logo

4/12/2014

Rozdział X "Historia Natalie"

Przedstawiam kolejny rozdział, prawdopodobnie najdłuższy jak do tej pory. Pisany z perspektywy innego bohatera, w przyszłości pojawi się takich więcej.

Dziękuje za wszystkie komentarze, uskrzydlają wenę :)
Motyw przewodni wpisu: kawa z mlekiem!


***


Natalie rzadko traciła nad sobą panowanie. Zazwyczaj mało co potrafiło ją wytrącić z równowagi, zawsze pozostawała chłodna i nieugięta. Było tak odkąd pamiętała. Widzicie, podstawówka była najgorszym okresem w jej życiu. Wtedy nienawidziła szkoły, płakała, gdy miała do niej iść. Zdawała sobie sprawę, że nie była jedyną, którą prześladowano. Nikt z klasy jej nie tolerował, więc przesiadywała w domu, pogrążając się w świecie fantazji. Po pewnym czasie ignorowania wyzwisk i dokuczliwości, nie wytrzymała i zaczęła odpłacać się tym samym. Aż w końcu nauczyła się, że bycie wrednym jest jedynym wyjściem, aby nie zostać skrzywdzonym.
Gdy skończyła szkołę podstawową, prześladowanie się skończyło, jednak ona nie potrafiła o tym zapomnieć. Nie mogła się odnaleźć w nowym otoczeniu, gdzie towarzysze z klasy ją lubili. I choć próbowała się zmienić, dostosować do oczekiwań innych, nie potrafiła. Każda osoba, do której się zbliżyła, po pewnym czasie ją zostawiała, a dziewczyna nie miała pojęcia, co robiła źle. Nie potrafiła rozmawiać z chłopcami, odkąd to oni zadali jej najwięcej cierpienia, przy żadnym z nich nie czuła się swobodnie.
Jedynym wyjątkiem był Daniel. Chłopaka znała od dziecka, byli przyjaciółmi. Uczęszczał do innej szkoły, a kiedy dowiedział się, co przytrafiło się Natalie, wściekł się. Obiecał, że zawsze będzie mogła na niego liczyć. Od tamtego czasu byli nierozłączni.
W wieku piętnastu lat, poznała Pixie. Brunetka chodziła do innej klasy, ale okazało się, że chciała dostać się do tego samego liceum, co Natalie. Rudowłosa odnalazła w Pixie to, czego jej brakowało – optymizm, czerpanie radości z najmniejszych rzeczy i pozytywny stosunek do każdego człowieka. I w ten sposób zostały przyjaciółkami.
Natalie, wraz z Danielem, Pixie i jej bratem, rozpoczęli szkołę średnią, gdzie poznali Simona. W tym czasie nieoficjalnie powstała ich niewielka grupka. I choć nikt nie powiedział tego głośno, Natalie miała wrażenie, że każdy z nich odczuł ulgę, gdy okazało się, że są nierozłączni.
Rudowłosa wciąż pozostawała zdystansowaną dziewczyną, potrafiącą otworzyć się jedynie przed Danielem. Uwielbiała Pixie, Michaela i Simona. Spędzała z nimi najlepsze chwile swojego życia i myślała, że już lepiej być nie mogło. I wtedy poznała jego.
Już wtedy zespół rozsławiał się w całym mieście. Ich pierwsze spotkanie przypominało scenę z komedii romantycznej, nawet jeśli później nie była w stanie patrzeć na tę znajomość przez różowe okulary.
 
Natalie kucała (a jeśli pamięć jej nie myliła, prawie leżała) między półkami w pobliskiej, niewielkiej księgarni, szukając książki, na którą polowała od kilku miesięcy. Nie mogła się doczekać, aż zakopie się w pościeli i zacznie czytać.
Nagle usłyszała pisk, jakie wydają podeszwy butów w zetknięciu z podłogą. W następnej chwili coś uderzyło ją w bok, przeleciało nad nią i wylądowało na kuckach obok. Szeroko otwartymi oczami obserwowała chłopaka, który rozglądał się wokół ze skupieniem.
- Przepraszam, nic ci nie jest? – mruknął, nawet na nią nie patrząc.
- Widzę, że bardzo cię to obchodzi – parsknęła sarkastycznie i zaczęła się podnosić. Wróci tutaj, kiedy nieznajomy zniknie.
- Naprawdę mi przykro… - zaczął, spoglądając na nią, a później za siebie. – Zaraz tu będą, chodź!
Złapał ją za rękę i pociągnął w stronę wyjścia, klucząc pomiędzy regałami. Nie mając wyjścia, biegła za nim, co rusz się potykając. Wypadli na ulicę i wtedy Natalie to dostrzegła. Kilka dziewczyn gnało za nimi, dysząc ze zmęczenia, ale bez widocznego zamiaru poddania się.
Rudowłosa zmarszczyła brwi, zastanawiając się, w co została wplątana.
- Co się dzieje? Czemu mnie za sobą ciągniesz? – zawołała do pleców chłopaka, ale nie otrzymała odpowiedzi.
Jej spojrzenie padło na dłoń, która ściskała jej rękę. Szczupłe palce obejmowały ją silnie, nie dając szans na wyrwanie się. Mimo wszystko, Natalie poczuła gorąco. To pierwszy raz, kiedy trzymała chłopaka za rękę. Chwilę potem uświadomiła sobie okoliczności i cała radość z niej uleciała. No tak, przecież jest dzieckiem pecha. Pomyśleć, że chciała tylko usiąść i w spokoju przeczytać ciekawą lekturę.
Biegli jeszcze jakiś czas, aż nieznajomy zaciągnął ją w ciemny zaułek, gdzie piętrzyły się góry śmieci, nie mieszczące się w kontenerach. Przycisnął ją do zimnej, brudnej ściany swoim ciałem, trzymając jej ręce nad głową. Nie patrzył w jej stronę, wzrok utkwił w ruchliwej ulicy, zapewne orientując się, czy zgubił ogon.
A Natalie szalała. Jej serce biło z prędkością światła. Nie mogąc się ruszyć, wbiła wzrok w profil chłopaka. Był jej całkowitym przeciwieństwem. Śniada cera, kasztanowe włosy, prosty nos i kilkudniowy zarost to cechy, które od razu rzucały się w oczy. Mieszanka, która mogła zawrócić w głowie każdej dziewczynie. Ale nie jej. Była odporna na przystojnych facetów. Z tego co pamiętała, w takiej pozycji trzymano ją tylko po to, aby stłuc na kwaśne jabłko, co raczej nie nastrajało pozytywnie.
W końcu zwrócił na nią uwagę. Wow, długo mu to zajęło. Natalie żałowała, że była sarkastyczna tylko w swojej głowie. Spojrzał na jej zmrużone oczy, wydęte ze złością wargi i cichą zadyszkę po biegu. A potem uśmiechnął się, a dziewczynie zmiękły nogi. Ze strachu. Ten uśmiech… Wzdrygnęła się.
- Puścisz mnie? – zapytała grzecznie, przebierając nogami z nerwów.
- Dlaczego? – Przekrzywił głowę.
Natalie poruszyła rękami, na co tylko mocniej przycisnął je do szorstkiej powierzchni. Nie miała pojęcia, kim był i czego od niego chciał. Zadawał głupie pytania, tego była pewna.
Otworzyła usta, aby odpowiedzieć, ale nie dał jej szansy.
- Podoba mi się ta pozycja. – Usłyszała i natychmiast zdrętwiała. Zacisnęła usta i spojrzała na niego hardo. Nie powinna dać się zastraszyć, prawda? To mogłoby pogorszyć sytuacje, w której się znalazła.
- Kim ty właściwie jesteś?
- Dziwne, że o mnie nie słyszałaś.
- Znam cię? – Zmarszczyła brwi, ale nikt nie przychodził jej do głowy, kiedy obserwowała jego twarz.
- Jest taki zespół… - zaczął, mrugając porozumiewawczo. Spojrzała na niego jak na bardzo ciekawy przykład głupoty. – Czyli, że nie jesteś naszą fanką.
- Czemu miałabym być fanką kogoś, kto trzyma mnie w taki sposób? – zapytała ironicznie, spoglądając znacząco na dłonie, zaciśnięte na jej nadgarstkach. W dodatku cuchnęło tutaj nieświeżym (delikatnie mówiąc) jedzeniem.
- Nie puszczę cię, dopóki nie zgadniesz.
- To nie fair, skąd mam cię znać? – obruszyła się, ponownie próbując się oswobodzić, z mizernym skutkiem.
- Jestem pewien, że w twojej szkole o mnie słyszałaś. Nie kojarzysz czegoś o nazwie Free?
- Nie! – wykrzyknęła od razu, ale po chwili coś jej zaświtało. W jej umyśle zakwitł obraz Pixie, która usilnie próbowała wtłuc jej coś do głowy. – To ten tutejszy zespół nadętych dupków?
W momencie, w którym ostanie słowo opuściło jej usta, uświadomiła sobie, że popełniła błąd. Chłopak uśmiechnął się jak drapieżnik, osaczający swoją ofiarę, po czym zbliżył swoją twarz do jej.
- Blisko, kochanie.
Do Natalie dosyć szybko dotarło, że właśnie on jest członkiem wspomnianego zespołu. Niech to szlag, zazwyczaj w takich sytuacjach potrafiła myśleć racjonalnie. Wysil swoją dobrą pamięć i przypomnij sobie tę gadkę szmatkę Pixie.
- Ten… eee… James? – pisnęła cicho, a kilka sekund później usłyszała jego serdeczny śmiech, jednak nie odsunął się. Był tak blisko niej, nikt nigdy nie posunął się tak daleko. Ciepły oddech owiewał jej policzki, mogła dostrzec każdy szczegół jego twarzy. Lekko rozchylone usta, koniuszek języka, ciemny zarost, poruszające się skrzydełka nosa, oczy śledzące każdy jej ruch.
Drżała z niepokoju.
- Bingo!
- Może teraz mnie puścisz? – odważyła się zapytać.
- Za chwilę.
 Ich ciała dzieliło zaledwie kilka centymetrów, a Natalie coraz bardziej ogarniała złość i zawstydzenie.
- Wyglądasz naprawdę uroczo, kiedy się złościsz – powiedział, a dziewczyna prychnęła z wyższością.
- Nie działają na mnie takie teksty.
- A więc jakie działają?
- Żadne. Puść mnie wreszcie.
Tego co się następnie wydarzyło, Natalie nie mogła zapomnieć przez kolejne tygodnie. James pochylił się i przycisnął wargi do jej ust. W pierwszej chwili była zbyt zaskoczona, żeby w ogóle zareagować. Kiedy chłopak puścił jej rękę, aby położyć wolną dłoń na policzku, użyła jej do zadania mu ciosu w szczękę. Jak widać, nie na marne poszły przymusowe ćwiczenia w podstawówce.
James zatoczył się do tyłu, przykładając rękę do uderzonego miejsca. Natalie opierała się o ścianę, przyciskając palce do ust. Jej pierwszy pocałunek… z nim?!
- Za co? – zapytał James, masując policzek.
- Jeszcze się pytasz! Mój… mój pierwszy… Ty dupku! – jąkała się, nie mogąc poprawie wypowiedzieć myśli na głos.– Nie daruje ci tego! – dodała pewniej, celując w niego trzęsącym się palcem.
- Czekaj, czekaj. – Uniósł dłoń, chcąc powstrzymać nadchodzącą z jej strony wiązankę przekleństw. – To był twój pierwszy pocałunek? – uśmiechnął się szeroko.
- I czego się szczerzysz? Zniszczyłeś mi życie!
- Czy aby nie przesadzasz?
- To miało wyglądać zupełnie inaczej, ale skąd ty możesz o tym wiedzieć – syknęła, czując palącą czerwień na twarzy. – Teraz sobie przypominam, jakie plotki krążą o tobie w szkole. Zmieniasz dziewczyny jak rękawiczki i bawisz się nimi.
James skrzywił się, jego oczy pociemniały.
- Żadna z nich nie miała nic przeciwko – uśmiechnął się przerażająco.
- Nie mam najmniejszej ochoty z tobą rozmawiać. Jak przypuszczam, nigdy więcej się nie spotkamy.
Na koniec Natalie obdarzyła go chłodnym spojrzeniem, odwróciła się na pięcie i pobiegła przed siebie.
- Z tym może być problem – westchnął chłopak, odprowadzając dziewczynę spojrzeniem.
Rudowłosa do końca dnia czuła nieprzyjemny zapach pechowej uliczki.


Nazajutrz, Natalie wychodziła ze szkoły później niż zwykle z powodu zajęć klubu czytelniczego. Owinęła szalik wokół szyi, zakrywając usta i nos, po czym wyszła na zewnątrz. Tym razem nie chciała przeziębić się tak szybko jak w zeszłym roku. Na zewnątrz mróz wbijał swoje igiełki w każdy odsłonięty kawałek skóry. Lubiła jesień, ale cieszyła się, że powoli nadchodziła zima. Kochała biały puch, który zawsze zgarniała z parapetu za oknem, ale nie znosiła patrzeć na ciemnoszare breje, zalegając na chodnikach i jezdniach. A taki początek przybrała tegoroczna pora roku.
- Znowu się spotykamy, Pierwsza.
Zdrętwiała. Ten głos. Głos, którego miała nadzieję nigdy więcej nie usłyszeć. Powoli odwróciła się, by stanąć twarzą w twarz z Jamesem. Starała się ukrywać swoje zaskoczenie.
- Co ty tu robisz? – zapytała lodowato, wciskając ręce do kieszeni. Na wszelki wypadek trzymała się w bezpiecznej odległości, gdyby znowu zachciało mu się ją pocałować. Wystarczająco się wczoraj nawściekała, krzycząc w poduszkę. – Śledzisz mnie? A może… - W tym momencie gwałtowny powiew zmierzwił jej włosy i odchylił poły płaszcza chłopaka.  – Niemożliwe.
- Doprawdy, co ty robisz całymi dniami? Nigdy, nawet raz, mnie nie zauważałaś? – James uśmiechnął się smutno. – Czuję się zraniony.
- Nie rób ze mnie tej złej! – Może i nie bardzo interesowała się życiem szkolnym oraz wolała czytać książki, niż obserwować chłopców z innych klas, ale to ona była tutaj ofiarą. – Dlaczego nie zostawisz mnie w spokoju? Już dość zrobiłeś.
- Powiedzmy, że jestem zainteresowany – Chłopak posłał jej szeroki uśmiech, przez który jego oczy świeciły wesoło. – Daj się odprowadzić do domu.
- Zapomnij – mruknęła, odwróciła się ostentacyjnie i ruszyła w stronę bramy, przerzucając koniec szalika przez ramię.
Kiedy dotarła pod dom, zatrzymała się, poprawiła torbę i westchnęła cicho, przymykając oczy.
- Jak daleko masz zamiar za mną iść? – zapytała cicho.
Obok niej wyrósł James, wlokący się z tyłu przez cały ten czas. Objął ją ramieniem.
-  Ile będzie trzeba – oświadczył, jego twarz znalazła się niebezpiecznie blisko jej. Zamachała rękami i wyswobodziła się z uścisku. Zaciskając zęby, skierowała swoje kroki w stronę drzwi, zostawiając chłopaka za sobą.

Jutrzejszego poranka, Natalie – wychodząc do szkoły - znalazła kawę w styropianowym kubku na murku koło furtki. Przyczepiona kartka głosiła: Następnym razem pocałuje cię za twoja prośbą.
Syknęła zdegustowana. Wygrzebała długopis z torby i napisała na odwrocie karteczki: Jak dla mnie, możesz czekać nawet do śmierci. Przyczepiła ją do kubka i kontynuowała drogę do szkoły. Na pewno nie można jej przekupić jakimś marnym napojem.
Od tamtego poranka, na dziewczynę codziennie czekała kawa. Czasami były do niej przypięte karteczki, na które Natalie odpisywała zwykłe złośliwości albo po prostu mięła je ze złością i wyrzucała. Po pięciu dniach zrezygnowała i zaczęła pić przygotowaną kawę w drodze do szkoły. Szkoda, żeby się marnowało.
Podczas zajęć, James nie pokazał w żaden sposób, że się znają. Czasami uśmiechał się do niej albo mrugał porozumiewawczo. Natalie ignorowała zaczepki wytrwale, nie pozwalając sobie nawet na niego patrzeć. Wciąż nie mogła wybaczyć, że to właśnie James skradł jej pierwszy pocałunek. Miała to zrobić z chłopakiem, który będzie jej się podobał. Brudna uliczka i nachalny drań raczej nie były szczytem jej romantycznych marzeń.

Nadszedł jej pierwszy bal z okazji Halloween w nowej szkole. Oczywiście, nie zamierzała postawić tam nogi, ale Pixie zmusiła ją, twierdząc, że był to obowiązek nowych uczniów. W konsekwencji, opierała się o ścianę obok stołu z przekąskami, ubrana w kiepski kostium wróżki, na który składała się błyszcząca i rzucająca się w oczy, żółto zielona sukienka, krzywe skrzydła, które były dla niej stanowczo za duże, zielone pończochy i białe balerinki, o rozmiar za małe. Spojrzała krytycznie na swoje odbicie w szybie. Nie wiedziała, skąd Pixie wytrzasnęła ten kostium, ale czuła się w nim wybitnie niekomfortowo. Dlatego nie znoszę imprez, pomyślała, patrząc na tańczących uczniów.
Gdy dostrzegła zmierzającego w jej stronę kogoś w przebraniu Zorro, skrzywiła się. Gdyby ktokolwiek poprosił ją o taniec, natychmiast by wyszła, dlatego odrobinę żałowała, że nikt tego nie zrobił. Jeśli było coś, czego Natalie naprawdę nienawidziła, był to taniec. Poruszała się wtedy bardziej niezgrabnie niż zazwyczaj i bezlitośnie deptała swoich partnerów, przez co cały taniec czuła się niezręcznie.
Tajemniczy Zorro stanął przed nią, rudowłosa próbowała dostrzec w jego twarzy coś, co pozwoliłoby zidentyfikować nieznajomego. Niestety, maska udaremniła jej wysiłki.
- Przepraszam, ale…
Nie zdążyła dokończyć, ponieważ zamaskowany chwycił jej rękę i pociągnął ją na parkiet.
- Hej, co robisz?! – zawołała, lecz w tym hałasie nie słyszała nawet samej siebie. Kolorowe światła pulsowały, a jej zakręciło się w głowie od tej wielobarwności i duszności.
Chłopak chwycił ją w pasie i przyciągnął do siebie. W tych migających kolorach, Natalie widziała jedynie ciemne, błyszczące oczy, obserwujące ją uważnie. Mimo szybkiej muzyki, nieznajomy poruszał się powoli, trzymając ją na tyle mocno, aby nie mogła się wyrwać. Nie wiedziała, co ma zrobić z rękami, a co dopiero z własnym ciałem.
- Piękne wyglądasz, kiedy się złościsz – wyszeptał, pochylając się w stronę jej ucha. Ten głos!
- James! – krzyknęła, na co tylko się uśmiechnął. – Puszczaj!
- Spokojnie, przecież wiesz, że pocałuje cię tylko, jeśli o to poprosisz – wymamrotał, przyciągając ją jeszcze bliżej. – A teraz wyświadcz mi tę przysługę i chociaż raz nie protestuj. Zatańcz ze mną, Pierwsza.
Natalie umilkła i przestała się szarpać. I tak z nim nie wygra. Po prostu przetańczą kilka minut i da jej spokój, przynajmniej na dzisiaj. Niepewnie położyła dłonie na jego ramionach, odzianych miękkim, czarnym materiałem peleryny. Oczywiście, utrzymywała odpowiedni dystans. Nigdy nic nie wiadomo.
- Dlaczego Pierwsza? – Zdecydowała się odwrócić uwagę od jej okropnych umiejętności tanecznych. No i była troszkę ciekawa.
- Jesteś jedyną dziewczyną, która przeżyła ze mną swój pierwszy pocałunek – wyjaśnił i posłał jej promienny uśmiech, a w jego policzkach pojawiły się urocze dołeczki. Nawet ona musiała przyznać, że był przystojny. – Jesteś dzisiaj zaskakująco uległa, Nati.
Rudowłosa przymknęła oczy. Nikt nigdy nie skracał jej imienia, nawet Daniel i Pixie. Naprawdę go nie lubiła, zupełnie do niej nie pasowało. Chyba było zbyt poważne.
Dlaczego James musiał wzbudzać w niej emocje, jakich nie chciała doświadczać? Był takim typem chłopaka, który wykorzystuje dziewczyny, tak przynajmniej mówiły plotki. Ale czy nie powinna być ostatnią osobą, która opierałaby się na zwykłych pogłoskach?
- Wiesz, jesteś pierwszym, który skrócił moje imię – oświadczyła beznamiętnie, odwracając wzrok.
- Naprawdę? – Ton głosu Jamesa wskazywał na to, że był zdziwiony. – Natalie to urocze imię, ale Nati podoba mi się jeszcze bardziej.
- Mógłbyś określić mnie każdym innym słowem oprócz tego.
- Jesteś bardzo urocza, tylko nie zdajesz sobie z tego sprawy. I wolałbym, żeby tak zostało.
- To dlatego cały czas gapisz się na mnie w szkole? To stresujące – mruknęła naburmuszona.
- Nie mogę spędzać z tobą każdej wolnej chwili. Inaczej wszyscy dowiedzieliby się, że się znamy, a chciałbym tego uniknąć.
Natalie wbiła wzrok w jeden z guzików białej koszuli, którą James miał na sobie.
- Ach tak? – rzuciła. Dlaczego poczuła się zraniona? Nie była godna członka wielkiego zespołu i zupełnie nie powinna się temu dziwić. Dla Jamesa była interesującą odmianą, ponieważ jako jedna z nielicznych nie zaliczyła się do grupy bezmyślnych, piszących fanek. I tyle. Za kilka dni mu się znudzi. – Piosenka się skończyła. Idę.
Tym razem bez przeszkód odsunęła się od Jamesa. Odwróciła się, chcąc odejść, ale przytrzymał ją za rękę.
- Co?
Chłopak otworzył usta, ale po chwili zamknął je i potrząsnął głową.
- To nic. Baw się dobrze – uśmiechnął się, zmierzwił jej włosy, a po chwili zniknął wśród tańczących.
Rudowłosa pochyliła się, zdjęła ciasne buty i skryła się w szatni, gdzie przesiedziała resztę wieczoru, rozmyślając, co jest z nią nie tak.

Resztę weekendu po balu Natalie spędziła na rozmyślaniu o Jamesie. Mimo swojej rozbrajającej szczerości, był niesamowicie skryty. Dziewczyna nigdy by się do tego nie przyznała, ale podpytała kilka osób.
Oprócz błahych rzeczy, nie wiedziano o nim za dużo. Miał swoją grupkę oddanych fanek, które bez wahania mogłyby podać jego ulubiony kolor, film czy zespół, lecz jego pochodzenie było tajemnicą. Natalie była ciekawa, dlaczego ktoś taki zainteresował się właśnie nią. Przecież była nudziarą. Wolała czytać książki niż chodzić do klubów. Więc czemu? Nawet cień odpowiedzi nie pojawiał się w jej głowie.


Poniedziałek.
Przez tego drania straciła rachubę czasu i teraz będzie musiała się mocno postarać, aby zdążyć do szkoły. Tak się kończą nocne rozmyślania.
Trzymając grzankę w ustach, wyszła na zewnątrz i skierowała się do furtki. A przed nią stał nie kto inny jak James. Opierał się plecami o płot, który oddzielał jej dom od chodnika i jezdni, trzymając w rękach dwa papierowe kubki.
- Cześć, Nati.
Dziewczynę zaskoczył ten widok. Myśląc nad ciętą ripostą, wlazła w zamkniętą bramkę i stłukła sobie dłoń. Syknęła  i spojrzała ze złością na pechowy przedmiot. Żeby to chociaż był pierwszy raz.
Wyciągnęła grzankę z ust i zwróciła się do Jamesa, który przywdział zatroskaną minę i uporczywie wpatrywał się w jej rękę.
- Co tu robisz? – mruknęła, masując dłoń. Po prostu powinna się stąd wyprowadzić, najlepiej na drugi koniec  miasta.
- Przecież musiałem ci przynieść kawę, szczególnie, że ostatnio rzeczywiście ją pijesz. Poza tym, dzisiaj wyjeżdżam na kilka dni.
Natalie spojrzała na niego. Ciężko byłoby go rozpoznać na pierwszy rzut oka. Nosił okulary przeciwsłoneczne i czapkę z daszkiem, która zasłania znaczną część jego twarzy. To nie tak, że autentyczne się martwiła, ale ciekawiło ją, gdzie wyjeżdża w trakcie szkoły.
Dziewczyna odebrała od niego kubek i upiła łyk kawy z mlekiem. Wcześniej nie przepadała za kofeiną, ale ostatnio stało się to jej zwyczajem.
- Odprowadzę cię dzisiaj do szkoły – oznajmił James.
Spojrzała na niego gniewnie, wcale nie mając ochoty na wspólną przechadzkę.
- To dlatego się tak ubrałeś?
- Chciałbym mieć trochę spokoju.
Natalie umilkła, wbijając wzrok w kubek. No tak, na pewno nie miał zamiaru dać się przyłapać na spacerkach z nią.
- Mogę iść sama.
Chłopak zmierzwił jej włosy, za co zarobił sobie ponure spojrzenie.
Kontynuowali podróż w milczeniu. Natalie zaczęła rozmyślać o ostatniej książce, którą czytała, zapominając o swoim towarzyszu. W efekcie zaczęła niekontrolowanie chichotać.
- Hej, z czego się tak śmiejesz? – James zatrzymał się przed nią i pochylił się, spoglądając w jej oczy.
- To nic, nieważne – mruknęła, robiąc krok w tył. Wciąż nie czuła się przy nim całkowicie swobodnie. W dodatku te ciemne okulary onieśmielały ją, ponieważ nie mogła obserwować jego twarzy.
Natalie niewiele widziała przez oczy, załzawione z powodu silnego wiatru, ale przygotowywała się na docinek w jego stylu.
- Chodźmy – odezwał się, a dziewczyna przetarła powieki, czując zaskoczenie.
Dotarli w pobliże szkoły, gdzie James się zatrzymał.
- Dalej idź sama. – Rudowłosa zmarszczyła czoło, patrząc na niego. Wydawał jej się nieobecny, prawie w ogóle jej nie dokuczał. To dlatego była tak zaskakująco spokojna.
Już wcześniej zauważyła, że nie miał na sobie mundurka, więc pewnie nie wybierał się na zajęcia.
- Gdzie tak właściwie jedziesz? – zapytała, z pozoru obojętnym głosem.
- Do rodziny, muszę coś załatwić – odparł nieprzytomnie, wzrokiem błądząc gdzieś w oddali.
Natalie wzruszyła ramionami, po czym odwróciła się z zamiarem odejścia.
- Uważaj na siebie – James musnął jej ramię palcami. Wyczuła niepokój w jego głosie.
Spóźniła się piętnaście minut.

Przez kilka kolejnych dni, Natalie nie potrafiła się na niczym skupić. Nie mogła nawet przeczytać swojej ulubionej książki. Znała powód takiego stanu rzeczy i była zła na Jamesa. Nie było od niego znaku życia od czasu, kiedy odprowadził ją do szkoły. Może nie przejmowałaby się tym tak bardzo, gdyby nie jego fanki, które wszczęły alarm. Rudowłosa prychała ze złością, słysząc o ich poczynaniach. James miał swoje życie, nie mogła zrozumieć, jak te dziewczyny były w stanie wtrącać się w nie z taką łatwością.
Prawdą było, że odczuwała jego nieobecność. Brakowało jej codziennej kawy, zaczepek, ukradkowych spojrzeń. Kiedy tylko o tym wspominała, jej serce zaczynało szybciej bić. Nie znała tego uczucia i zupełnie jej się ono nie podobało. Raz nawet śniło jej się, że znowu ją pocałował. Do rana nie mogła już zasnąć.
Po tygodniu jego nieobecności, Natalie siedziała na krześle z głową opartą na ławce, po kolejnej bezsennej nocy. Nawet w szkole nie potrafiła uważać na lekcjach. Ten chłopak ją zrujnuje.
- Nad czym tak myślisz? – zapytała Pixie, siadając obok niej i bawiąc się rękawem swetra.
- Chcę mi się spać – rudowłosa ziewnęła szeroko, nawet nie trudząc się zakrywaniem ust.
- Idziemy w piątek do Fantasy. Ma być występ Free, ale nie wiadomo, czy James się pojawi, więc może być niezła akcja. Chcemy popatrzeć z Danielem, a Simon i Michael wspominali, że też wpadną.
Natalie poderwała głowę z ławki.
- Idę z wami – zdeklarowała bez namysłu. Natychmiast przeszła jej ochota na drzemkę.

W końcu nadszedł piątek, cały tydzień dłużył się niemiłosiernie. W klubie była już wiele razy, ale nigdy na występie Free. Ubrana w zwykłe jeansy i szarą, porozciąganą bluzę czekała pod wejściem na resztę. Przy okazji rozglądała się dokładnie, zupełnie bez powodu. A przynajmniej tak sobie wmawiała.
W środku, Pixie zmierzyła jej ubranie sceptycznym spojrzeniem, komentując je jedynie ciężkim westchnieniem.
- Usiądźmy bliżej – zaproponował Michael i zaczął przeciskać się w stronę wolnego stolika. Natalie usiadłaby jeszcze bliżej, ale wolała o tym nie wspominać.
- Jesteś dzisiaj strasznie podekscytowana – odezwał się Daniel, kiedy zajęli miejsca, a Simon udał się po napoje. – Coś się stało?
- Nigdy nie słyszałam, jak grają. – Wzruszyła ramionami i od teraz pory starała się kontrolować swoje nerwowe podrygi.
- To do ciebie niepodobne.
Dziewczyna zaśmiała się niepewnie, kiedy przed oczami stanął jej James. Kilka minut później, światła skierowały się na scenę. Natalie wyprostowała się na swoim krześle. Na środek wyszedł cały zespół, rudowłosa dostrzegła wśród nich Jamesa. Rozległ się pisk fanek, które rzuciły się w stronę sceny. Nieświadomie, Natalie odetchnęła z ulgą.
Kiedy obserwowała Jamesa, dotarło do niej, jak bardzo jej go brakowało. Teraz, gdy widziała te energiczne ruchy podczas jego gry na perkusji, czuła, że mogłaby latać. Natalie nie sądziła, że kiedyś odkryje źródło tego dziwnego uczucia, ale teraz śmiało mogła je odgadnąć. Chyba się zakochała.
To odkrycie lekko nią wstrząsnęło. Nie myślała o chłopakach, nie miała nic do powiedzenia Pixie, kiedy zaczynała mówić o przystojniakach ze szkoły. Jeszcze bardziej zaskoczyło ją, że to akurat James był obiektem jej uczuć. Ich pierwsze spotkanie odbiegało od normalności w każdy możliwy sposób, ich rozmowy pełne były zaczepek i przekomarzań. Jak mogłaby się w nim zakochać?
Teraz wiedziała dlaczego. Nie potrafiła tego wytłumaczyć logicznie, ale przeczytała na tyle dużo książek, żeby być świadoma tego, co czuje. James był jednym z nielicznych chłopaków, przy których mogła zachowywać się tak bardzo swobodnie i wypowiadać szczerze swoje myśli. Do tej pory jedyną taką osobą był Daniel, a jednek nie czuła nic podobnego w stosunku do niego.

Po skończonym występie, zespół zszedł ze sceny do rozwrzeszczanych dziewczyn. Natalie obserwowała to z niechęcią. Czyżby była zazdrosna?
- Jednak James się pojawił – odezwał się Michael. – Liczyłem na jakąś ciekawą akcje.
- I tak zagrali całkiem dobrze – odparł Daniel. – Co nie zmienia faktu, że nie lubię ich jako osób.
Natalie skrzywiła się nieznacznie, co nabrało więcej znaczenia, kiedy wszystko było jasne i klarowne w jej głowie.
- Idę do toalety. – Podniosła się z miejsca i pospieszyła w stronę tłumów. Próbowała coś dostrzec, ale nawet stojąc na palcach, widziała niewiele przez las rąk. Nie przypuszczała, że mogą być aż tak sławni.
Zrezygnowała z tego. Powinna poczekać na zewnątrz, a najlepiej spotkać się z nim jutro. Jednak, nie była pewna, czy wytrzyma jeszcze jeden dzień po ostatnich dwóch tygodniach. Z żelaznym postanowieniem przepchnęła się przez wszystkich i wypadła na zewnątrz. Zadrżała z zimna przez nagłą zmianę temperatury. Założyła kaptur i zgarbiła ramiona. Może mogłaby pójść pod tylne drzwi, skąd na pewno będą wychodzić. Obeszła budynek, aż odkryła wyjście, nie rzucające się w oczy. Wzruszyła ramionami i oparła się o ścianę obok.

Trzęsła się jak osika, aż w końcu usłyszała skrzypienie. Drzwi otworzyły się, wypadł przez nie ktoś, kogo Natalie rozpoznała po czapce, którą miał dwa tygodnie temu. Zrobiła krok w jego kierunku. Podskoczył zaskoczony, a rudowłosa zaśmiała się w duchu.
- Zaskoczyłaś mnie – odezwał się. – Trochę mi się śpieszy, jest pewna osoba, którą muszę zobaczyć. Chcesz autograf, zdjęcie?
A więc jej nie poznał. I był zbyt pewny siebie, sądząc, że każda dziewczyna chce jego autograf.
Prychnęła w myślach.
- Wiesz, zastanawiałam się, gdzie się podziałeś. Twój fanklub tworzył najróżniejsze historie. – Rudowłosa zrzuciła kaptur, nie przejmując się rozgardiaszem na swojej głowie.
- Natalie? – James zamrugał zaskoczony. – Co tu robisz?
- Często przychodzę do klubu – prychnęła. – Więc, co to za osoba, którą tak pilnie musisz zobaczyć?
- Jestem pewien, że ją znasz. Lubi moją kawę.
- Och, to ty robiłeś kawę? – zamrugała zaskoczona. A planowała być poważna i nie dać się niczym zaskoczyć.
- Oczywiście. – Chłopak wypiął dumnie pierś. – Nie dałbym ci do picia jakiegoś taniego świństwa.
Natalie parsknęła śmiechem, zasłaniając usta dłonią.
- Hej, zaśmiałaś się. – James wskazał na nią palcem, wydawał się zaskoczony.
Może potrzymam go jeszcze trochę w niepewności?
- Wcale nie. – Posłała mu złośliwe spojrzenie.
- Czyżbyś za mną tęskniła?
- Nigdy w życiu.
James westchnął zrezygnowany. Zdjął czapkę i założył jej na głowę.
- Przeziębisz się – mruknął. – Chyba powinienem dać sobie spokój, co?
Natalie zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc, co ma na myśli.
- Co?
- Z tobą. Dać ci spokój. – Pokręcił głową. – To chciałaś mi dzisiaj powiedzieć, zgadza się? Dlatego przyszłaś.
Dziewczyna przygryzła wargę, czując, że na jej policzki wypływa rumieniec. Nasunęła czapkę niżej.
- Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? – zapytała cicho, nie chcąc zdradzić się swoim głosem.
- Kiedy wpadłem na ciebie w księgarni?
Spojrzała na niego spode łba.
- Chyba, kiedy prawie mnie staranowałeś, próbując uciec przed piszczącymi fankami.
- Szczegóły wypadły mi z głowy. – Machnął ręką lekceważąco, uśmiechając się lekko.
- A pamiętasz, co było potem? – Natalie odwróciła wzrok.
- Jasne, że pamiętam. Takich rzeczy się nie zapomina. – James wyglądał na zadowolonego z siebie, bezczelny. – Do czego zmierzasz?
- Pierwsza kawa, którą mi przyniosłeś – powiedziała. – I notka, że pocałujesz mnie tylko na moją prośbę.
- Odpisałaś, że mogę czekać do śmierci. To chyba się zgadza. – Pstryknął ją w ramię.
Natalie planowała powiedzieć coś najbardziej zawstydzającego w jej życiu i właśnie próbowała zebrać się na odwagę, a ten pacan wszystko utrudniał.
- James – wymamrotała, podnosząc głową i spoglądając na niego.
- Źle się czujesz? Chyba masz gorączkę – Przyłożył jej rękę do czoła, które było rozpalone, ale tylko i wyłącznie z jego winy.
Dziewczyna straciła resztki cierpliwości.
- Pocałujesz mnie wreszcie, idioto?! – zawołała. Jęknęła zaskoczona i zakryła usta rękami. Mogłaby się teraz zapaść pod ziemię z radością.
Nieśmiało spojrzała w górę. James spoglądał na nią ze zdumieniem, wciąż przyciskając dłoń do jej czoła. Jeśli teraz czegoś nie zrobi, to ona spali się ze wstydu.
Nagle James uśmiechnął się szeroko i Natalie mogła podziwiać dołeczki w jego policzkach. Nim zdążyła jakoś zareagować, przyciągnął ją do siebie i spojrzał prosto w jej oczy.
- Myślałem, że nie mam żadnych szans – szepnął i pogłaskał jej policzek. Rudowłosa czuła szybkie bicie serca, kiedy James ją pocałował. Jego miękkie wargi dotknęły jej. Czuła przyjemne ciepło, rozgrzewające całe jej ciało, kiedy w końcu mogła pocałować chłopaka, który jej się podobał.

Byli razem miesiąc. Natalie zgodziła się, żeby na razie ukrywać ich związek, aby uniknąć rozgłosu. Najpierw chcieli się tym nacieszyć w spokoju. Natalie, jak zawsze, codziennie rano odnajdywała kawę od Jamesa. Spotykali się najczęściej w jej domu, a przede wszystkim bez przerwy wysyłali sobie wiadomości. Dziewczyna czuła się, jakby była w innej rzeczywistości niż reszta otaczającego ją świata.
Mimo to, ostatnio męczyła się ciągłym ukrywaniem. Chciałaby po prostu pójść z Jamesem do kina, nie przejmując się, że ktoś go rozpozna. Również jej przyjaciele zaczynali podejrzewać, że wcale nie znikała, żeby poczytać książkę. Naprawdę nie chciała ich okłamywać.
James był drugą osobą po Danielu, której opowiedziała o swoich bolesnych przeżyciach. Kiedy o tym usłyszał, był tak wściekły, że chciał znaleźć jej prześladowców, a Natalie nawet nie chciała sobie wyobrażać, co by wtedy zrobił. Dlatego skutecznie wybiła mu to z głowy, mówiąc, że to przeszłość. Przyciągnął ją wtedy do siebie, głaskał po włosach i Natalie czuła się najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem.

Zbliżała się czterdziesty dzień ich związku, kiedy Natalie postanowiła zrobić niespodziankę Jamesowi i pojawić się w jego domu. Wyłudziła adres od asystentki sekretarki i od razu się tam udała. Chłopak mówił, że nie czuje się zbyt dobrze i dzisiaj zostanie w domu, więc martwiła się i postanowiła zobaczyć, czy może mu jakoś pomóc.
Szła chodnikiem, rozglądając się po bogatej dzielnicy, gdzie James najwyraźniej mieszkał. To dziwne, że, po tak długim czasie, ani razu u niego nie była. Zmarszczyła brwi, kiedy niedaleko ujrzała dom z takim samym numerem, jaki widniał na kartce w jej dłoni. Uśmiechając się coraz szerzej, ruszyła w jego kierunku.
W pewnym momencie zauważyła coś, co kazało jej się zatrzymać. Przed bramą domu stał James. Uśmiech Natalie spełzł na ten widok. Była świadkiem dość jednoznacznej sceny, w której główną rolę odrywała nieznajoma dziewczyna i jej chłopak. Obejmowała go ciasno i trzymała usta przy jego szyi. Nie widziała twarzy Jamesa, ale sądząc po jego mocnym uścisku, odwzajemniał gorące uczucia.

Natalie poczuła cos ciepłego na policzku. Dotknęła go zaskoczona i zobaczyła mokre ślady na palcach. Dawno nie płakała.
Wróciła do domu i spędziła całą noc, szlochając w poduszkę. Nazajutrz wyglądała niczym zombie, nie przespawszy nawet minuty. Wiedziała, że nie mogła dać po sobie nic poznać, więc nałożyła makijaż i perfekcyjnie wyprasowany mundurek. Kiedy wyszła na zewnątrz i zobaczyła kubek, stojący na murku, przed jej oczami rozkwitł obraz, który wczoraj zobaczyła. Chwyciła kawę ze złością i ruszyła do szkoły. Wyrzuciła ją do pierwszego śmietnika.
W szkole, Pixie i Daniel patrzyli na nią z niepokojem.
- Co się stało, Natalie? – Brunetka chwyciła jej dłonie.
- Nic mi nie jest, naprawdę – wymamrotała. – Czytałam książkę i się wzruszyłam. Znasz mnie.
Pixie posłała jej ostatnie zatroskane spojrzenie, ale rudowłosa je zignorowała. W jej głowie powoli powstawał pewien plan i tylko on trzymał ją przed ostatecznym załamaniem.

Kilka dni później, opowiedziała wszystko Danielowi. Od samego początku. Był naprawdę zaskoczony, ale zaskoczenie przerodziło się w gniew, kiedy zdławionym głosem Natalie wyznała mu najgorsze. Od razu zgodził się na jej plan zemsty, chociaż poradził, aby jeszcze się nad tym zastanowiła.
Jednak dziewczyna nie miała takiego zamiaru. Przez Jamesa cierpiała teraz o wiele bardziej niż lata temu, kiedy ciągnęli ją za włosy, popychali i bili po lekcjach, mówiąc, że byłoby lepiej gdyby umarła. W tej chwili wiedziała, dlaczego tak bardzo chciał ukrywać ten związek. Jeśli i tak planował być z jakąś inną flądrą, to po co miał dać światu znać, że związał się z taką nudną, szarą myszką jak ona. To miało sens i Natalie była zła na siebie, że dała się tak nabrać. Trzymała się gniewu, kiedy odpisywała mu na wiadomości, piła kawę i rozmawiała przez następnie dni. Aż nadszedł dzień jej zemsty.
W sobotni poranek umówiła się z Jamesem, że przyjdzie do niej popołudniu. To, co planowała zrobić przerażało ją, ale tym razem nie chciała być ofiarą. Robiła to dla siebie, nie dla niego.
Daniel przyszedł wcześniej, razem stali przed domem, oparci o płot.
- Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? – zapytał.
- Nie – mruknęła. – Ale nie mogę zawsze być ofiarą.  Zawsze to ja kończyłam zraniona, więc to nie ma znaczenia. W dodatku, jeśli byłam tylko zabawką Jamesa, to moja zemsta go nie zaboli.
- Natalie, będzie dobrze. To minie – Daniel objął ją ramieniem. – Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć.
- Wiem i dziękuje, że się na to zgodziłeś.
Telefon Natalie zawibrował. Otworzyła wiadomość i rzuciła znaczące spojrzenie przyjacielowi. Tylko na nim mogła w tej chwili polegać.
- Zaraz tu będzie – odezwała się cicho. – Przygotuj się.

Kilka minut później, Natalie ze zdenerwowaniem obejmowała Daniela i przyciskała usta do jego policzka. Zdała sobie sprawę, że nie powinna tego robić, ale teraz było za późno, żeby się wycofać. Gdy oderwała się od przyjaciela, dostrzegła Jamesa kilka kroków dalej. Patrzył na nią z szokiem wypisanym na twarzy. W ręce trzymał kubek z kawą. Natalie miała ochotę zwinąć się w kłębek i płakać. Zamiast tego, podeszła do swojego chłopaka, nonszalancko ocierając usta.
- Zgaduje, że to koniec – szepnęła. – Zmęczyłam się tym. Nawet nie mogliśmy pójść na normalną rankę. Poza tym, do Daniela czuje coś więcej. Wiesz, było miło, naprawdę – uśmiechnęła się, co kosztowało ją wiele wysiłku.
James patrzył na nią, jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Natalie zastanawiała się, czy zraniła go chociaż odrobinę.
- Rozumiem. – Wyciągnął w jej stronę kawę. – Możesz dać Danielowi – posłał jej krzywy uśmiech.
James odwrócił się i odszedł, by po chwili zniknąć za zakrętem. Rudowłosa wbiła wzrok w kubek, czując wzbierające łzy. Poczuła obejmujące ją ramiona i pozwoliła Danielowi się przytulić. Zaczęła otwarcie płakać, mocząc jego kurtkę. Kurczowo ściskała w rękach kubek, wiedząc, że to ostatnia kawa Jamesa, jaką dane jej będzie wypić. I ten fakt nie powinien tak boleć.

Kolejnego dnia James nie pojawił się w szkole. I kolejnego. I kolejnego, aż do końca roku szkolnego. Natalie nie była pewna, czy cierpiałaby bardziej, widząc go na co dzień w szkole. Faktem było, że ból ściskający jej serce wciąż trwał, ale po kilku miesiącach nauczyła się go ignorować. Nie mogła się jednak powstrzymać przed wspominaniem chwil z Jamesem, chociaż było ich tak niewiele. Śmiała się przez łzy, odtwarzając na nowo ich pierwsze spotkanie.
Free znalazło nowego perkusistę, ale zapowiedzieli, że James na pewno wróci. Przez pierwszych kilka tygodni Natalie nie była w stanie ich słuchać, ani nawet chodzić do klubu. To przecież na jego tyłach przeżyła swój prawdziwy pocałunek. W efekcie pogrążyła się w świecie fantazji, czytając książki, oglądając filmy i seriale – wszystko, co pomogłoby jej nie myśleć o tym przez chwilę.

Wszyscy byli zszokowani, kiedy na początku września w szkole pojawił się James. Natalie była zupełnie nieprzygotowana na to spotkanie, więc, kiedy zobaczyła go na akademii, zastygła w bezruchu. Wszystkie emocje uderzyły w nią z prędkością rozpędzonej ciężarówki. Z przerażeniem wpatrywała się w twarz, która nie zmieniła się prawie w ogóle.
Jednak, już podczas kolejnych dni mogła się przekonać, że James jednak nie był taki sam. Jego spojrzenie było inne, zamiast wesołych oczu, spoglądał na wszystkich zimnym, pustym spojrzeniem, które w połączeniu z jego stałym uśmieszkiem, tworzyło straszliwą mieszankę. Na co dzień, Natalie widziała go z ustami wykrzywionymi w ironicznym uśmiechu, tak obcym na jego twarzy. Im bardziej ponurego go dostrzegała, tym boleśniej jej stara rana otwierała się. Starała się ignorować chłopaka, ale zawsze w jej oczach wyróżniał się z tłumu. Z zaskoczeniem stwierdziła, że słuchanie Free w starym składzie jest w stanie znieść, chociaż nie przez dłuższy czas, ponieważ nawet sposób grania Jamesa się zmienił. Roztaczał wokół siebie aurę, która przygnębiała ją straszliwie.
Natalie miała wrażenie, jakby to wszystko było jej winą. A przecież to on ją zdradził, wykorzystał. Chciała tylko, żeby poczuł chociaż jedną dziesiątą tego, co ona czuła, kiedy zobaczyła go z tą dziewczyną. Wciąż go kochała, nie była głupia, potrafiła to przed sobą przyznać. Jednocześnie, nienawidziła Jamesa za to, że nawet nie był zły, kiedy zobaczył ją tamtego dnia.
  
Dwa tygodnie po rozpoczęciu roku szkolnego, wpadła na niego, kiedy wracała z klubu czytelniczego. Szkoła była już pusta, więc jej cichy okrzyk odbił się echem od ścian. Otrząsnęła się z zaskoczenia i zamarła na jego widok.
- Wróciłeś – powiedziała cicho, starając się na niego nie patrzeć. Rozmawiała z nim po tylu miesiącach, wydawało jej się to kompletnie nierealne.
- Tak – odparł. – Tęskniłaś?
Kątem oka dostrzegła krzywy uśmiech, którego w ogóle nie miała ochoty oglądać. To nie był ten sam James, ale, o bogowie, wciąż go kochała. Nawet pomimo tego, że za każdym razem, kiedy o nim myślała, przed oczami miała scenę z tamtego dnia – jego w objęciach innej dziewczyny.
Natalie odważyła się na niego zerknąć. Obserwował ją ciemnymi oczami, z których nie potrafiła nic odczytać.
- Muszę iść – wymamrotała, zakładając kaptur, bezpiecznie zasłaniający jej twarz. – Cześć.
Wyminęła go, zmierzając do wyjścia, ale złapał ją za ramie.
- Natalie… - zaczął miękko, po czym zawahał się. – Pozdrów Daniela – zakończył sucho i uwolnił ją, po czym odszedł.

Rudowłosa stała w ciemnym korytarzu, wbijając wzrok w jego plecy. Gdzie się podział jej James? Uderzyła dłonią policzek, odganiając niechciane myśli. A jednak cierpiała bardziej, kiedy mogła widzieć go na co dzień.

4 komentarze:

  1. Jedno słowo.
    Zajebisty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja postaram się wykrzesać więcej niż jedno słowo, bo nie istnieje takie które mogłoby godnie opisać ten przecudny, wspaniały, wzruszający i poruszający rozdział.
    Bardzo współczuję Natalie, że miała tak ciężko w podstawówce, dzieciaki potrafią być okrutne i wyrachowane, nawet jeśli nie znają definicji takiego słowa. Strasznie mnie to denerwuje i rozwściecza, więc tym bardziej szkoda mi Natalie, bo nie zasłużyła na takie traktowanie. Nie dziwię się też, że zrobiła się po prostu wredna, bo to najlepsza obrona. Bardzo się więc ucieszyłam, gdy znalazła paczkę przyjaciół :)
    Spotkanie z Jamesem, naprawdę jak z romansu ;D James jest wyraźnie pewny siebie, ale potrafi być czarujący i uroczy, i jak widać wie jak zawrócić w głowie nie tylko swoim fankom, ale również takiej hardej dziewczynie jak Natalie. Codziennie kawa, czasami z liścikiem, to naprawdę działa na dziewczynę, nie ważne jak twarda stara się być.
    Wzruszył mnie moment z wyjazdem Jamesa i dwa tygodnie później jak Natalie poszła na koncert i akcja z tyłu klubu, normalnie cieszyłam się jak dziecko, które dostało duuuuużego lizaka <3
    No i jak to w okruchach życia bywa, tak i tutaj serduszko mi zadrżało, łezka się w oku zakręciła, gdy Natalie zobaczyła zdradę Jamesa. Nie dziwię jej się, że postanowiła się zemścić, ale bardzo mnie zdziwiła długa nieobecność Jamesa po tym i ciekawi mnie gdzie zniknął i co robił przez ten czas. Piękna, wspaniała historia, 3 RAZY TAK, PRZECHODZISZ DALEJ xD Jestem pod ogromnym wrażeniem i szybko mi to nie minie <3 Czekam na kolejny rozdział, i niechaj będzie równie długi jak ten <3 Kocham i wielbię :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz dopiero rozkręciłaś akcję! Od początku historia Natalie zaciekawiła mnie, ale nie sadziłam, że przybierze ona formę ciekawszej od pary głównych bohaterów. Rozdział jeden z najlepszych, świetnie napisany i niebywale zajmujący. Niecierpliwie czekam na kolejny - mam nadzieję, że równie długi!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta historia była naprawdę, naprawdę wzruszająca... Czemuż James nie chciał nikomu powiedzieć o ich związku, wydawali się taką uroczą parą! I mam też niejasne wrażenie, że ta zdrada Jamesa to jakaś koszmarna pomyłka... I jeszcze ta jego przemiana! To smutne, naprawdę smutne... W dodatku Natalie i on tak naprawdę niczego sobie nie wyjaśnili...
    Ale rozdział świetny ;)

    OdpowiedzUsuń