logo

5/11/2014

Rozdział XI "Skrzypce i poważna rozmowa"

I znowu taka długa przerwa, wybaczcie mi! Ten rozdział może nie jest najdłuższy, ale następny już taki będzie :)
Bez zbędnego przedłużania, enjoy!

***


Po wysłuchaniu historii Natalie, Rose nie czuła nic poza zaskoczeniem. Nie przypuszczała, że dziewczyna mogłaby przejść coś takiego. Z drugiej strony, czego mogła się spodziewać po jednym z członków tego cholernego zespołu.
Siedziała na fotelu, tuląc do siebie poduszkę. Patrzyła na rudowłosą, która zajmowała miejsce w kącie koło drzwi, jak najdalej od nich. Natomiast Pixie skuliła się na łóżku, wzrokiem lustrując sufit.
- Nie wiem, co powiedzieć – odezwała się Rose cicho.
Natalie machnęła rękami.
- Nie musisz nic mówić, naprawdę – wymamrotała zakłopotana. – Chciałam tylko, żebyście wiedziały.
- Nie wierzę, że to zrobiłaś, Natalie.
Rose zwróciła wzrok w stronę Pixie, która teraz siedziała wyprostowana jak struna, zaciskając dłonie  w pięści.
- O czym mówisz? – Natalie wyglądała na zaskoczoną, podobnie jak Rose.
- Dlaczego powiedziałaś tylko Danielowi?
- Jest moim przyjacielem. Poza tym, tylko on mógłby mi pomóc.
- Tak myślałam. – Pixie nigdy nie wyglądała tak poważnie. Wpatrywała się w Natalie chłodnym spojrzeniem. – Nigdy nie pomyślałaś, że możesz go zranić? Że może poczuć się wykorzystany?
- Dlaczego miałby się tak poczuć?
- Właśnie dlatego wszyscy prędzej czy później zostawiali cię w gimnazjum – syknęła brunetka i zerwała się z miejsca. – Jesteś emocjonalnym zerem. Nie rozumiesz ludzi.
Przez sekundę Natalie wyglądała, jakby ktoś ją spoliczkował, ale chwilę później Rose nie była pewna, czy aby jej się to nie przewidziało.
Rudowłosa podniosła się.
- Tak, masz rację, nie rozumiem – Odwróciła wzrok w stronę okna. – Ale wiesz co? Zaczynam się tym cieszyć.
- Dziewczyny, przestańcie – wtrąciła Rose niepewnie, unosząc ręce w uspokajającym geście. Nie wiedziała, jak mogłaby je powstrzymać. Obie znały się dłużej i miała wrażenie, że to coś więcej niż zwykła sprzeczka.
- Przestanę, kiedy ona zrozumie, co zrobiła – syknęła Pixie w stronę Natalie, która na nią nie patrzyła. – Nawet boisz się spojrzeć mi w oczy.
Pixie zerwała się z łóżka, rzuciła przyjaciółce ostatnie gniewne spojrzenie, po czym opuściła pokój, a Rose słyszała jedynie jej gniewne kroki.
Zapadła niezręczna chwila, którą po kilku długich sekundach przerwała rudowłosa.
- Na czym to skończyłyśmy? – uśmiechnęła się, a Rose dałaby się nabrać, gdyby nie była świadkiem całej sytuacji.
Podeszła do dziewczyny i położyła jej rękę na ramieniu.
- Jestem pewna, że Pixie miała swoje powody – powiedziała cicho, myśląc o jej uczuciach do Daniela.
- Pewnie tak, ona nie wścieka się bez powodu. – Jej uśmiech szybko zniknął. – Czy ty też uważasz, że wykorzystałam Daniela? Sama nie wiem, co mam myśleć.
- Może powinnaś z nim porozmawiać – zaproponowała Rose, chociaż nie bardzo wiedziała, co o tym wszystkim sądzić. Nie mogła opowiedzieć się po żadnej ze stron.
- Nie potrafię przeprowadzać poważnych rozmów. Nawet nie wiesz ile wysiłku włożyłam, żeby wam to dzisiaj opowiedzieć. Nie dość, że James od września prześladuje mnie na każdym kroku, to jeszcze teraz Pixie jest na mnie zła. Życie jest naprawdę skomplikowane.
- Musisz się przełamać, Natalie. Nie możesz uciekać cały czas.
Alter-ego patrzyło na nią z dezaprobatą, zakładając ręce na piersi. Tak jakby rzeczywiście miała prawo dawać rady tego typu. To Pixie powinna być na jej miejscu, potrafiąc rozbawić i pocieszyć. Od dawna nie czuła się tak bezużyteczna.
- Dziękuje, Rose.
- Za co? – zapytała zdumiona.
- No wiesz, jesteś tutaj i wtedy mogę o tym wszystkim nie myśleć. To wystarcza – Natalie oparła głowę na jej ramieniu.
Rose uśmiechnęła się blado. Może jednak nie była taka beznadziejna.

Następnego popołudnia praca w kawiarni nie sprawiała jej trudności. Ucząc się od Melanie i Elizabeth, zaczęła przyjmować swoich pierwszych klientów i zapoznawać się z pracą kelnerki. Wbrew pozorom, nie przejmowała się swoim strojem tak bardzo, jak myślała. Była świadoma, że męska część klienteli nie patrzy na nią niewinnym wzrokiem, ale żaden z nich nie przekroczył granicy i nie zapowiadało się, żeby to zrobił. W końcu mogła się zrelaksować.
- Dobrze sobie radzisz, Rose – odezwała się do niej Melanie, kiedy szła w stronę jednego ze stolików, aby odebrać zamówienie. – Poprzednia nowicjuszka szybko wyleciała, ale myślę, że ty dasz sobie radę.
- Dziękuje. – Rose uśmiechnęła się, ale tknął ją niepokój w związku z jej poprzedniczką. Wydawało jej się, że do tej pory sobie radziła, ale może się myliła? Jej alter-ego zaczęło panikować, dzięki czemu realna Rose mogła zachować zimną krew. Czasami posiadanie drugiej siebie z tyłu głowy było przydatne.
Reszta jej zmiany przeleciała naprawdę szybko i zanim się spostrzegła, musiała tylko wynieść śmieci i mogła wracać do domu. To cudowne uczucie, kiedy jesteś wolna od jakichkolwiek obowiązków i masz resztę wieczoru dla siebie. Chociaż tak pomyślała, w jej głowie wciąż centralne miejsce zajmowała kłótnia Pixie i Natalie.
Pogrążając się w myślach, Rose targała za sobą ogromny worek w stronę metalowych koszy, stojących koło tylnego wejścia do kawiarni. Z niemałym trudem wrzuciła go do środka, otrzepała ręce i skierowała się z powrotem w stronę tylnych drzwi. Usilnie próbowała wymyślić coś, żeby pogodzić dziewczyny.
Stanęła przed drzwiami i sięgnęła do klamki. W ostatniej chwili udało jej się odskoczyć od drzwi, otwierających się od środka. Z duszą na ramieniu, miała zamiar porządnie ochrzanić nieznajomego, kiedy spostrzegła, że to Elizabeth. Na widok parcelowanej, drobnej twarzy okraszonej przerażeniem, od razu przeszła jej ochota na jakiekolwiek kazania.
- Przepraszam – pisnęła dziewczyna, zakrywając usta dłońmi. – Nie chciałam. Przepraszam.
Rose zrobiło się głupio, że chciała na nią naskoczyć.
- Nic się nie stało, naprawdę – uśmiechnęła się, nie chcąc przestraszyć jej jeszcze bardziej
- Jestem taka niezdarna, przepraszam – Trzęsła się jak osika, a w jej oczach błyszczały łzy.
Zmieszana Rose rozglądała się wokoło, szukając pomocy. Nie wiedziała jak zachowywać się w takich sytuacjach. Dziewczyna była naprawdę nieśmiała, a raczej bała się każdej nowo poznanej osoby.
- Pójdę już – szepnęła Elizabeth cieniutkim głosem. – Przepraszam. – Skłoniła głowę i wyminęła ją szybkim krokiem, po chwili znikając za rogiem.  
Pokręciła głową. Pracowała z dość specyficznymi osobami. Amelia była wesołą kobietą, której umysł prawdopodobnie zatrzymał się na poziomie piętnastolatki, co nie oznaczało, że była nieodpowiedzialna czy dziecinna. Wręcz przeciwnie, skrupulatnie zajmowała się kawiarnią.
Melanie, typowa chłopczyca (co nie przeszkadzało jej pracować w roli pokojówki), konkretna i surowa dziewczyna, obchodząca się z klientami łagodnie, lecz z dyscypliną.
I w końcu Elizabeth, której Rose nie potrafiła jednoznacznie opisać. Nastolatka wyglądała na niewinne dziecko, pomimo swojego wieku. Do pracy przychodziła niezauważona i również niezauważona z niej znikała. Nie odzywała się, chyba, że było to konieczne. Od ich pierwszego spotkania nie powiedziała w kierunku Rose ani jednego słowa, skupiając się tylko na nieśmiałych uśmiechach i cichych słowach w stronę klientów. 
Ostatnim pracownikiem był kucharz, którego Rose poznała dopiero dzisiaj. Nazywał się Garret i prawdopodobnie był mistrzem w swojej dziedzinie. Stwierdziła to po skosztowaniu ciasta jego roboty, rozpływającego się w ustach. On także był osobliwym członkiem personelu. Przygotowując zamówienia pogwizdywał i śpiewał, wycierając ręce w różowy fartuch wyszywany czerwonymi sercami. Kiedy przedstawiał się Rose, był z niego dumny, jakby się zdawało po jego wypiętej piersi.
Odkryła kawiarnie jako miejsce ciągłych niespodzianek i zdała sobie sprawę, że to najlepsza praca, jaką mogła dostać.
  
Dzień nie zapowiadał się najlepiej. Wczorajszego wieczoru nieświadomie zgodziła się oglądać horror ku uciesze ojca, więc po późnym powrocie z kina nie przespała całej nocy, otulając się kołdrą w reakcji na najcichszy dźwięk.
Jedynym plusem seansu był czas spędzony z tatą. Porozmawiali o jej szkole, nowych znajomych, a ona dowiedziała się więcej szczegółów na temat pracy ojca. Obojgu brakowało właśnie takich wieczorów, gdzie mogliby powygłupiać się jak za starych, dobrych czasów.
Jednak katastrofalnym tego skutkiem było przysypianie na przystanku wcześnie rano, co spowodowało, że dała się wepchnąć do złego autobusu. W efekcie znalazła się w zupełnie sobie nieznanej części miasta, gdzie sponiewierał ją tłum spieszących się ludzi. Przerażona, zdecydowała się na podróż taksówką, co z kolei skończyło się tym, iż wydała resztę swojego kieszonkowego. Do szkoły dotarła na drugą lekcje, gdzie zastał ją kolejny koszmar. Pixie ostentacyjnie ignorowała Natalie, która ze swojej ławki spoglądała na nią zaniepokojona.
Rose zatrzymała się w progu, nie będąc pewna, co powinna zrobić. Z opresji wybawił ją Daniel, który podszedł bliżej.
- Czemu cię nie było? – zapytał, a Rose spostrzegła, że z niepokojem spogląda na dziewczyny,
- Długa historia. – Rose machnęła lekceważąco ręką, nie chcąc eksponować, jaka z niej ofiara losu.
- Słuchaj, co się z nimi dzieje? – Chłopak dyskretnie wskazał źródło problemu. – Od rana Natalie mnie unika i nie chce ze mną rozmawiać. Kiedy zapytałem Pixie, co się stało, prychnęła na mnie i odeszła.
Rose przygryzła wargę, zakłopotana. Doskonale wiedziała, o co chodziło, ale nie powinna mówić tego Danielowi, prawda? W końcu dotyczyło to głównie jego. Nie mogła również opowiedzieć się po żadnej ze stron, jak stwierdziła wcześniej.
- Pogadam z nimi – westchnęła, przecierając oczy.
- Nie wyglądasz najlepiej, wszystko w porządku?
- To tylko nieprzespana noc – wymamrotała, ziewając.
Powłóczystym krokiem dotarła do swojej ławki, gdzie zostawiła torbę z książkami. Zerknęła na Pixie, która wbijała wzrok w książkę, której z pewnością nie czytała. Czując podenerwowanie, Rose podeszła do niej.
- Co czytasz? – zapytała od niechcenia.
- Nic specjalnego – mruknęła, po czym podniosła wzrok. – O co chodzi?
- Daniel się o was martwi, wiesz? – zaczęła Rose niepewnie, obawiając się reakcji.
- Może się martwić o Natalie, nie potrzebuje tego – Pixie zaplotła ręce na piersi, prostując się. – Nie mam ochoty rozmawiać z tym idiotą.
Rose kątem oka spojrzała na Natalie, która leżała z głową na ławce, tworząc wokół siebie aurę depresji i przygnębienia. 
- Wiem, że lubisz Daniela, więc…
- Nie! – Pixie przerwała jej gwałtownie. – Po prostu przestań, Rose. To nie ma nic do rzeczy, jeśli jest na tyle głupi, żeby dać się wykorzystywać w taki sposób.
Nie wiedziała co powiedzieć. Może powinna jeszcze porozmawiać z Natalie. Miała nadzieję, że Pixie nie pomyśli, że stanęła po jej stronie.
- Widzę, o co się martwisz – powiedziała dziewczyna. – Nie będę zła, jeśli pójdziesz z nią gadać.
Rose uśmiechnęła się do Pixie, po czym, czując jej spojrzenie, ruszyła w stronę Natalie. Rudowłosa nie zareagowała, kiedy stanęła naprzeciwko niej. Jej głowa wciąż spoczywała na ławce, a kosmyki włosów zakrywały twarz.
- Porozmawiam z Danielem – odezwała się nagle, lecz nie ruszyła się ani centymetr. – Przyszłaś mnie o to poprosić?
- Martwi się o ciebie i Pixie.
- Myślałam, o tym, co wtedy powiedziała i doszłam do wniosku, że mogła mieć rację – Jej głos był pozbawiony emocji. – Ale nie dowiem się, dopóki nie zapytam Daniela. Po prostu nie potrafię rozmawiać o takich sprawach. Tak jak nie potrafiłam tego zrobić z Jamesem, a teraz płacę tego cenę.
Rose patrzyła na nią ze współczuciem. Dziewczyna zdecydowanie nie miała lekko, a to, co zamierzała zrobić, z pewnością wymagało wiele odwagi, biorąc pod uwagę jej przeszłość.
- Minęłam się dzisiaj z Jamesem na korytarzu – Rose wyczuła uśmiech Natalie. – Spojrzał na mnie, jakby doskonale wiedział, że coś narobiłam. Przerażające, co?
- Może z nim też powinnaś porozmawiać? – zaproponowała.
- Nie ma o czym, wszystko zostało wyjaśnione, kiedy zrealizowałam swój plan – Natalie westchnęła i podniosła głowę. Na policzku miała czerwony ślad od leżenia na ławce, a zmierzwione włosy poprawiła niedbale palcami. – Pogadam z Danielem, a potem przeproszę Pixie. Trzymaj kciuki.

Lekcje minęły zdecydowanie za szybko. Rose cały ten czas uczyła się piosenki, aby zaszokować Davies’a i zdobyć trochę więcej szacunku z jego strony.  Z tego powodu nawet nie miała czasu, żeby porozmawiać z Pixie i Natalie. Właściwie, nie widziała ich dzisiaj zbyt często, więc zgadywała, że Pixie unikała Daniela, a Natalie przygotowywała się na przełomowy moment w jej życiu.
Na próbę przybyła punktualnie. Usiadła na swoim zwykłym miejscu, czekając na Williama. Miała nadzieję, że tym razem się nie spóźni, ale chyba za bardzo się łudziła. Minęło piętnaście minut, a jego nadal nie było. Rose powoli traciła cierpliwość, więc zaczęła krążyć po sali, przyglądając się instrumentom. Klub muzyczny, do którego należała w swojej szkole, był o połowę mniejszy i uboższy. Połowa sprzętu wymagała naprawy lub wymiany, nie wspominając o tym, że instrumentów było o wiele mniej niż tutaj. Gdyby nie to, co się wydarzyło, z przyjemnością dołączyłaby do tutejszego klubu, który miał o wiele większe możliwości rozwoju.
Rose chwyciła plik kartek, leżący na fortepianie. Były to nuty do kilku piosenek. Ciekawe, kto je zostawił. Dziewczyna spojrzała na klawisze i zaczęła przyciskać je zgodnie z nutami. Wzruszyła ramionami, to były podstawowe melodie, na których uczą się początkujący. Zanim odkryła swoją miłość do skrzypiec, uczyła się gry na fortepianie.
- A zastanawiałem się, dlaczego potrafisz czytać nuty. – Dobiegł ją głos od progu. – Grasz?
Zaskoczona, odwróciła się, by zobaczyć Daviesa, który stał pod ścianą i wyjmował gitarę.
Skrzywiła się ze złością.
- Znacz definicję słowa „punktualny”? – zapytała, odkładając kartki na miejsce i zmierzając w stronę swojego krzesła.
- Musiałem coś załatwić – odparł beznamiętnie, podsunął sobie krzesło i usiadł, opierając gitarę na kolanach. - Gdzie masz tekst? Gdybym wiedział, że zgubisz, to przygotowałbym więcej kopii.
Jej alter-ego już pchnęło nożem kukłę, do złudzenia przypominającą chłopaka siedzącego przed nią.
- Nie jest mi potrzebny – prychnęła z wyższością. – Najwyraźniej, z naszej dwójki tylko ja traktuję to poważnie.
- Nie wypowiadaj się na tematy, o których nie masz pojęcia – powiedział bez emocji. Jak mógł być tak spokojny, kiedy nią aż targała złość. Zwalczała pokusę pogrożenia mu pięścią.
- Oczywiście, panie Wiem-To-Wszystko – uśmiechnęła się kpiąco. – Zacznijmy próbę.
Po piętnastu minutach Rose pomyślała, że William Davies to niezłe ziółko i to bardziej sprytne od niej. Mimo, że wcześniej nie wydawał się przejmować tym, co mówiła, to wiedział, w jaki sposób doskonale się zemścić. Jej gardło umierało boleśnie, kiedy wciąż kazał jej powtarzać fragmenty piosenki, nie dając ani chwili wytchnienia. Przynajmniej nie mógł wytykać nieznajomości tekstu, który opanowała perfekcyjnie, nie myląc się ani razu.
- Co jest? – zapytał. – Zmęczona?
Jej usta drżały, kiedy powstrzymywała się przed opryskliwą odpowiedzią. Nie dość, że jej gardło bolało, to jeszcze oczy szczypały z powodu poprzedniej nocy.
- Oczywiście, że nie – powiedziała cicho, nie chcąc się przemęczać.
- W przyszłym tygodniu będą próby z całym zespołem, więc bądź przygotowana – poinformował ją, sprawdzając nuty. – No to jeszcze raz – zaczął trącać struny gitary.
Rose chciała śpiewać, ale z jej ust nie wydobywały się słowa. Uniosła dłoń, żeby mu przerwać.
- Możemy zrobić małą przerwę?
- Jednak zmęczona? – posłał jej kpiący uśmiech.
Rzuciła mu spojrzenie spod byka. Koniecznie musiała się czegoś napić, a co ważniejsze, wyjść stąd, zanim go uderzy.
- Idę kupić coś do picia – oznajmiła.
 
Dokładnie wiedziała, gdzie stał automat z napojami, ponieważ Pixie często z niego korzystała. Kupiła dla siebie butelkę wody, którą od razu odkręciła i zaczęła łapczywie pić. Odetchnęła z ulgą, kiedy ulżyła swojemu gardłu. Po chwili namysłu kupiła drugą dla Williama, chcąc pokazać, że ona zawsze zachowuje się z godnością. Albo raczej tego wymagałby od niej tata, pomyślała niechętnie. Te jej dobre maniery.
Wróciwszy do sali, rzuciła wodę Davies’owi, który złapał ją w ostatniej chwili, zaskoczony.
- Jesteś mi dłużny – powiedziała, siadając na swoim miejscu. Jego zdumiona mina usatysfakcjonowała ją w pełni.
- Nie odpowiedziałaś mi na pytanie – William bawił się butelką, obracając ją między palcami. – Grasz na fortepianie?
- Nie bardzo – mruknęła, niezadowolona z tematu rozmowy. – Co prawda, kiedyś się uczyłam, ale nie jestem profesjonalistką.
- Czemu przestałaś?
Rose uśmiechnęła się do siebie, zapominając, gdzie jest, a przede wszystkim, z kim.
- Odkryłam skrzypce.
Dopiero, kiedy usłyszała te słowa, zorientowała się, co powiedziała. Na razie nie miała zamiaru nikomu mówić o swoich doświadczeniach. Dlaczego to Davies musiał być pierwszą osobą, która się dowiedziała? Mógł to wykorzystać przeciwko niej.
- W takim razie, zagraj coś – rozkazał, wskazując na instrument stojący w kącie pomieszczenia.
- Przestałam grać jakiś czas temu – powiedziała stanowczo, odwracając wzrok, który automatycznie powędrował w stronę skrzypiec, które kusiły wypolerowaną, drewnianą powierzchnią.

Natalie szła ramię w ramię z Danielem. Zaproponowała mu spacer po szkole, aby mieć szansę wcielić swój plan w życie.
- Co się stało, Natalie? – zapytał chłopak, wciskając ręce do kieszeni.
Rudowłosa utkwiła wzrok w swoich butach, które stawiały kolejne kroki. Nie potrafiła rozmawiać o poważnych sprawach,  ale wiedziała, że tym razem problem sam się nie rozwiąże. Nie chciała stracić również Pixie, nie zniosłaby tego.
- Chciałam cię o coś zapytać – wymamrotała niewyraźnie, odwracając wzrok. – Pamiętasz nasz plan zemsty na Jamesie, prawda?
- Jasne.
- Czy poczułeś się wy- wykorzystany? – zająkała się, czując jak na jej policzki wpełza rumieniec. – Tym, o co cię poprosiłam.
Wiedziała, że na nią patrzy, ale nie miała odwagi zrobić tego samego. Oblał ją zimny pot.
- Natalie, czemu o to pytasz?
- Po prostu odpowiedz, dobrze? – przymknęła oczy. – Wiesz, że stresują mnie takie sytuacje.
- Skąd ci to przyszło do głowy, rudzielcu? – parsknął, mierzwiąc jej włosy palcami. – Jesteś moją przyjaciółką, to była przysługa. Zrobiłem to, chociaż miałem wątpliwości, ale zapewniałaś mnie, że to ci pomoże. Nie możesz myśleć, że mnie wykorzystałaś.
Natalie w końcu na niego spojrzała. Uśmiechał się do niej, a ten wzrok nie mógł jej oszukać. Nawet nie zdawała sobie z tego sprawy, ale ogromny ciężar spadł jej z serca. Pierwsza część jej planu została wykonana, teraz pozostawało jej tylko przeprosić Pixie.
- Swoją drogą, kto ci podsunął taką myśl? – Natalie rozszerzyła oczy w przerażeniu. – Sama nigdy byś na to nie wpadła, więc nie próbuj się wykręcać.
- Opowiedziałam wszystko Rose i Pixie. Chciałam, żeby wiedziały i jakoś tak wyszło – zmarszczyła brwi, czekając na jego reakcje. Kopnęła kamyk, leżący na drodze.
- To Pixie, prawda? Tylko ona mogłaby pomyśleć o czymś tak irracjonalnym.
- Nie próbuj nic z tym robić, Dan – ostrzegła, spoglądając na niego surowo. – To moja wina.
- Nie miałem zamiaru, to wasza sprawa. Nie będę się wtrącać.
Natalie była z siebie dumna. Wyjaśniła sprawę z Danielem i teraz mogła się pogodzić z Pixie. Była dobrej myśli, brunetka, podobnie jak ona, nie lubiła się kłócić.

  

3 komentarze:

  1. Witam,
    trafiłam tutaj niedawno całkiem, bardzo mi się podoba, jest świetne i liczę na dalszy ciąg.... historia jest ciekawa, wspaniale piszesz, będę tutaj często zaglądać...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak naprawdę przeczytałam całe opowiadanie już wczoraj, ale przeniosłam się na telefon i nie mogłam komentować :( Postanowiłam jednak, że skomentuję teraz każdy rozdział xd
    Ta relacja Willa z Rose *o* Kocham tę dwójkę, wprost UWIELBIAM! *___* I te ich wspólne próby, mrr xd Kiedy między nimi w końcu dojdzie do jakiegoś bliższego zbliżenia? ;p

    OdpowiedzUsuń