, że to ja Ciebie zostawiam, że taki był mój zamiar od samego początku. Brakowało mi odwagi, żeby wykrzyczeć Ci to wszystko w twarz. Potem wyjechałeś. Myślałam o Tobie każdego dnia, nie potrafiąc po prostu pójść dalej. Dopiero po twoim powrocie uświadomiłam sobie, jak wiele się zmieniło. Teraz, kiedy wiem, dlaczego zniknąłeś, nie potrafię Cię o cokolwiek obwiniać.
Byłam głupia i samolubna, przekonana o swoich racjach. Zaledwie niedawno sobie to uświadomiłam. Rzeczywiście nie nadaję się do przebywania z ludźmi. Czegokolwiek dotknę, rozpada się.
Ten list zawiera w sobie wszystko, czego nie jestem w stanie wypowiedzieć na głos. Nikomu nie powiedziałam tego, co teraz piszę Tobie. Może i jest ckliwy, może użalam się nad sobą, ale to tak naprawdę czuję.
Mam nadzieję, że teraz choć trochę mnie rozumiesz.


 Natalie


Kiedy wybrzmiało ostatnie słowo i zapadła cisza Natalie zacisnęła mocno oczy, pochylając głowę. Tak jak myślała, usłyszenie listu było okropnie zawstydzające, więc nie chciała patrzeć na Jamesa.
– Więc teraz już wiesz – wymamrotała, uciekając wzrokiem na czubki swoich butów. – O wszystkim.
Dobiegł ją jedynie szelest papieru, a potem usłyszała ciche kroki. Gdy poczuła ręce na ramionach, wzdrygnęła się z przestrachem.
Bała się. Cholernie się bała.
– Natalie, spójrz na mnie.
Jedynie mocniej zacisnęła powieki, nie pozwalając łzom uciec.
– Natalie – powtórzył James cicho.
Niepewnie uchyliła powieki i powoli podniosła twarz.
Spodziewała się czegoś zupełnie innego, ale zobaczyła łagodną twarz Jamesa, który wpatrywał się w nią lekko zmrużonymi oczami, w których płonął jakiś dziwny ogień.
Coś w niej pękło.
Rozryczała się na dobre. Z oczu pociekły jej łzy, a z gardła wydobył się suchy szloch. James trzymał jej ramiona, więc po prostu stała tam, wypłakując sobie oczy.
Była pewna, że będzie na nią zły, że popatrzy na nią z wyrzutem, pogardą. Nie przygotowała się na to łagodne spojrzenie, które przeszyło ją na wylot.
James wydawał się równie zaskoczony, co ona. Zanim zorientowała się, co się dzieje, przyciągnął ją do siebie i mocno objął.
– Głupia – mruknął w jej włosy. – Nie płacz, bo ja też zacznę.
Nie mogła nic powiedzieć, więc po prostu owinęła ramiona wokół niego i mocno ścisnęła, płacząc w jego płaszcz.
– Wygląda na to, że oboje nawaliliśmy. – Westchnął James, głaszcząc ją delikatnie po włosach. – Jak mogłaś pomyśleć, że cię zdradziłem... że na mnie nie zasługujesz? – Zaśmiał się sucho. – Jesteś najlepszym, co mi się w życiu przydarzyło. To ja cały ten czas myślałem, że nie jestem ciebie wart. Zastanawiałem się, jakim cudem tak wspaniała dziewczyna zwróciła na mnie uwagę. Bałem się, że w każdej chwili możesz ode mnie uciec. – Objął Natalie mocniej, jakby wciąż się tego obawiał. – Nie wstydziłem się ciebie, nigdy w życiu... Po prostu byłem wstrętnym egoistą i chciałem mieć cię tylko dla siebie. Było mi wygodnie w naszym małym światku, bez wścibskich spojrzeń innych. Dlatego, kiedy zobaczyłem cię z Danielem, pomyślałem, że to ten moment, w którym zostawiasz mnie dla kogoś, kto bardziej cię doceni. Zawsze byłem o niego zazdrosny, ale ci o tym nie mówiłem, bo nie chciałem wyjść na zaborczego. – James odetchnął głęboko, owiewając czubek jej głowy ciepłym powietrzem. – Była jeszcze mama. Chciałem ci o niej powiedzieć, ale było już za późno. Kiedy zapadła w śpiączkę po wypadku, tata natychmiast wrócił z Anglii, a ja musiałem zająć się rodzeństwem, kiedy on załatwiał wszystkie sprawy związane ze szpitalem i opieką nad mamą. Był zdruzgotany, ale musiał wrócić do pracy, więc cały dom został na mojej głowie, bo dotychczas rodzeństwem opiekowała się głównie mama. To dlatego nie było mnie w szkole. Dopiero pod koniec roku szkolnego tacie udało się dokończyć wszystkie sprawy za granicą i wrócić do domu, żebym ja mógł wrócić na zajęcia.
W miarę słuchania jego cichego głosu Natalie uspokajała się, ale wciąż kurczowo trzymała się chłopaka. Wciąż nie dowierzała w pierwsze słowa Jamesa. On nie był jej wart? Co to za nieśmieszny żart?
Ale bardziej przejęła się historią rodziny Jamesa. Zostawiła go samemu sobie, kiedy najbardziej potrzebował jej wsparcia. Była naprawdę okrutna.
– Już się uspokoiłaś? – zapytał, chcąc odsunąć ją od siebie, ale Natalie wczepiła się w niego jak w koło ratunkowe.
– Przepraszam, że zostawiłam cię  z tym wszystkim – wyszeptała w jego pierś, czując, że znowu zbiera jej się na płacz. – I przepraszam za wszystko.
– Już dość przepraszałaś w swoim liście – powiedział łagodnie James. – Ja też powinienem przeprosić. Za to, że dałem ci powód do zwątpienia w siebie i we mnie. Zignorowałem twoje potrzeby i problemy, skupiając się tylko na własnych. Jestem beznadziejny.
– To ja jestem beznadziejna. – Natalie poczuła się w obowiązku poprawić go.
James wymamrotał coś pod nosem, po czym odsunął ją od siebie, trzymając ręce na ramionach.
Rumieniec wstydu wypłynął na jej policzki, kiedy uświadomiła sobie, że ogląda ją zapłakaną, zasmarkaną, z zapuchniętymi oczami i czerwonym nosem.
– Nie jesteś beznadziejna – powiedział z powagą, patrząc jej prosto w oczy. – Jesteś najcudowniejszą dziewczyną, jak znam. Jesteś inteligentna, bystra i zabawna. Uwielbiam kiedy się złościsz, bo jesteś wtedy urocza, dlatego ciągle ci dokuczam. Uwielbiam trzymać cię za ręce, bo są takie małe i przeurocze. Uwielbiam twoje piegi i lekko zadarty nos. Uwielbiam twój szczery, szeroki uśmiech. Uwielbiam twoje śmiejące się oczy w kolorze czekolady. Uwielbiam twoje płomienne włosy, które w słońcu mienią się złotem. Uwielbiam jak siadasz skulona w fotelu, z książką na kolanach i pogrążasz się w lekturze, a ja mogę patrzeć na ciebie bez końca. Uwielbiam, jak słodko się rumienisz, kiedy cię zawstydzę. Uwielbiam te twoje niedoświadczone usta, które tak łatwo poddają się pod naciskiem moich. Jesteś piękna. Nawet kiedy płaczesz, a twój nos przypomina Rudolfa Czerwononosego. Masz w sobie ogromny potencjał i możesz wiele w życiu osiągnąć. Nie pozwól, aby ktokolwiek wmówił ci, że jest inaczej. Dla mnie jesteś idealna, więc lepiej się z tym pogódź i przestań wygadywać głupoty.
Natalie spoglądała na niego szeroko otwartymi oczami, pociągając nosem. James marszczył czoło, nie spuszczając z niej wzroku.
Spodziewała się czegoś zupełnie innego, dlatego była tak zaskoczona.
– Nie jesteś na mnie zły?
Chłopak westchnął z rezygnacją.
– Właśnie powiedziałem ci coś takiego, a ty pytasz, czy jestem zły? – Potrząsnął głową z niedowierzaniem. – Jasne, że na początku byłem zły. Wręcz wściekły. Szczególnie, kiedy traktowałaś mnie jak najgorszą szumowinę, a ja nie wiedziałem, o co chodzi. Ale jak mógłbym się na ciebie złościć po tym liście? – Ręce, które trzymały ją za ramiona, zjechały niżej, aż James złapał ją za obie dłonie. – Zabrakło między nami komunikacji. To było jedno wielkie nieporozumienie. – Odchrząknął, uciekając wzrokiem. – No chyba że masz coś do Daniela.
Natalie ścisnęła mocniej duże, ciepłe dłonie.
– To tak, jakbym zakochała się we własnym bracie – parsknęła z rozbawieniem. – Jak na tak pewnego siebie faceta, czasami potrafisz być okropnie niepewny.
James zlustrował ją wzrokiem.
– Gdzie ty masz szalik? – zapytał. – Przecież jest cholernie zimno. Przeziębisz się.
Dopiero, kiedy to powiedział, Natalie uświadomiła sobie, że był styczeń, a ona miała na sobie tylko zimową kurtkę. Jakoś wcześniej działy się ważniejsze rzeczy, więc chwilowo zapomniała o zimnie.
– Wspaniale zmieniasz temat – stwierdziła z uśmiechem.
Wywrócił oczami i pociągnął ją za ręce, przyciągając do siebie i obejmując ramionami.
– Wcale nie zmieniam tematu – odparł, owiewając czubek jej głowy ciepłym oddechem. – Po prostu nie chcę mieć cię na sumieniu.
Przez moment stała sztywno, wciąż będąc niepewną jej dalszej relacji z Jamesem. Ale jeśli on nie widział w tym problemu i naprawdę jej wybaczył, to chyba mogła się rozluźnić. Dopiero przyjemne ciepło bijące od chłopaka sprawiło, że roztopiła się w jego objęciach i położyła mu dłonie na plecach, chcąc być jeszcze bliżej.
– Czy to znaczy, że między nami wszystko w porządku? – wymamrotała w poły jego płaszcza. Jednak wolała się upewnić.
– Tak, nareszcie tak – westchnął James. – Chyba cały ten czas miałem nadzieję, że to wszystko jedno wielkie nieporozumienie albo jakiś okropny koszmar. Dlatego nie potrafiłem kompletnie się od ciebie odciąć, bo przecież mogłem pójść do innej szkoły po tej długiej przerwie, którą miałem.
– Cieszę się, że tego nie zrobiłeś.
Było jej tak przyjemnie. Czuła się lekko, jakby za chwilę mogła odlecieć. Ogromny ciężar spadł jej z serca, a teraz była po prostu szczęśliwa.
Stali tak dłuższą chwilę, kiedy Natalie coś sobie uświadomiła.
– Wykorzystałeś to, że jest zimno, żeby mnie przytulić, prawda?
Minęło kilka długich sekund ciszy.
– Możliwe.
Zaśmiała się prosto w jego pierś.
– Masz szczęście, że naprawdę jest mi cieplej.
– Znalazłoby się parę lepszych sposobów na rozgrzanie... Auć! – James odsunął się, rzucając jej pełne niedowierzania spojrzenie i masując ramię. – Za co to było?!
Pokręciła głową z rezygnacją.
– Tak, kawa też świetnie rozgrzewa – oznajmiła, chwytając kubek z murka w obie dłonie i upijając łyk. – Fuj, co to jest! – Skrzywiła się, odsuwając kubek na odległość ramienia.
– Chyba pomyliłaś kubki – stwierdził James, odbierając jej kubek i podając drugi. – Ten jest mój – dodał, dziwnie zadowolony.
– To jakieś paskudztwo, a nie kawa – zaprotestowała, pozbywając się okropnego posmaku swoim napojem. – I czemu się tak uśmiechasz?
– To jest, moja droga, podwójne espresso, kawa dla prawdziwych facetów – odparł tonem, jakby tłumaczył coś pięcioletniemu dziecku. – A uśmiecham się, bo piłaś z kubka, z którego piłem wcześniej, więc to prawie, jakbyś mnie pocałowała.
Zakrztusiła się potężnym łykiem kawy, prawie wypluwając wszystko na Jamesa. Odkaszlnęła kilka razy, z nienawiścią patrząc na kubek w dłoni chłopaka. Już zdążyła zapomnieć o tym, jak to jest spędzać czas z Jamesem.
– W takim razie weź mój, żebyś mógł myśleć, że mnie pocałowałeś – powiedziała z przekąsem, wyciągając go w stronę chłopaka, który przed chwilą klepał ją po plecach. – Tak będziemy kwita.
Zignorował jej wyciągniętą rękę, nachylił się i szybko cmoknął ją w czoło.
– Tyle mi na razie wystarczy – skwitował, odsuwając się i posyłając jej łobuzerski uśmiech. – Uciekaj do domu, bo naprawdę będziesz chora.
Zamrugała, ciesząc się, że jest już zaczerwieniona z zimna. James nie podarowałby jej, gdyby spłoniła się jak piwonia po czymś takim.
Postanowiła, że nie da mu tej satysfakcji, więc odwróciła się i pomaszerowała w kierunku domu.
– Do zobaczenia w poniedziałek! – zawołał za nią James.


Rose nie wiedziała czego się spodziewać, kiedy Natalie poprosiła ją, żeby w poniedziałek przyszła wcześniej do szkoły.
Dlatego była zaskoczona, kiedy w klasie zobaczyła wszystkich przyjaciół, skupionych przy jednej z ławek.
– A, to ty – mruknął Simon, wychylając się zza Michaela. – Myślałem, że Natalie.
Podeszła do swojego miejsca, zostawiła torbę na krześle i dołączyła do reszty.
– Więc do was też dzwoniła?
Odpowiedziało jej zbiorowe kiwnięcie głową.
W tym samym momencie do sali wpadła zdyszana Natalie, z wypiekami na twarzy i rozwichrzoną burzą włosów.
– Przepraszam za spóźnienie! – wydyszała, opadając na krzesło obok nich. – Dajcie mi chwilę.
Dopiero kiedy napiła się wody, którą z wdzięcznością przyjęła od Daniela, złapała oddech i była w stanie mówić.
– Więc o co chodzi? – rzucił zniecierpliwiony Michael. – Nie trzymaj nas dłużej w niepewności.
Natalie otworzyła usta, zamknęła je, spojrzała na wszystkich i znowu je otworzyła.
Wzięła głęboki wdech i wypaliła:
– James i ja tak jakby... wróciliśmy do siebie.
Rose wymieniła spojrzenia z Pixie, ale to Simon odezwał się pierwszy.
– Wróciliśmy... – powtórzył powoli, jak gdyby układał to sobie w głowie, po czym zmroził Natalie wzrokiem. – To by znaczyło, że już byliście razem. – Dziewczyna już otwierała usta, ale nie dał jej dojść do słowa. – Zakładając po minach reszty, tylko Michael i ja pozostawaliśmy w błogiej nieświadomości – zadrwił. – Jak miło.
Blondyn podniósł się z krzesła z zamiarem wyjścia, ale Natalie złapała go za nadgarstek.
– Chciałam wam powiedzieć, naprawdę! – zapewniła gorąco, rzucając Michaelowi błagalne spojrzenie. – Po prostu, to wszystko potoczyło się tak szybko i nawet Daniel dowiedział się dopiero po fakcie.
– Rose i ja usłyszałyśmy o tym zupełnie niedawno – wtrąciła Pixie, ale skuliła się pod miażdżącym spojrzeniem brata.
W tej chwili odezwał się Daniel, który do tej pory siedział w milczeniu.
– Możecie chociaż jej wysłuchać? – zapytał ze spokojem, patrząc kolejno na Simona i Michaela. – Sam jestem ciekaw, jak to się stało. – Spojrzał twardo na Natalie. – Jeszcze kilka dni temu nie mogłaś znieść jego widoku.
Michael rozłożył się wygodnie na krześle i zaplótł ręce na piersi.
– Właściwie, to też jestem ciekawy – oznajmił. – Siadaj, Simon.
Blondyn niechętnie opadł na swoje miejsce, ale nie ukrywał, że jest zdegustowany całą sytuacją.
Natalia odetchnęła z ulgą i otarła z czoła niewidzialny pot.
– Nie chcę już niczego przed wami ukrywać – powiedziała niepewnie. – Nauczyłam się, że rozmowa to podstawa relacji, więc teraz będę z wami szczera.
Biorąc głęboki wdech, zaczęła swoją opowieść, czując jak ogromny ciężar spada jej z serca.
– Więc teraz już wiecie – zakończyła Natalie jakiś czas później, wbijając wzrok w swoje kolana. – Nie mam zamiaru tego dłużej ukrywać, ani przed wami, ani przed resztą szkoły. Żałuję, że nie powiedziałam wam o tym od razu, może wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej. Ale nie ukrywam też, że jestem teraz naprawdę szczęśliwa.
Rose spojrzała na Daniela, który westchnął ciężko.
– Co nie zmienia faktu, że muszę sobie wyjaśnić z Jamesem kilka spraw. Jakoś nie mogę uwierzyć, że to wszystko okazało się tak po prostu pomyłką.
– Z kim jak z kim, ale żebyś była z tym Jamesem? – rzucił zniesmaczony Simon. – Potrafię zrozumieć, dlaczego nic nam nie powiedziałaś, ale ten chłopak to przecież członek Free. Podobno nimi gardziliśmy, no chyba że coś mi umknęło.
Rose westchnęła bezgłośnie. Chciałaby jakoś obronić Free, ale wtedy musiałaby wytłumaczyć się ze zbyt wielu rzeczy. A przecież nikt nie wiedział o jej spotkaniach z Willem.
– Nigdy nie mówiłam, że nimi gardzę – zaprotestowała Natalie. – Może nie podobało mi się ich zachowanie w pewnych sytuacjach, ale bardzo dobrze poznałam Jamesa. Jest naprawdę w porządku. Na pewno będziecie mieli okazję się poznać.
– W to nie wątpię – odparł niechętnie Simon.
– A ja tam chętnie go poznam – odezwał się Michael. – Jestem ciekawy, co to za fagas, który zawrócił Natalie w głowie bardziej niż jej książki.
Rudowłosa zarumieniła się nieznacznie, ale dzielnie nie dawała nic po sobie poznać.
– Trzeba też uświadomić go, co się stanie, jeśli jeszcze raz skrzywdzi Natalie  - stwierdziła Pixie, zacierając ręce. – Nie darujemy mu.
Rose spojrzała na Natalie i uśmiechnęła się wbrew sobie. Przyjaciółka naprawdę odżyła. Widziała błysk w brązowych oczach i ledwo powstrzymywany uśmiech. Cieszyła się z jej szczęścia, ale czuła też zazdrość. Kochała się beznadziejnie w Williamie, i chociaż mogła spędzać z nim dużo czasu, nie miała szans na takie zakończenie, jakie otrzymała Natalie.
– Myślę, że szczęście Natalie jest najważniejsze – odezwała się z bladym uśmiechem, skupiając na sobie uwagę. – Cieszę się, że udało jej się pogodzić z Jamesem, jeśli to dzięki temu wygląda na tak szczęśliwą. I będę ją w tym wspierać ze wszystkich sił.
Przyjaciółka rzuciła jej spojrzenie pełne wdzięczności.
– Dzięki, Rosie.
Simon potarł nasadę nosa, jakby cała ta rozmowa przyprawiała go o ból głowy.
– Wciąż jestem zły, że nie powiedziałaś nam wcześniej, ale kimże jestem, żeby zakazywać ci się spotykać z Jamesem. Mam tylko nadzieję, że wiesz, co robisz.
Natalie uśmiechnęła się szeroko.
– Dziękuję wam, naprawdę.  – Spojrzała każdemu w oczy. – Zależy mi na waszej opinii i wsparciu, więc nie macie pojęcia, ile to dla mnie znaczy.
– Tylko tego nie zepsuj – ostrzegła Pixie, grożąc jej palcem.
Dziewczyna otarła wilgotne oczy, chichocząc.
– Obiecuję.


Podczas przerwy obiadowej, zgodnie z tym co ustaliła z przyjaciółmi i Jamesem, Natalie udała się do najbardziej oddalonego stolika w stołówce, który jakimś cudem zawsze pozostawał pusty.
Chciała zjeść z Jamesem, a przy okazji porozmawiać. Od ostatniego spotkania rozmawiali tylko przez telefon.
Postawiła tackę z jedzeniem na blacie i usiadła, rozglądając się za Jamesem, ale nigdzie go nie zauważyła. Wzruszyła ramionami i zaczęła pogryzać kupione frytki,  które bardziej przypominały kawałki gumy.
Po kilku minutach na przeciwko niej zasiadł James, uśmiechając się czarująco.
– Smacznego – rzucił, podbierając jej jedną frytkę i wkładając ją do ust. – Ale ohyda.
– Jeśli jesteś głodny, możesz kupić sobie swoje – zauważyła.
– Nie jestem głodny – odparował,  pakując sobie sobie do buzi trzy frytki na raz.
Uniosła brwi w niedowierzaniu.
– Właśnie widzę.
– Mniejsza z tym. Jak poszło?
Zmarszczyła czoło.
– Z czym?
– Sądząc po spojrzeniach twoich znajomych, kiedy mijałem ich stolik, wszystko im powiedziałaś.
Przygryzła wargę.
– Nie wszyscy byli zachwyceni, ale myślę, że z czasem to zaakceptują. – Pomaczała frytkę w majonezie i od niechcenia wrzuciła do ust. – A ty,  powiedziałeś swoim kumplom?
– Byli trochę zaskoczeni. Nie wdawałem się w szczegóły, ale raczej nie mają nic przeciwko. – Wzruszył ramionami. – Nie, żeby ich sprzeciw coś zmienił.
Pokiwała głową na znak zgody, odsuwając resztę frytek i zabierając się za deser w postaci lodów z bitą śmietaną. Liczyła, że chociaż to będzie zjadliwe.
James wpatrywał się w nią przez chwilę, po czym nachylił się w jej stronę i sięgnął ręką do twarzy.
– Co ty...
Kciukiem starł bitą śmietanę z kącika jej ust, po czym zlizał ją z palca, nie spuszczając z niej wzroku.
Zarumieniła się z oburzenia. Co on sobie myślał, wyprawiać takie rzeczy w szkole?!
– No co? – mruknął, widząc jej minę. – Rozpraszało mnie – wyjaśnił, ale wyglądał na niesamowicie z siebie zadowolonego.
Wzniosła oczy ku niebu, wzdychając.
– Dlaczego mam wrażenie, że wszyscy się na nas gapią? – mruknęła, nawet nie chcąc się rozglądać. Chyba nie zniosłaby spojrzeń dziewczyn z fanklubu Jamesa, które właśnie zobaczyły, jak zlizał bitą śmietanę z palca. – To wszystko twoja wina! – syknęła.
– To było nieuniknione. Nie moja wina, że jestem popularny. Po prostu się tym nie przejmuj, okej? – Uśmiechnął się do niej. – Ludzie zawsze będą gadać.
Zmroziła go wzrokiem i wyciągnęła książkę z torby, postanawiając go ignorować.
– W takim razie poczytam sobie książę – oznajmiła, zdecydowanym ruchem otwierając na ostatnim rozdziale. – Nie waż mi się przeszkadzać.
– Czyli już nie będziesz jadła tych lodów? – rzucił z rozbawieniem.
Bez słowa podsunęła mu pucharek i wróciła do lektury. Przeczytała zaledwie stronę, kiedy zorientowała się, że nie pamięta ani słowa, bo rozpraszał ją James, którego wzrok czuła na sobie.
Uniosła głowę z zamiarem zwrócenia mu uwagi, ale, widząc jego spojrzenie, jakoś nie mogła. Podpierając brodę na dłoni, wpatrywał się w nią tak ciepłym wzrokiem, że czuła, jak roztapia się od środka.
– Skończyłaś? – zapytał cicho, a Natalie bezwiednie pokiwała głową. – Świetnie. Chodźmy stąd.
– Gdzie?
– Gdziekolwiek, byle daleko stąd – odpowiedział, wstając ze swojego miejsca. Wyciągnął do niej rękę, a Natalie chwyciła ją bez wahania, wrzucając książkę do torby i zarzucając ją na ramię. – Dobra decyzja.
Wbijała wzrok w ziemię, kiedy prowadził ją do wyjścia, ale gdzieś w środku poczuła małe, maleńkie ukłucie satysfakcji, idąc z Jamesem za rękę przez całą stołówkę. 

8 komentarzy:

  1. Kocham to opowiadanie. Naprawdę. F-E-N-O-M-E-N-A-L-N-E.

    ~cklyx

    OdpowiedzUsuń
  2. Żeby nie było - tym razem nie zapomniałam o Twoim blogu! xD Przeczytałam ten rozdział jakoś w tym czasie, kiedy go dodałaś i nie wiem dlaczego, ale byłam święcie przekonana, że go skomentowałam i weszłam sobie, by zobaczyć, czy odpowiedziałaś, a tu patrzę - komentarza brak o.O
    Cieszę się strasznie, że Natalie i James sobie wszystko wyjaśnili <3 <3 <3 <3
    Tylko, moja droga, gdzie jest Will? xD Stanowczo go za mało! Czekaaaaam na niego! xD I na jakąś fajną scenę z Rose, najlepiej jakiś pocałunek... xDD Nie no, bez presji, ale na ten pocałunek to ja czekam od momentu na balu :P :P
    Uwielbiammm i czekam <3 <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka radość, kiedy z 2 komentarzy zrobiły się 3!
      Pocieszę cię, że następny rozdział mam już praktycznie napisany, zostały drobne poprawki i zakończenie, ale niestety nie mogę go dodać, bo aktualnie jestem bez internetu, (przeprowadzki ssą) a jedyny dostęp mam w pracy.
      No i następny rozdział to sam Will i Rose, z dodatkiem kilku nowych, i mam nadzieję ciekawych, postaci ;)
      Dziękuję bardzo za komentarz!
      Pozdrawiam,
      Viv

      Usuń
    2. Oooooo, to teraz jestem ciekawa! No i w końcu Will będzie <3 <3 :P

      Usuń
  3. Czekamy, czekamy! - 4 komentarz :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Babo, czy ty nie masz żadnych wyrzutów sumienia? Zaglądam tu co rusz, a nowego rozdziału jak nie było tak ni ma T.T Zdajesz sobie sprawę jak świetne jest twoje opowiadanie? Zrób nam taki mały prezencik na święta, coo? *przesyłanie weny - w toku*
    PS Różę czytam na bieżąco, tylko byłam jak ninja, bo krótki komentarz to nie komentarz, a moja natura lenia no cusz...
    PS2 To ja - Julka311 z SF :v

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wyrzuty sumienia i to ogromne ;_;
      Strasznie się cieszę, że ktoś z SF jeszcze jest zainteresowany tym opowiadaniem! Już dawno zniknęło z forum SF.
      Rozdział jest już, już prawie gotowy, została końcówka i korekta, ale niedawno się przeprowadziłam, a do tego święta, więc mam spory problem z wygospodarowaniem sobie chwili czasu...
      Ale obiecuję, że zaraz po świętach rozdział się ukaże, z pewnością :)

      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam,
      Viv

      Usuń