logo

12/14/2014

Rozdział XIX "Dzień, w którym Rose zwątpiła"

Jednak rozdział napisał się wcześniej niż sądziłam. Nawet nie wiecie, jakiego zastrzyku weny dostałam w ten weekend! Ten i kolejny rozdział stworzył się praktycznie sam, dawno tak się nie cieszyłam. Kolejną aktualizację zapowiadam na 24 grudnia, wtedy złożę wam swoje super życzenia i poproszę o jakieś pomyślne w zamian :) I trzymajcie za mnie kciuki na próbnych maturach w tygodniu! Ostatnia sprawa - jak widać, zmieniłam wystrój bloga. Powinno być klimatycznie bo zima, bo święta, bla bla, ale ten szablon mnie urzekł. Muszę jedynie dopracować parę szczegółów, bo mam z niektórymi rzeczami problem, a potem będzie idealnie. Zostawiajcie opinie w komentarzach.
A teraz, bez przedłużania!


Smacznego! Możecie zostawić po sobie jakieś miłe okruszki :)



***



- A więc rozmawiałaś z Jamesem – stwierdziła tryumfująco Pixie.
Po lekcjach udały się do pobliskiego parku i usiadły na zimnej drewnianej ławce. Chciały tylko porozmawiać o sobocie bez chłopców, więc nie miały zamiaru spędzać całego dnia na zewnątrz przy tak okrutnej pogodzie.
Rose wystawiła nogi przed siebie i wpatrywała się w czubki butów. Oczywiście przysłuchiwała się wszystkiemu, ale sama powstrzymywała od mówienia. Nie była w nastroju po spotkaniu z Davisem, którego słowa wciąż tłukły się po jej głowie.
- Nie wiem, czy można to nazwać rozmową – Natalie skrzywiła się, wyciągając czerwonego lizaka z ust. – Prawie na niego zwymiotowałam.
- Co zrobiłaś?! – wykrzyknęła brunetka, patrząc na rudowłosą z niedowierzaniem.
- Tak wyszło. – Natalie wzruszyła ramionami. – Naprawdę chciałam wszystko wyjaśnić, ale nie dałam rady. Przepraszam. – Zaczęła zapamiętale ssać wiśniową kulkę, odwracając wzrok.
Pixie westchnęła.
- Przynajmniej się starałaś. Może teraz da ci spokój i nie będzie tak irytował Daniela. – Szturchnęła Rose palcem. – A ty? Czego chciał od ciebie Davies? Co robiliście w sobotę razem? Teraz jestem ciekawa! – Klasnęła w dłonie.
- Po prostu rozmawialiśmy, ale był tak pijany, że zasnął w samochodzie – poinformowała przyjaciółki, pomijając kwestię pocałunku. Po co mówić o czymś, co nie ma żadnego wpływu na jej relację z Williamem? – A dzisiaj nic ciekawego, naprawdę.
- Coś kręcisz, nowa. – Brunetka wpatrywała się w nią z troską, a Natalie przytaknęła skinieniem głowy. – I chociaż mam ochotę wyciągnąć to z ciebie siłą, poczekam.
- Pamiętaj, że zawsze możesz nam wszystko powiedzieć – zapewniła ją rudowłosa z lekkim uśmiechem.
W tym momencie Rose chciała powiedzieć im bardzo wiele, ale dziwny ucisk w klatce piersiowej znacząco jej w tym przeszkadzał.

Nadeszła środa, a więc dzień jej pracy w kawiarni. W środku tygodnia klientów nie było zbyt wiele, dlatego przez większość czasu żartowała z Melanie. Obok nich siedziała Elizabeth, która jedynie co jakiś czas chichotała cichutko, zakrywając usta drobną dłonią.
Nagły dźwięk potrąconego dzwoneczka przy drzwiach oznajmił przybycie klienta. Na zewnątrz powoli zapadał mrok, więc ruch mógł się trochę zwiększyć.
- Ja się tym zajmę – zaoferowała się Rose, coraz pewniej czując się w swojej roli. Posyłając ostatnie uśmiechy w stronę dziewcząt, pchnęła obrotowe drzwi, aby znaleźć się we właściwej części kawiarni. – Witamy pana w… - urwała, widząc znajomą twarz.
Patrzyła prosto na wielbiciela Amelii, który uśmiechał się do niej szeroko, chowając ręce w kieszeniach czarnej skórzanej kurtki.
Odchrząknęła.
- Witamy pana w naszej kawiarni – dokończyła uprzejmie, kłaniając się nisko. – Proszę za mną.
Zaprowadziła mężczyznę do stolika i położyła przed nim Menu.
- Za kilka minut wrócę po pańskie zamówienie – oznajmiła z uśmiechem, chociaż ręce pociły jej się ze zdenerwowania. Nie spodziewała się, że prześladowca Amelii się tu zjawi. Była pewna, że po odrzuconych oświadczynach nie przyjdzie do kawiarni przez długi czas.
- Nie trzeba, już wybrałem – zatrzymał ją, uśmiechając się. W jego policzkach pokazały się dołeczki, które od razu przypomniały jej Williama.
Potrząsnęła głową, doprowadzając się do porządku. To przez to, że przez ostatnie dni często o nim myślała. Domniemany Ash nie miał nic wspólnego z Daviesem, nic a nic.
- Słucham? – Przygotowała notes i długopis.
- Czarną kawę. – Zerknął na nią z tajemniczym wyrazem twarzy. – Pewnie nie mam szans zobaczyć się z szefową?
Opuściła notes i przygryzła wargę.
- Niestety pani Amelii dzisiaj nie ma – rzuciła w końcu, posyłając mu przepraszający uśmiech. Była to prawda i w pewnym sensie czuła ulgę, że kobieta akurat dzisiaj jechała zająć się sprawami w urzędzie. – Za kilka minut podam pańskie zamówienie.
Skłoniła się lekko, po czym szybko ulotniła na zaplecze.
- Czarna kawa – wymamrotała do stojącej nieopodal Melanie. – To ten Ash.
- Znowu? – Dziewczyna zmarszczyła czoło, zdezorientowana. – Szybko się chłopak pozbierał.
- Może zadzwonić do pani Amelii? – pisnęła Elizabeth, przygryzając dolną wargę.
Rose zamyśliła się, rozważając ten pomysł.
- Nie, nie ma sensu jej martwić. Jeśli długo nie będzie wracała, to może sobie pójdzie.
Po kilku minutach odebrała od Melanie filiżankę kawy, którą postawiła na srebrnej tacy obok cukiernicy.
- Życzcie mi powodzenia. – Wywróciła oczami, kierując się w stronę drzwi.
- Bądź przeurocza, to może przerzuci się na ciebie – poradziła z powagą Melanie, czochrając włosy Elizabeth, która próbowała znaleźć jakąkolwiek drogę ucieczki od nachalnej dłoni.
Rose śmiała się ze słów koleżanki jeszcze w drodze do stolika klienta. Jednak szybko przestała, kiedy Ash odwrócił się na swoim krześle i wbił w nią badawczy wzrok. Poczuła się nieswojo, taca zadrżała w jej rękach.
- Proszę, oto pańskie zamówienie – powiedziała cicho.
Przytrzymała chyboczącą się filiżankę, kładąc spodek na stoliku i uporczywie wpatrując się w ciemny płyn.
- Jak się nazywasz?
Pytanie tak ją zaskoczyło, że przez chwilę miała ochotę po prostu uciec. Ostatecznie zebrała się na uprzejmy uśmiech.
- Rose.
- A nazwisko?
Teraz się przestraszyła. Jego stanowczy wzrok wwiercał się w nią, nie pozwalając na racjonalnie myślenie.
- Nie mogę podać takich danych. – Skłoniła się. – Gdyby pan czegoś potrzebował, proszę tylko dać znak.
Ulotniła się z prędkością światła, odprowadzana tajemniczym wzrokiem. Jeśli żart Melanie okaże się prawdą, potwierdzi się przypuszczenie, że ostatnio nad jej życiem ciąży jakieś nieszczęśliwe fatum.
Przygryzła wargę, ściskając brzeg tacy aż zbielały jej palce.


Kolejny dni pracy sprawiły, że nie opuszczało jej uczucie niepokoju. Ciągle czuła na sobie wzrok Asha, który przesiadywał w kawiarni nawet kilka godzin. Nikomu nie powiedziała o swoich obawach, Melanie i Elizabeth były przekonane, że mężczyzna znowu prześladuje Amelie. Kobieta ostatnio bardzo rzadko się pojawiała z powodu natłoku pilnych spraw. To dlatego miała pewność, że Ash przychodził tutaj tylko ze względu na nią. Z tego powodu nawet nie myślała o Williamie, dla którego jeszcze niedawno zarezerwowała osobną część umysłu.
- Już tu jesteś?
Drgnęła, myśląc, że pytanie skierowane jest do niej. Dyskretnie zerknęła w stronę Asha, który rozmawiał przez telefon, stukając widelczykiem w stół.
- Możesz wejść, chciałbym jeszcze trochę posiedzieć.
Starła plamę soku z krzesła, wmawiając sobie, że wcale nie podsłuchuje. Jej alter-ego natomiast całkiem otwarcie nadstawiało uszu, zmieniając wyraz twarzy na iście diabelski.
Nigdy by się do tego nie przyznała, ale zżerała ją ciekawość kto miał dołączyć do mężczyzny. Dlatego zakręciła się przy drzwiach, które po kilkunastu sekundach otworzyły się, wpuszczając do środka chłodny podmuch wiatru.
Natychmiast pochyliła głowę, nie chcąc od razu pokazywać swojej twarzy.
- Witamy pana w naszej kawiarni – zaczęła i dyskretnie zerknęła w górę. – Co ty tu robisz? – Jej uprzejmy głos przeszedł w syk, wyprostowała się sztywno, obrzucając chłopaka pełnym niechęci spojrzeniem.
Davies patrzył na nią z mieszaniną zaskoczenia i rozbawienia na twarzy.
- To tak traktuje się tutaj klientów? – Uniósł brew, przeczesując włosy dłonią.
- Nie jesteś żadnym klientem. – Prychnęła z wyższością.
- Założymy się?
Zaczął szukać czegoś wzrokiem, po czym nonszalancko pomachał ręką. Rose podążyła za nim aż jej oczy zatrzymały się na Ashu, który uśmiechał się ironicznie do Williama.
- Mówiłem ci o moim wujku, prawda? – Mrugnął do niej i ruszył w stronę stolika.
Chcąc nie chcąc Rose dreptała za nim, wciąż otrząsając się z szoku. Nie pamiętała, żeby Davies mówił jej cokolwiek o wujku przesiadującym w kawiarni z pokojówkami, ale możliwe, że po prostu go nie słuchała.
Nagle ją olśniło.
- Mówiłeś o tym owłosionym wujku, który przychodził pooglądać kelnerki? – zapytała.
William zatrzymał się niespodziewanie, a Rose odbiła się od jego pleców. Złapał jej nadgarstek, ratując od upadku. Skrzywiła się.
- Mogłabyś przestać mylić swoje interesujące wyobrażenia od rzeczywistości – stwierdził, wywracając oczami.
Dziewczyna zakryła usta dłonią, rumieniąc się.
- Och – wyrwało jej się.
Chłopak potrząsnął głową zrezygnowany i kontynuował wędrówkę do Asha. Do Rose dotarło, że był to wujek kogoś, kogo nie cierpiała, a kto pocałował ją tydzień temu. Rodzina Daviesa była równie pokręcona jak on sam. Co nie wyjaśniało, dlaczego Ash tak uważnie ją obserwował.
Stanęła przy stoliku, czekając aż William łaskawie zajmie swoje miejsce. W tym momencie dotarło do niej, dlaczego Ash tak przypominał Daviesa. Patrząc na nich, można było dostrzec śladowe ilości podobieństwa, ale na pewno łączyły ich dołeczki w policzkach. Ich rodzina naprawdę musiała być urodziwa. Niektórzy to mają szczęście w życiu, pomyślała ze smutkiem.
- Co chcesz? – Stukała niecierpliwie końcówką długopisu w notes. – Kawę czarną jak twoja dusza? – rzuciła z powagą, napawając się zdezorientowanym wyrazem twarzy Asha.
- Tak dobrze mnie znasz – odparł William z uśmiechem, ścierając zadowolenie z jej twarzy.
- Zaraz wracam.
Odwróciła się na pięcie i mrucząc pod nosem niezbyt wyszukane epitety udała się na zaplecze.
Oparła się o ścianę, przeklinając los. Jak to możliwe, że Ash jest wujkiem akurat Daviesa? Poza tym, co to ma znaczyć, że osiemnastolatek ma tak młodego i tak przystojnego wujka? Gdzie sprawiedliwość na tym świecie?
Czy to oznaczało kolejne komplikacje? Między nimi wydarzyło się już tyle rzeczy, że Rose nie wiedziała co myśleć. Pytań w jej głowie przybywało, a każdą odpowiedź zastępowało kolejne pytanie. Czuła, że może wybuchnąć w każdej chwili.
Poprosiła Melanie, aby zaniosła zamówioną kawę, a sama zarzuciła kurtkę na ramiona i wyszła na zewnątrz tylnymi drzwiami. Gwałtownie wciągnęła potężny haust zimnego powietrza, pozwalając uspokoić się swojemu sercu.
- I co teraz? – Przygryzła płytkę paznokcia, marszcząc czoło. Co ma powiedzieć Amelii, dziewczynom? A co ważniejsze, znowu Davies wplątał się w jej życie. Nie rozmawiała z nim od momentu, gdy dowiedziała się, że nie pamięta ich pocałunku. Powoli zaczynała się do tego przyzwyczajać, a on znowu wkroczył w jej codzienność. Chociaż wkroczył to zbyt delikatne słowo.
Czasami zastanawiała się, czy jej życiem nie kieruje jakaś mroczna siła, która wrzuca ją w te wszystkie wydarzenia.
Po powrocie, Rose wychyliła czubek głowy przez obrotowe drzwi i dostrzegła, że stolik, gdzie siedział William i Ash jest pusty, a Elizabeth właśnie zabiera z niego puste filiżanki. Wypuściła z ulgą powietrze, jej ściśnięte wnętrzności rozluźniły się i pozwoliły w końcu normalnie pracować.

- Mam dla ciebie niespodziankę. – Takimi słowami powitał ją tata, kiedy wróciła ze szkoły w piątek. Spojrzała na niego wymownie. Doskonale wiedziała, że jego niespodzianki wcale nie musiały być przyjemnym doświadczeniem. Idealnym przykładem był dzień sprzed trzech lat, kiedy niespodzianką było przemalowanie jej pokoju na różowo, z powodu przekonania ojca, że zmiana dobrze na nią wpłynie. Nie byłoby to jeszcze tak przerażające, gdyby nie fakt, że różowy to jej najmniej ulubiony kolor, nie wspominając o tym jego odcieniu, od którego mieniło się przed oczami.
- Wiem o czym myślisz! – Mimo pewnego głosu jego czubki uszu zaczerwieniły się. – Ale tym razem ci się spodoba, obiecuję. Jest w twoim pokoju.
Popchnął ją lekko, uśmiechając się zachęcająco. Ostatni raz zmrużyła oczy podejrzliwie, po czym zaczęła wspinać się po stopniach. Dotarła do drzwi i otworzyła je ostrożnie.
Przy oknie, tyłem do niej stał ktoś, kogo nie sposób było pomylić dzięki kręconym, długim do pasa włosom w kolorze pszenicy.
Odwróciła się zaskoczona, słysząc skrzypnięcie drzwi. Jej oczy były zaczerwienione, a mokre od łez policzki otarła szybkimi ruchami dłoni.
- Jenn! – zawołała Rose, patrząc z niedowierzaniem na przyjaciółkę.
- Cześć, Rosie. – Dziewczyna uśmiechnęła się. – Stęskniłam się za tobą.

5 komentarzy:

  1. O kurczę! *o* Myślałam, że mi się przewidział nowy rozdział, ale tak zamrugałam kilkakrotnie oczami i patrzę, a rozdział XIX nadal pozostawał na ekranie! Jeeej, tak mi umiliłaś wczoraj dzień (a był naprawdę koszmarny ;-;).
    Cieszę się, że tak dobrze Ci się pisało. :) Ale mam wrażenie (może to mylne wrażenie, bo tak bardzo kocham to opowiadanie), że ten rozdział był króciuteńki. Ledwo zaczęłam czytać, a tu nagle nie ma dalszej części ;o I było tak mało Daviesa... To takie smutne. Uwielbiam tego chłopaka w takim samym stopniu jak mnie irytuje xd Jeeej, jeszcze chwila, a zacznę myśleć jak Rose ;p
    Czemu, ach, czemu Will nie pamięta ich pocałunku?! Weź zrób jakoś, żeby sobie przypomniał! ;p Albo spraw, żeby znów się całowali :D Choćby przez przypadek :D Rozumiesz, trafią na jakąś imprezę (albo coś), będzie ciemno, obydwoje zaczną sobie tańczyć i tak jakoś wyjdzie, że skończą na pocałunku :D Musisz przyznać, to świetny plan :D
    Ojeeeej, czyżby coś się stało Jennifer? ;( Ach, tak przeklęta ludzka ciekawość... ;p
    Hahaha, nad Rose naprawdę ciąży nieszczęśliwe fatum xD Jeszcze trochę, a się okaże, że panna Parker jest postacią tragiczną! Mówię Ci, za niedługo będę mogła napisać Ci całą argumentację udowadniającą moją tezę! ;p
    Nie no, tak trochę nabijam się z matur, a Ty przecież piszesz próbne ;o Ja mam jeszcze do nich trochę czasu... Powodzenia życzę ;)
    I wygląd bloga boski! (nie to że tamten był niedobry xd). Ale ten faktycznie ma coś w sobie. W sumie pasuje do Twojego opowiadania, przynajmniej według mnie :)
    Echhh, dobraaa... Dobrze, że w ogóle znalazłam wolną chwilę na napisanie komentarza, a powinnam przypominać sobie fabułę "Mistrza i Małgorzaty" ;o Tyle że to opowiadanie jednak bardziej mnie zaciekawiło niż ta lektura ;p
    Czekam! xoxo

    P.S. Mam nadzieję, że rozumiesz coś z tego bez składnego komentarza :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ahh taki wspaniały ten rozdział...tak naprawdę bardzo polubiłam Asha, ciężko powiedzieć dlaczego =) Zastanawiam się co Jenn wniesie do tej całej sprawy między Rose a Daviesem, a może nic...jejku tak ciężko przewidzieć co będzie dalej :3 naprawdę rodział jest cudowny, taki według mnie, pozytywny :)
    Trzymam kciuki, życzę weny i czekam :) wiem że warto

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapewne wiesz jakie to uczucie, gdy skończy się czytać naprawdę świetną książkę. Czuję się tak samo, od kiedy zobaczyłam, że nie ma następnego rozdziału. :c Dużo weny i czekam niecierpliwie na następny. :) <3
    ~slither

    OdpowiedzUsuń
  4. No i co dalej ech nie znoszę niedokończonych historii

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaglądam co prę dni mam nadzieję że wena nie padła i cosik się pojawi niedługo:-)

    OdpowiedzUsuń